Wyszukiwarka

 

 

13 czerwca w Pałacu w Małej Wsi odbyła się konferencja prasowa zorganizowana przez firmę AgroFresh Consulting, podczas której przedstawiono SmartFresh ProTabs, czyli nową formułę znanego już dobrze na polskim rynku środka przedłużającego świeżość owoców. Podczas spotkania przedstawiciel firmy, Pan Marcin Piesiewicz, dokonał analizy wyzwań, które stają przed sadownikiem chcącym utrzymać doskonałą jakość owoców podczas przechowywania. Skupił się przede wszystkim na obowiązkach samego producenta (optymalny termin zbioru, transport z pola do przechowalni, czy właściwe nawożenie), ale również czynnikach, które nie są już w jego mocy, takich jak chociażby wysokie temperatury podczas zbioru.

Według wyliczeń AgroFresh, obiektów chłodniczych w Polsce może być około 1 400 000. – Oczywiście nadal w gospodarstwach występują zwykłe chłodnie, ale szczególnie w dwóch ostatnich latach bardzo dużo tych chłodni zostało przerobionych na kontrolowaną atmosferę. Nie we wszystkich została co prawda zamontowana płuczka, ale w większości uszczelnione zostały drzwi chłodnicze, a za pomocą wapna utrzymywany jest prawidłowy poziom CO2 w komorze –  zauważył Pan Piesiewicz. Prelegent zwrócił uwagę, że dzięki dotacjom z Unii udało się zrealizować wiele inwestycji. – Sądzimy że około 70% tych obiektów to chłodnie z kontrolowaną atmosferą, jaki również chłodnie ULO.

Bardzo duże zmiany nastąpiły również w strukturze odmian. – Mieliśmy i nadal mamy bardzo duża Idareda, równie dużo sportów Jonagolda (także Decosty czy Supry). W tej chwili natomiast kierunek zmiany idzie w odmiany jednokolorowe. W ostatnich latach, sądząc po szacunkach szkółkarzy, najwięcej sadzonych było klonów Jonagolda, a w szczególności Red Jonaprinca, a także różnych sportów Gal, szczególnie tych prążkowanych – mówił.

Pan Piesiewicz zauważył także, że dzięki bardzo rozbudowanemu systemowi doradztwa w Polsce, poziom skuteczności ochrony posiadamy bardzo duży. Można powiedzieć, że jeśli chodzi o samą produkcję owoców, jest ona na bardzo dobrym poziomie.

 

Jakie wyzwania stają przed sadownikami?

Marcin Piesiewicz zauważył, że pomimo dobrego poziomu wiedzy sadowników, odmiany ze wczesnego terminu zbioru, takie jak Gala czy Szampion, zbieramy jeszcze w odpowiednim oknie zbioru, ale później praktycznie zawsze mamy problem z optymalnym określeniem terminu zbioru.  I tak, w zeszłym sezonie większość odmian była zbyt późno zerwana. Prelegent wyjaśnił, że indeks skrobiowy wynosił najczęściej 10, także jędrność owoców była na niższym poziomie niż w poprzednich sezonach. – Owoce komór otwieranych w kwietniu, maju czy teraz, szczególnie z grupy Jonagold, są miękkie i jest to wynik tego, że zerwane zostały zbyt późno i nie miały odpowiednich parametrów wyjściowych. Musimy pamiętać, aby nie czekać, aż wszystkie owoce się wybarwią. Musimy zacząć stosować wielokrotny zbiór, minimum 2 razy. Wtedy jakość owoców będzie zdecydowanie lepsza i nie będziemy mieć problemów z przechowalnictwem owoców – podkreślał.

Natomiast droga owoców z sadu do komór chłodniczych powinna być jak najkrótsza. Jabłka  zbieramy i przewozimy. – Często jest tak, że gospodarstwo należy do grupy producenckiej, więc owoce są 2 – 3 dni magazynowane gdzieś pod dachem, potem przewozimy je do grupy i znów nie są bezpośrednio wstawiane są do komór chłodniczych. Powinniśmy pamiętać, że przez te 2 – 4 dni następujące po zerwaniu owoców, gdzie temperatura jest około 20-kilku stopni, skutkują tym, że bardzo szybko spada jakość (głównie pod względem jędrności), ale również może być to przyczyną wystąpienia różnego rodzaju chorób fizjologicznych w trakcie przechowywania.

