Wyszukiwarka

 

Na IV Kongresie Bezpieczeństwa Żywności, temat wyzwań związanych z zapewnieniem opłacalności produkcji ekologicznej podjął Pan Roman Bartkowiak, Prezes Zarządu Spółdzielni Produktów Rolnictwa Ekologicznego "Dolina Mogielnicy". Jak podkreślał prelegent, bezpieczeństwo produkowanej żywności jest kwestią niezmiernie ważną, jednak w pierwszej kolejności należy zapewnić bezpieczeństwo producentowi tej żywności. – Mam na myśli, oczywiście, producentów surowca, ogrodników, sadowników, rolników. Nie będzie tutaj niczego nowego, jeśli powiem, że prawie żaden producent nie ma najmniejszego wpływu na cenę produktu, który wytwarza. Pod pretekstem tak zwanego wolnego rynku, zrobiła się „wolna amerykanka”:  firmy przetwórcze, które wykorzystują do granic możliwości producenta. To jest niedopuszczalne – mówił Pan Bartkowiak.

Zdaniem prelegenta, cena zakupu surowca zawsze powinna pokrywać koszty jego wytworzenia. Jednym słowem musi być ustalony poziom kosztów produkcji surowca, zapewniając godziwy zysk dla jego producenta – wyjaśnia. Jak jest obecnie? – Czy producent wieprzowiny ma wpływ na cenę tucznika? Żadnego. Zakładając spółdzielnie mieliśmy zamysł, żeby odciąć się od siły nacisku wielkich korporacji, przetwórni i sieci, które dyktowały ceny. Postanowiłem stworzyć z grupa sprzymierzonych producentów spółdzielnię. Musimy mieć wpływ na przetwarzanie tego, co produkujemy w formie surowca – dodaje.

Pan Bartkowiak podkreśla, że w momencie, kiedy przetwórcy skupują surowiec poniżej kosztów produkcji, producenci zostają w bardzo trudnej sytuacji. Nie da się bowiem inwestować w ten sposób w podnoszenie jakości. – Nikt nie pyta się, jakie sadownik poniósł koszty… – dodaje.

Historia działalności Pana Bartkowiaka zaczyna się 40 lat temu, kiedy przejmuje on rodzinne gospodarstwo, założone w 1905 roku. Gospodarz od wielu lat wprowadza wiele rozwiązań mających uczynić pracę rolnika łatwiejszą, ale również podnoszących wydajność produkcji. Jak zauważa, nie są to rozwiązania proste w realizacji. Sama kwestia bezpieczeństwa żywności stała się dla Pana Romana kwestią szczególnie bliską w momencie, kiedy postanowił przekształcić swoje gospodarstwo na produkcję żywności ekologicznej.

Wówczas było to szczególnie trudne, ponieważ brak było wiedzy na ten temat, innych do współpracy. Nie brakowało również sceptyków. Mając już doświadczenie, Pan Roman szkolił chętnych, a po wielu latach praca przyniosła efekty. Pan Bartkowiak jest inicjatorem powołanej do życia cztery lata temu, pierwszej w Polsce spółdzielni producentów ekologicznych. – Kilkuosobowa grupa pod moim przywództwem zabrała się za tytaniczną pracę. Pomimo moich doświadczeń zbieranych przez 40 lat, przyznam szczerze, że napotykaliśmy wiele trudności – zauważa.

Według Pana Bartkowiaka, koniecznością jest, aby producent miał wpływ na przetwarzanie tego, co produkuje w formie surowca. – Ażeby mieć taką możliwość, musimy mieć albo bliską współpracę z przetwórcami i o to zabiegamy, albo  mieć możliwość przetwarzania w ramach własnego zakładu, o co się ubiegamy. Od wielu lat mamy plan, miejsce, ale pojawia się problem. Programy pisane są podobno w celach zintensyfikowania innowacyjności i szybkiego wprowadzenia tego w życie, a tak naprawdę bardzo trudno o ich powodzenie. Odbijam się od ściany do ściany i tak jest przynajmniej od trzech lat – opowiada prelegent.

Zdaniem prezesa „Doliny Mogielnicy” musi nadejść czas obrony producenta przez zarządzających. – Mam do wprowadzenia wiele ciekawych pomysłów i nie boje się nawet powiedzieć, że mogłyby mieć decydujące znaczenie dla historii produkcji. Niektórym z moich pomysłów już przyznano patenty. Ale zarządzający myślą inaczej, programy, które stworzyli mówią co innego. Jeśli to się nie zmieni i nie będzie obrony producentów, jesteśmy na równi pochyłej. W produkcji żywności jesteśmy na takim etapie, że większość produktów składa się głównie z dodatków. Miałem okazję to już wielokrotnie widzieć i kosztować – zauważa.

Prelegent podsumowując zauważa, że trzeba również zmienić mentalność konsumentów, którzy wybierają najtańszą żywność, w której brak zdrowego „surowca”, a pełno sztucznych dodatków. – Nie chodzi o to, aby jak najwięcej sztucznych dodatków dosypywać do żywności, żeby mogła być tania – podsumowuje.

 

popup1