Wyszukiwarka

 

 

Wywiad z Waldemarem Żółcikiem, Januszem Kawęczyńskim, Sławomirem Kędzierskim i Jerzym Żółcikiem.

 

Sadownicy! Przed Polską otwiera się ogromna perspektywa. Firmy Fruit Family, Fruit Group oraz Sun-Sad wynegocjowały z Chinami
i Dubajem szanse na wielkie dostawy, które mają ruszyć jesienią. Warunkiem koniecznym jest wysoka jakość towaru: jędrność powyżej 6kg/cm², wybarwienie na minimalnym poziomie 50 % i brak pozostałości. Pożądana jest Gala, Red JonaPrince i Red Chief, ale także Jonagored, Ligol i Idared. Zagraniczni odbiorcy zapewnią pewność zbytu i stabilną cenę. – Jesteśmy gotowi na kontrakty z producentami. Pracujemy nad takim mechanizmem, który zapewni sadownikom satysfakcjonujący poziom cen i pewność zbytu, o ile dostarczy wysoką jakość. Na tym etapie możemy zapewnić o stałej cenie 1,00 – 1,50 zł/kg, w zależności od odmiany – mówi Pan Kawęczyński. 

 

Redakcja: Za nami kolejna wizyta importerów z Chin i  Emiratów. Co nowego przyniosły spotkania?

Waldemar Żółcik, Fruit Family: Spotkaliśmy się z wieloma importerami, zarówno z Chin, jak i z Dubaju. Z niektórymi jesteśmy bardzo blisko, z innymi dopiero zaczynamy negocjacje. Od firm, o które zabiegaliśmy już bardzo długo, mamy potwierdzenie, że będziemy mogli wysłać znaczące ilości jabłek w bardzo atrakcyjnych cenach. Zarówno dla naszych firm: Fruit Familly, Fruit Group i Sun-Sad, jak i innych zrzeszonych w Unii Owocowej, otwiera się ogromna perspektywa. Otworzyła się możliwość jesiennej sprzedaży wysokiej jakości jabłek w bardzo dobrych cenach. Będziemy eksportować od L do L, czyli od listopada do lutego.

W zależności od odmiany, za towar spełniający wymagania jakościowe, możemy zagwarantować sadownikom cenę od 1,00 do 1,50 zł/kg, w zależności od odmiany. Zobowiążemy się, ale potrzebujemy zaufania i wysokiej jakości. Możemy zdziałać dużo, ale razem, współpracując!

Janusz Kawęczyński, Fruit Group: Jesteśmy gotowi na kontrakty. Pracujemy nad takim mechanizmem, który zapewni sadownikowi satysfakcjonujący poziom cen i pewność zbytu jeszcze przed zbiorami, o ile dostarczy wysoką jakość.

Chcemy, żeby sadownik miał pewność, że może produkować na dane rynki i nie dostanie za to mniejszej kwoty niż złotówka. Razem zdziałamy naprawdę wiele! Mamy konkretne propozycje i ogromne perspektywy. Możemy wysłać 20, 50 tys. ton i więcej. Wszystko zależy od tego, co wyprodukuje sadownik. Dlatego mamy prośbę: kwitnienie to czas, kiedy sadownik powinien zdecydować, czy chce z nami podjąć współpracę. Za wysoką jakość zapewnimy zbyt i stabilną cenę. Jesteśmy gotowi podpowiadać, myślimy również nad organizacją szkoleń, jak należy poprowadzić produkcję.

Jerzy Żółcik, Fruit Family: Po naszych spotkaniach z gośćmi z Chin i Dubaju, wyraźnie widzimy kierunek, który jest od nas oczekiwany. Musimy być uczciwymi i stabilnymi dostawcami. Uczciwość ma przejawiać się zarówno w naszych czynach, jak i rozliczeniach. Ale nie damy rady tego zrobić bez współpracy z sadownikami. Musimy nauczyć się wzajemnego zaufania. My, jako podmioty, które od początku uczestniczyły w certyfikacji na Chiny czy Wietnam i skutecznie uzyskały ten certyfikat dla Polski, prosimy sadowników, aby spojrzeli poważnie na produkcję, bo w tym momencie staje przed nami ogromna szansa. W tej chwili rodzi się dla nas szansa na regularne, solidne wysyłki do Chin i innych krajów azjatyckich oraz Dubaju. Udało nam się nawiązać kontakt z pewnymi odbiorcami. Ale ten rynek jest ogromny i dla wielu solidnych firm starczy miejsca, w szczególności tych zrzeszonych w Unii Owocowej. Ale bez dobrej jakości towaru, nie będziemy w stanie tego zrobić. A sortowanie stu ton, żeby uzyskać 10, naprawdę mija się z celem.

