Wiosną, na naszym portalu pojawiły się artykuły dotyczące niechęci młodych ludzi do przejmowania gospodarstw po rodzicach. O przyczynach i możliwych skutkach wypowiadali się wówczas młodzi rolnicy. (TUTAJ i TUTAJ). Żaden z nich nie podjął jednak tematu, który w wielu gospodarstwach okazuje się bardzo istotny. Bywa bowiem często, że chociaż potencjalny następca jest w kwiecie wieku, gotowy i zapalony do pracy, chce się wykazać i pracować „na swoim”, nie ma takiej możliwości, ponieważ rodzice nie chcą mu przekazać gospodarstwa. Najczęściej kończy się przepisaniem jednego, dwóch hektarów, które w żaden sposób nie pozwolą na godne życie i utrzymanie własnej rodziny. Młody człowiek zmuszony jest szukać pracy gdzie indziej. A często, gdy rodzice w końcu zgodzą się na przepisanie ziemi, syn czy córka nie chcą się temu poświęcić w całości, bo ich życie ułożone jest już w inny sposób.

Oczywiście, nie negujemy, że wielu młodych ludzi ucieka do miasta, jednak są i tacy, którzy chcieliby zostać „na gospodarce”. Przykładowy dwudziestokilkulatek chce kontynuować tradycję rodzinną i pomaga w prowadzeniu sadu. Całe szczęście, jeśli dogaduje się z rodzicami, ma taki sam tok myślenia i chce stosować podobne rozwiązania. Wówczas bezkonfliktowo mogą prowadzić wspólnie gospodarstwo do momentu, kiedy starsi nie zdecydują się przejść na zasłużoną emeryturę.

Niestety, najczęściej, a zaryzykujemy nawet stwierdzenie, że w większości przypadków, zgody takiej nie ma… Zazwyczaj dochodzi do dobrze znanego konfliktu pokoleń. Młody chce stosować inne opryski, sadzić inne odmiany, chce sprawdzić się i zdobyć uznanie. Starszy natomiast przywiązany jest do tradycyjnych rozwiązań, czuje, że techniki przez niego stosowane sprawdzały się przez wiele lat i nie ma sensu zastępować ich nowymi „wymysłami”. Pojawiają się również niesnaski na tle finansowym. Obie strony czują, że wkładają tyle samo wysiłku w pracę i mają równe prawo w podejmowaniu decyzji. Konflikt narasta i pada prośba o przepisanie lub podział ziemi.

Istnieje kilka rozwiązań. Pierwsze korzystne dla obu stron, ale możliwe tylko w przypadku dużych gospodarstw – podział na części, które satysfakcjonują obu gospodarzy. Obie strony mogą wtedy gospodarzyć i utrzymywać się z łatwością. Drugie rozwiązanie, kiedy starsi czują, że chcą już przejść na emeryturę, przepisują ziemię, ewentualnie zostawiając sobie kawałek, który obrabiać będą własnymi siłami. W grę wchodzi również, że nie zdecydują się w ogóle na podział, lub przepiszą taki areał, który nie pozwoli, aby młody człowiek mógł utrzymać z niego rodzinę.

W obu ostatnich przypadkach pozostaje szukanie pracy gdzie indziej. Powróćmy do naszego przykładu dwudziestokilkuletniego mężczyzny – dostaje on od rodziców trzy hektary sadu. Jak jednak ma się z tego utrzymać? Zapał mija, a pozostaje trudne zderzenie z rzeczywistością. Czas szukać pracy gdzie indziej. Sad pozostaje sam sobie, stanowi on pewnego rodzaju dodatek. Za 10 lat rodzice skłonni są przepisać resztę, ale najczęściej nie ma już komu, ponieważ życie potencjalnego następcy wygląda już inaczej, często nieopłacalnym jest zmienić profesję.  W taki sposób branża traci wielu młodych sadowników, którzy gotowi byli z zapałem unowocześniać gospodarstwa, kontynuując rodzinną tradycję.

Przykre, że w ten sposób branża traci młodych członków. A trzeba przyznać, że młodzi w większym stopniu gotowi są na stosowanie nowych technologii, chociażby komputerowego modelowania zagrożeń (stacje meteo i wykresy o konieczności pryskania). Za nimi przemawia również znajomość języków oraz posługiwanie się Internetem w celu zdobywania wiedzy, kontaktów, klientów. Według ekspertów wymiana pokoleń jest konieczna, aby rolnictwo szło do przodu.

Jak sprawę widzi pokolenie starsze? Czy można mieć do niego pretensje? Jak wynika z naszych rozmów, starsze pokolenie w większości przypadków jest jeszcze w sile wieku i czuje, ze może spokojnie pracować przez następne kilka lat. 50-leni mężczyzna mając świadomość, jak ciężko pracował całe życie na to, co ma, nie chce pozbawiać się źródła dochodu i pozostać na łasce syna. Trudno się dziwić. Wiele życia jeszcze przed nim.

Bardzo często powodem niechęci jest też nieufność co do umiejętności następcy. Rodzice nie pozwalają sprawdzić się młodemu człowiekowi, uważają, że jego rozwiązania są gorsze, a on nie będzie potrafił poprowadzić samodzielnie produkcji. Chcieliby, aby następca kontynuował prace ich sprawdzonymi rozwiązaniami. Tutaj bardzo często dochodzi również czynnik niezgody, szczególnie, jeśli w rodzinie wystąpił konflikt pokoleń, o którym mówiliśmy wcześniej.  

Chociaż temat nie jest często poruszany, problem jest aż za dobrze znany, szczególnie w pokoleniu młodych 25-30-latków. Niechęć do przepisania ziemi ma wiele przyczyn, jednak w każdym przypadku może skończyć się tym, że gospodarstwa nie będzie miał kto przejąć. Rozwiązaniem usprawniającym przekazywanie były z pewnością renty strukturalne, czyli świadczenie za przepisanie ziemi następcy. Niestety, Bruksela zaniepokojona ekspansją eksportową polskiego rolnictwa nie dała szans na uruchomienie tego projektu w nowym planie siedmioletnim.

 

Partnerami portalu są: synthos agroactivtimac agro