Walka z mszycami przez dokarmianie mrówek cukrem?

 

To żaden dowcip, ale temat interesującego, międzynarodowego projektu badawczego, który został zrealizowany przez węgiersko-brytyjski zespół naukowców. Jakie są jego wyniki?

Pierwszą oznaką wystąpienia mszyc w sadzie jest najczęściej sznureczek mrówek wspinających się po pniu drzewa i wędrujących w kierunku najmłodszych pędów.  Szkodników jeszcze dobrze nie widać, ale mrówki już wiedzą o ich obecności.

Jak wiedzą wszyscy sadownicy, mszyce i mrówki łączy relacja symbiotyczna, która jest źródłem korzyści dla obu tych gatunków. Mszyce drenują kłujkami bogate w cukry, ale bardzo ubogie w białka soki roślinne. Muszą ich przepuścić przez swój organizm bardzo dużo, aby zapewnić sobie niezbędną do funkcjonowania ustroju ilość białka. Nadmiaru cukru pozbywają się w postaci rosy miodowej. To właśnie ona stanowi pożywkę dla szpecących rośliny grzybów sadzakowych, jednak przede wszystkim – dla mrówek.

Działalność mrówek nie polega tylko na zabieraniu mszycom niepotrzebnej im do niczego wydzieliny. Owady te są bardzo zmyślne i zdają sobie sprawę, że o przetrwanie takiego źródełka substancji pokarmowych należy odpowiednio zadbać. Dlatego otaczają kolonie mszyc opieką, m. in. strzegąc je przed drapieżnikami tak, aby umożliwić szkodnikom jak najlepsze warunki do rozwoju.

Wydaje się jednak, że relacja ta nie jest układem pomiędzy równymi partnerami. Mszycom mrówki są bardziej potrzebne niż mszyce mrówkom. Wynika to faktu, że mszyce przez znaczną część swojego cyklu życiowego tworzą stacjonarne kolonie; wkłute w jeden punkt, nie przemieszczają się na istotne odległości (poza pokoleniami uskrzydlonymi, których zadaniem jest znalezienie nowej rośliny żywicielskiej i rozprzestrzenianie gatunku). Mszyce nie potrafią same bronić się przed drapieżnikami, a w miejscu ich występowania z czasem gromadzi się znaczna ilość odpadu – rosy miodowej. Z kolei mrówki tworzą wysoce zorganizowane mrowiska, wędrują na znaczne odległości i czerpią pokarm z różnych źródeł. Z mszycami czy bez nich, świetnie dają sobie radę.

Znane są przykłady mszyc obligatoryjnie myrmekofilnych, czyli w pełni zależnych od mrówek. Bez obecności mrówek ich kolonie nie są w stanie przeżyć. Dzieje się tak na przykład z tego powodu, że produkują tak znaczne ilości spadzi, że nie usuwana przez mrówki, szybko by je zadusiła. Takie gatunki są jednak rzadkie i nie należą do nich mszyce wyrządzające szkody w uprawach owoców.

Niemniej oczywistym jest, że w obecności mrówek, kolonie mszyc mają się znacznie lepiej. Fakt ten stał się punktem wyjścia dla projektu badawczego (Nagy i in., 2013), w którym oceniano, czy dokarmianie mrówek cukrem wpłynie na zmniejszenie populacji mszycy jabłoniowej oraz jabłoniowo – babkowej.

Co się okazało? Mrówki zajęły się rozrzuconym cukrem i znacznie mniej chętnie odwiedzały mszyce. Dokarmianie cukrem zmniejszyło liczbę mrówek opiekujących się koloniami obu gatunków mszyc, co poskutkowało ograniczeniem liczebności szkodników.

Metoda była wyraźnie skuteczniejsza w zmniejszaniu presji mszycy jabłoniowo-babkowej niż mszycy jabłoniowej (tzn. bardziej „oberwała” ta ciemniejsza i groźniejsza). Wynika to z tego, że w przypadku występowania obu tych gatunków w bliskiej odległości, mrówki chętniej odwiedzają mszyce jabłoniową. Dlatego jabłoniowo-babkowa bardziej ucierpiała w eksperymencie.

Druga część projektu polegała na otoczeniu kolonii mszyc lepką substancją, co uniemożliwiło mrówkom dostęp do nich. W tym przypadku zmniejszyła się liczebność kolonii obu gatunków szkodników jabłoni. Wskazywałoby to na zasadność zwalczania mrówek w sadach jako pośredniej metody zmniejszania presji mszycy.

Od pomyślnych wyników badań do praktyki sadowniczej jednak bardzo daleko. Chyba że któryś z Sadowników planuje przejachać się po sadzie wypełnionym cukrem rozsiewaczem do nawozów?

 

Źródło: Csaba Nagy, Jerry V. Cross, Victor Marko (2013): Sugar feeding of the common black ant, Lasius niger (L.), as a possible indirect method for reducing aphid populations on apple by disturbing ant-aphid mutualism.

Powiązane artykuły