Opinii co do skuteczności poszczególnych metod ochrony przeciwprzymrozkowej jest wiele, jak jednak pokazał miniony rok, sadownicy są gotowi wiele zainwestować, ażeby ratować swój plon. Począwszy od specjalistycznych maszyn i preparatów chroniących rośliny, poprzez systemy zraszania nadkoronowego, aż do całonocnego palenia ognisk. Ba, wiosną głośno było również o sadowniku z okolic Grójca, który wynajął helikopter, by ten mieszał powietrze nad jego sadem. W sieci pojawiało się również wiele relacji z sadów na Zachodzie Europy, gdzie sadownicy ogrzewali powietrze specjalnymi świecami, które w tym roku są dostępne także  w Polsce. O tym, jak stosować świece sadownicze Sadox rozmawialiśmy z Panem Sławomirem Kanpem na Spotkaniu Sadowniczym w Sandomierzu.

Świeca sadownicza, to stalowa puszka, w której znajduje się sześć kilogramów parafiny z dodatkami, dzięki czemu pali się pełnym płomieniem i emituje ciepło, podnosząc tym samym temperaturę w sadzie. – Zauważmy, że cały wosk w puszce roztapia się, a dzięki łatwopalnym dodatkom świeca pali się pełnym płomieniem – mówi Pan Knap. – Sama puszka staje się wówczas swojego rodzaju grzejnikiem. Oprócz ciepła, świeca wytwarza się również dym tworzący łunę, co także w pewien sposób zabezpiecza sad przed zstępującym mrozem – wyjaśnia.

Jak stosować świece? – Jeśli prognozowany jest przymrozek, to zawczasu proponujemy rozłożyć puszki na polu (na jeden, dwa dni przed, bo zawsze istnieje prawdopodobieństwo, że temperatury spadną poniżej zera wcześniej niż przepowiadano). Najlepiej załadować je na platformę i ustawić według zalecanego przez nas planu. Świece proponujemy ustawiać w pasie herbicydowym,  na wypadek, gdyby w rzędy trzeba było wjechać jeszcze ciągnikiem – opowiada sadownik. Kiedy już wiemy, że nocą nadejdzie przymrozek, przestawiamy świece spod drzewa na środek rzędu i tam czekają do momentu, kiedy temperatura zacznie spadać – wówczas zaczynamy je podpalać. Nasz rozmówca poleca robić to we dwie osoby. Jedna otwiera puszki, podczas gdy druga zajmuje się podpalaniem za pomocą palnika dekarskiego. Odpalenie zniczy na powierzchni jednego hektara zazwyczaj trwa poniżej godziny.  

System, w  jakim rozkładane są świece, dobierany jest według typu sadu i jego rozstawy. – W zależności od typu posiadanej uprawy dla każdego sadownika dobieramy odpowiedni rozstaw puszek. Staramy się robić to według planu szachownicy – wyjaśnia. Ile świec potrzeba na hektar? Pan Knap sam jest sadownikiem i testując w ubiegłym roku świece zużył 375 sztuk. – Najpierw rozpalaliśmy 250 sztuk, a później w co drugim rzędzie było odpalane 125, czyli łącznie 375 świec – wyjaśnia. Przymrozki trwają zazwyczaj około 4 godzin, ale sporadycznie zdarza się, że ujemna temperatura utrzymuje się dłużej. – Jeśli zdarzy się, że będzie naprawdę duży przymrozek, zawartość jednej puszki i tak będzie wystarczająca, bo powinna płonąć osiem, dziesięć godzin.

Świece się łatwo składowane, po 180 sztuk na europalecie. Produkt nie ma terminu przydatności, co jest bardzo istotne, bo możemy stosować go zarówno w roku zakupu, jak i za lat dziesięć. Może się również okazać, że przymrozek będzie trwał krótko i nie wykorzystamy całych świec – nie ma to znaczenia, bo za kilka lat również będzie można z nich skorzystać. Koszt na hektar to około 10 tysięcy złotych brutto.  Warto nadmienić, że puszki są wielokrotnego użytku, co oznacza, że po wypaleniu można je ponownie uzupełnić w niższej cenie.

Jak mówi Pan Sławomir, we Francji, Niemczech i Holandii świece sadownicze stosuje się w sadach i winnicach od kilku lat. Ważne jednak, aby zakupić je odpowiednio wcześnie, gdyż czas realizacji zamówienia to około 4 tygodni i może się okazać, że zamówienie ich na kilka dni przed prognozowanym przymrozkiem nie będzie możliwe. W razie posiadania dodatkowych pytań zamieszczamy numer kontaktowy do Pana Sławomira: 510 930 960. 

 

IMG 0270 compressor

Ostatnie ogłoszenia

Partnerami portalu są: synthos agroactivtimac agro