 

Redakcja: Jakich odmian i jakiej jakości wymagają kontrahenci?

Sławomir Kędzierski, Sun Sad: Potrzebujemy Gali, RedJonaprinca, Red Chiefa, w mniejszym stopniu Jonagoreda, Szampiona, Idareda i Ligola. Jędrność powyżej 6 kg/cm² i 50 % wybarwienia to absolutne minimum. Towar nie może mieć także pozostałości po ŚOR. 

Świat interesuje kolor, jędrność i brak uszkodzeń. W 90 procentach poszukiwane są odmiany czerwone, pozostałe 10 procent to te zieloną skórką. Musimy podkreślić, że pierwszorzędnym wymogiem jest to, aby jabłko było twarde. Nasza strefa klimatyczna sprawia pewne problemy, chociażby w ostatnim sezonie sadownicy czekali na wybarwienie i przez to stracili jędrność. Już na samym starcie sezonu handlowego mieliśmy jabłka, które nie spełniały kryteriów. Czy uda się wprowadzić nowe odmiany, które są twarde? Tego nie wiem. Musimy na razie bazować na odmianach, które mamy. To jest tak zwana masa towarowa i nic innego nam nie pozostaje.

Jabłka nie mogą mieć również absolutnie żadnych pozostałości. Będziemy badać towar pod tym kątem. Nie łudźmy się, że jakaś partia „przejdzie”. Na ile jest to niebezpieczne, widzieliśmy w tym roku na przykładzie Szwecji – jedna ciężarówka potrafiła nam skutecznie zablokować handel na długi, długi czas.

Waldemar Żółcik, Fruit Family: W ramach odmian, które mamy, powinniśmy zadbać o to, aby jędrność była na wysokim poziomie, co możemy zapewnić odpowiednim nawożeniem. I przede wszystkim, o co apelujemy – nie bójmy się handlu jesiennego. Możemy regularnie, w dobrej cenie wysyłać jabłka na jesieni. I nie będzie trzeba czekać do wiosny, żeby uzyskać tą samą (lub gorszą!) cenę, co na jesieni. Wielu sadowników otwarcie przyznaje, że najlepszy ruch, jaki można zrobić, to sprzedaż na jesieni! Musimy się przełamać i zrozumieć, że podanie jabłek na jesieni, jeszcze bez kosztów przechowalnictwa, to znakomity ruch!

Zazwyczaj jesienią możemy sprzedawać dużo jabłek, ale wtedy nie mamy towaru. Zobaczymy, co się dzieje teraz, sadownicy chcą sprzedawać, a nie ma zbytu! Czasy, które gwarantowały dobą cenę wiosenną już minęły. Musimy te zrozumieć! W obliczeniach weźmy jeszcze pod uwagę koszty przechowalnictwa i straty przez ubytki…

Jeżeli jabłko tuż po zbiorach wytrzymuje w zwykłej chłodni do końca stycznia, to jeśli wyślemy je tuż po zbiorach, to zapewniamy sobie pewność, że spokojnie wytrzyma drogę.  W połowie listopada powinniśmy sięgać po jabłka z kontrolowanej atmosfery. Nie możemy sobie pozwolić na utratę pozycji ze względu na choroby przechowalnicze i niską jędrność

Ilość eksportu zależała będzie od tego, ile jabłek wysokiej jakości dostarczą nam sadownicy. W kontrakcie ogranicza nas jakość. Nie wyślemy ani jednego kilograma, którego nie będziemy pewni jakościowo.

Jerzy Żółcik, Fruit Family: Pewnym zaskoczeniem jest dla nas Ligol, który bardzo smakuje Chińczykom ze względu na twardość, soczystość i dobry smak. W mojej ocenie będzie to odmiana, która zyska tam dużą popularność. Musimy jedynie przyłożyć się do odpowiedniego wybarwienia.