Już po zbiorze pamiętać musimy o prawidłowym monitoringu w komorach chłodniczych. Zastosowanie bardzo nowoczesnych technologii nie zwalnia nas z monitoringu parametrów miernikami ręcznymi. Wszelkie przepięcia, zmiany napięcia na linii energetycznej mogą sprawić, że zawiesi się płuczka. Pojawiają się przypadki, że sadownicy zgłaszają nieznane im uszkodzenia na jabłkach. Są one wynikiem wyłączenia się płuczki i było bardzo wysokim stężeniem dwutlenku węgla w komorach.

Istotny jest również dobór parametrów przechowywania. – Kiedyś przechowywano w uniwersalnych parametrach, np. temperatura 2 stopnie,  2 % tlenu i 2 dwutlenku węgla. W tej chwili, chcąc przechowywać owoce długo musimy dobierać parametry przechowywania do danych odmian. Chociażby grupę Jonagoldów możemy przechowywać w wyższym stężeniu dwutlenku węgla, ale w przypadku Mutsu, Empire i Cortlanda dwutlenek węgla musi być w zdecydowanie niższym stężeniu niż tlenu, ze względu na to, że jeśli nie będzie dobrej cyrkulacji powietrza i utworzy się zastoisko, możemy w poważnym stopniu uszkodzić owoce – przestrzegał Pan Piesiewicz.

Obok czynników zależnych od człowieka (ochrona, przechowywanie) wiele zależy również od czynników atmosferycznych i gleby. W ostatnich latach klimat zmienił się nieznacznie, a temperatury przed zbiorem są wysokie i zdecydowanie niesprzyjające dla wyjściowych parametrów jakości owoców. – W sezonie 2016 pojawiły się zarówno wysokie temperatury jak i susza. Niestety, spowodowało to przyspieszenie dojrzewania owoców, wcześniejsze rozpoczęcie produkcji etylenu, a także wysoką podatność na wszelkiego rodzaju łódkowanie liści, czyli niewłaściwą asymilacji drzew, gdzie ograniczana jest również absorpcja i pobieranie składników pokarmowych – mówił.

Prelegent przypomniał również, że chociaż w centralnej Polsce nie mieliśmy, co prawda, problemów z nadmiernymi opadami podczas zbioru, ale w rejonie Bydgoszczy podczas zbioru Szampiona spadło bardzo dużo deszczu. W sadach, gdzie nie było poprawnej ochrony przed chorobami grzybowymi, tam wiosną były duże straty ze względu na gorzką zgniliznę. Obserwowano ta na odmianach Szampion, Elise, ale też Jonagoldach. Straty w niektórych obiektach przechowalniczych doszły nawet do 30, 40 %.

Podczas swojego wykładu Pan Piesiewicz podkreślał wielokrotnie, że bardzo dobrze jest znać wyjściowe parametry owoców. Bo w ostatnich latach jabłka z drugiej części zbiorów (od Joagolda, po Idared) zbierane są zdecydowanie zbyt późno.

– W ciągu ostatnich dwóch sezonów mamy także zdecydowanie więcej uszkodzeń związanych z oparzeniami słonecznymi, które powodują wcześniejszy rozkład miąższu czyli tzw. rozpady starcze oraz szklistości – wyjaśniał.

W tym roku dużo zapytań związanych jest również z pojawieniem się uszkodzeń gorzkiej plamistości podskórnej. – Robiliśmy dużo badań i wielu przypadkach zawinił zbyt wysoki stosunek potasu do wapnia. Czyli, albo było za mało zabiegów wapniowych lub w nadmierny sposób opryskiwano nawozami fosforo-potasowymi na kolor. Musimy pamiętać o reżimie nawożenia dolistnego solami wapnia. W zależności od odmiany, wrażliwości, kwatery i gleby, musimy pamiętać, że minimum 5, 6 powinien być wykonany zabieg pozakorzeniowy. 

 

IMG 1764

Ostatnie ogłoszenia

Multimedia

17.08.01 FruitSmart

popup1