Wyszukiwarka

W ramach Sadowniczego Forum Ekonomicznego zorganizowanego podczas TSW 2017 odbyła się debata sadownicza. Zapraszamy Państwa to zapoznania się z pierwszą jej częścią:

Uczestniczący:

dr Bożena Nosecka  (IERiGŻ), Waldemar Żółcik (Unia Owocowa), Michał Lachowicz (Appolonia), Julian Pawlak (KUPS), prowadząca debatę: Wioleta Sobczak.

Wioleta Sobczak: Dużo dzisiaj mówimy o eksporcie, mamy problem ze zbytem. I chociaż otwieramy nowe rynki, chociażby Wietnam i Chiny, wciąż nie możemy ich podbić. Dlaczego nie potrafimy im sprostać?

Waldemar Żółcik (Unia Owocowa): Prawdę mówiąc, my dopiero staramy się zdobyć te rynki. Otwieramy pierwsze kontrakty i zdobywamy kontakty. Pracujemy na to już kilka lat, ale ciężko mówić o tym, aby stabilnie wejść z dostawami na rynki, które są naszymi historycznymi konkurentami. Ten proces polega na tym, że musimy je zdobywać powoli i stabilnie dobrą jakością i pozytywnym wizerunkiem jabłka. Nie uda się w ciągu dwóch czy trzech lat podwoić czy potroić ilości klientów. Jesteśmy ambitni i tak sie stanie, ale nie za przysłowiowym „pstryknięciem palca”. Tam są stare przyzwyczajenia i historyczni dostawcy. Polska była natomiast krajem nieznanym. Nie mieliśmy tam żadnych relacji marketingowych, dopiero tworzymy strategię handlową, co zajmie kilka lat. Ale apeluję, żebyśmy po drodze nie zniszczyli tej pracy złą jakością.

Michał Lachowicz (Appolonia) – W stu procentach zgadzam się z moim przedmówcą, ale muszę podać przykrą wiadomość. Rzeczywiście, praca, którą przy promocji polskiego jabłka podjęło kilka firm, zwłaszcza na rynku chińskim, przyniosła dobre efekty – rzeczywiście oczekiwano na to jabłko. Zajmowały się tym firmy, które są znają się na rzeczy i mają kilkuletnie doświadczenia. Celem było pokazanie, że polskie jabłko może być silnym partnerem. Okazało się jednak, że firmy zajmujące się tradingiem (sprzedające m.in. węgiel i stal) uznały, że skoro otwiera się dobra perspektywa współpracy z Chinami to i one mogą zająć się eksportem jabłka. Tydzień temu jedna z takich firm dostarczyła kontener Gali Must i od tamtej pory Chińczycy nie chcą słyszeć o tej odmianie. Mam nadzieję, że naszymi wysyłkami nadrobimy to złe wrażenie. Podkreślam, że w tym przypadku wina nie leży po stronie sadowników, tych firm, które szukają prostego i taniego zarobku na polskim sadowników, są to ludzie z poza branży. Istnieje realne zagrożenie, że zepsujemy rynek niezepsuty.

Wracając do pytania. Problemy sprzedaży leżą tu, w Polsce. Jeśli nie mamy możliwości eksportu na Wschód (do krajów takich jak Białoruś, idzie tego jabłka dużo mniej, bo jest ono finalnie droższe dla zwykłego konsumenta). Druga sprawa, zepsuł nam się rynek krajowy. Bo jak podkreślę, nie znam drugiej tak złej okoliczności dla handlu jak mechanizm wycofania owoców. Równie dobrze dla starań budowania wizerunku polskiego jabłka, można byłoby od razu napisać, że jest ono bez wartości. Bo po co kupować, jak można dostać za darmo? Podratowało to sadowników. I dobrze. ALE TE OWOCE NIGDY NIE POWINNY WEJŚĆ Z POWROTEM NA RYNEK! Powinno się je wykorzystać do karmienia zwierząt czy wytwarzania naturalnego gazu. Obecnie każda cena jabłka jest przez to za droga. Dlatego mamy niskie ceny. Idąc dalej, mamy również zepsuty rynek Zachodni. Jest on zjednoczony w tym, żeby przekonać ludzi do niekupowania polskich jabłek. Robią tak, ponieważ realnie zagrażamy tamtejszym producentom. I jak akcja „Kup dobre, bo Polskie” działa w Polsce tyle, o ile, łącznie z tym, że w Biedronce sprzedają jabłka z Włoch, tak na zachodzie podobne akcje działają znakomicie.

I w sytuacji, kiedy Wchód jest zepsuty ze względu na embargo (50 % eksportu), a Zachód powoli uodparnia się na polskie jabłko (20 – 25%), rynki pozaeuropejskie nie zastąpią nam ich. Tym bardziej, że wzrost sprzedaży na te rynki jest wolniejszy, niż wzrost naszej produkcji.

Musimy zacząć od poprawy w sytuacji kraju. Potem rynki, na których już byliśmy. Kraje trzecie powinny być wisienką na torcie.

debata

Multimedia

17.08.01 FruitSmart

popup1