Także przerosty nie są problemem dla chińczyków, bo oni pragną dużych jabłek. Pracujemy wspólnie nad tym, aby wyprodukować specjalne opakowanie na jabłka powyżej 9 cm.

 

Redakcja:Skąd pewność, co do oczekiwań zagranicznych klientów?

Waldemar Żółcik, Fruit Family: Jest to wynik wielu testów konsumenckich. Przez dwa lata obserwowaliśmy reakcje i dopiero teraz jesteśmy pewni naszych decyzji. Dziś wysyłamy świadomą i przemyślaną informację, co na tym rynku może być sprzedane z sukcesem.

Sławomir Kędzierski, Sun Sad: Nasze starania pozwoliły poznać się obu rynkom. Daliśmy się poznać, jako poważni producenci. Wysyłaliśmy do Chin samolotami 5 tonowe „próbki” jabłek. Odbywało się to na koszt strony Chińskiej, ponieważ im bardzo zależy na poznaniu naszych smaków i standardów. Organizują konferencje i pokazują nasze jabłka konsumentom. Ponoszą koszty, nie patrząc czy jest to drogie. Dzięki temu właśnie mamy informację, że sprzedamy Ligola i Idareda.

Janusz Kawęczyński, Fruit Group: Trzeba podkreślić, że oni chcą regularnych dostaw od poważnych odbiorców. Mimo że każda firma ma swoje obiekty i jesteśmy w stanie wysortować duże partie, musimy współpracować, bo w pojedynkę żadna z naszych firm nie będzie dla chińczyków solidnym dostawcą. Zrzeszyliśmy się w Unii Owocowej, po to, aby sprostać takim właśnie wymaganiom. Rosja była rynkiem większych i mniejszych spekulantów. Teraz wchodzimy na inny poziom klientów. Oni nie będą biegać po podwórkach. Oni potrzebują raz na miesiąc, a nawet rzadziej, uzgodnioną cenę i grafik dostaw.  Nie mają czasu utulać się z drobnymi , niestabilnymi dostawcami.

 

Redakcja: Wielu sadowników miało nadzieję, że już obecny sezon handlowy pozwoli wyeksportować do Chin większe partie towaru.

Jerzy Żółcik, Fruit Family: To ogromy sukces Unii Owocowej, że tak szybko udało się otworzyć ten rynek. Służby fitosanitarne też nie spodziewały się takiego obrotu sprawy, przez co proces dostosowywania wzajemnych przepisów wydłużył się. Zainteresowanie strony chińskiej było ogromne, to procedury nas przydławiły. W rezultacie my, zrzeszeni w Unii Owocowej, z pełną odpowiedzialnością nie chcieliśmy robić wysyłek zbyt późno, żeby nie zepsuć pierwszego wrażenia. Bo robi się je tylko raz i wolimy to zrobić świadomie, a nie szybko. Teraz przyszedł ten czas, kiedy możemy to zrobić, dlatego namawiamy sadowników, żeby certyfikowali się pod kątem Chin. SADOWNIK NA TYM SKORZYSTA.

Sławomir Kędzierski, Sun Sad: Musimy walczyć o dalekie rynki, bo nie mamy innego wyjścia. Nawet, jeśli embargo zniknie, w co ja nie wierzę, to rynek ten nie powróci już w takim wymiarze, jakim był. Aby zagospodarować nasz tonaż musimy się ubiegać o dalekie rynki. Sam Wschód, nawet przy najlepszych koniunkturach, naszej produkcji nie zagospodaruje. Zmieniła się i mentalność Rosjan, jak również nawyki żywieniowe, zasoby finansowe.

Waldemar Żółcik, Fruit Family: Jeśli nie będziemy dbać o nowe rynki, to w przyszłości problem będzie jeszcze większy ze względu na nadprodukcję, zarówno w Polsce, jak i Europie.

To nasza jedyna szansa. Nie zmarnujmy jej.

 

IMG 9891

 

Są dobre jabłka z Polski, ale są i takie kartony... Więc nie da się Klienta oszukać.

IMG_2774
IMG_2774
IMG_2775
IMG_2775
IMG_2776
IMG_2776
IMG_2777
IMG_2777
IMG_2778
IMG_2778
IMG_2779
IMG_2779

Ostatnie ogłoszenia

Multimedia

17.08.01 FruitSmart

popup1