Najróżniejsze gatunki mszyc stanowią coraz poważniejszy problem w uprawach owoców. Walka z nimi jest uciążliwa, a powielanie utartych schematów może nie odnieść pożądanego rezultatu. Szkodniki szybko dostosowują się do presji ze strony środowiska oraz ludzi. Są bardzo płodne, wytwarzanie wielu (kilku – kilkunastu) pokoleń w sezonie oraz zasiedlanie różnych gatunków roślin sprzyja ich dyspersji. Wiele obserwacji wskazuje na to, że standardowe podejście do walki z mszycami może być nieskuteczne, gdyż pluskwiaki znajdują nowe sposoby, aby zmylić sadowników. Musimy za nimi nadążać.

Czy wierzymy  w ocieplenie klimatu czy też nie, nie możemy zaprzeczyć, że w ostatnich latach średnie temperatury w sezonie jesienno – zimowym podwyższyły się w stosunku do danych z wielolecia. Silne mrozy zimą należą do rzadkości (Ile lat temu temperatura spadła poniżej -20 stopni C?). Taki rozkład temperatur nie tylko sprzyja przezimowaniu patogenów, np. sprawcy mączniaka jabłoni, ale również wpływa modyfikująco na behawior szkodników. Okazuje się, że niepożądane w uprawach owoców owady wykazały się szybszą reakcją na zmiany klimatu niż sadownicy. Ocieplenie sprowadza na nasze tereny nowe gatunki szkodników, ale wpływa także na zmainy typowych zachowań tych powszechnie występujących. Dotyczy to również mszyc, np. bawełnicy korówki. Biologia tego groźnego szkodnika odróżniała go od innych gatunków mszyc. Charakterystycznym sposobem spędzania okresu zimowego przez bawełnicę było zimowanie w postaci larwalnej na korzeniach drzew. Obecnie w wielu sadach tylko część pluskwiaków schodzi pod ziemię (na wszelki wypadek, gdyby zima okazała się dotkliwa, aby można było w sezonie odtworzyć populację), natomiast reszta spędza okres jesienno-zimowy w koronie drzew oraz w zagłębieniach pnia.

bawełnica korówka po kwitnieniu

Bawełnica korówka będzie kłopotem w obecnym sezonie. Ciepła zima nie stworzyła bariery dla jej przetrwania. Przezimowały zgrupowania larw na korzeniach, jak i osobniki w nadziemnych częściach drzew.

Z kolei długotrwałe przymrozki wiosenne rozwlekły w czasie okres opuszczania przez larwy podziemnych kryjówek. To poważny problem, gdyż stosowane przeciwko bawełnicy preparaty systemiczne też maja swój ograniczony okres działania – kolonie mszycy mogą być odtwarzane przez te wydostające się spod ziemi osobniki.

Należy jak najlepiej wykorzystać dostępne środki do walki z bawełnicą – dla jak najpełniejszego pokrycia drzew obowiązkowo zwilżacz, wydatek wody 1000 l/ha, ustawienie opryskiwacza w taki sposób, aby nie omijał dolnych części drzew – szyjek korzeniowych, odrostów, wszelkich pęknięć, raków, zgorzeli, w których bawełnica gromadzi się bardzo chętnie. Na odmianach wczesnych albo tam, gdzie ciepła jesień pozwoli, walka z mszycą jeszcze po zbiorach.

 

Mszyca jabłoniowa McIntosh 14.06.2020

Mszyca jabłoniowa jest łatwiejsza do zwalczenia, choćby dlatego, że nie skręca tak mocno liści. Dla likwidacji tego gatunku podstawowe znaczenie mają wczesnowiosenne zabiegi. A jednak mszyca stanowi poważny problem w nowych nasadzeniach, które zasiedla w pełni sezonu – tak jak tutaj.

 

Zdaniem dra Kazimierza Ścibisza, emerytowanego pracownika SGGW oraz doświadczonego plantatora borówki wysokiej, ciepłe zimy nie zawsze oznaczają korzyść dla szkodników. Insekty są bowiem wystawione na działanie patogenów, które bez przeszkód przezimowały i ograniczają ich populację (szkodniki tak jak ludzie i rośliny również mają swoje choroby). Na przykład ciepłą jesienią na zimujących jajach mszyc rozwijają się grzyby entomofilne, które niszczą je bezpośrednio bądź zmniejszają ich odporność na wymarzanie. Ten pogląd może podlegać oczywiście dyskusjom, gdyż wcale nie jest dla mnie jasne, czy straty w liczebności populacji szkodników z tytułu chorób są wyższe niż zyski z pomyślnego przezimowania większej liczby owadów.

Swoje standardowe zachowanie zmieniła również mszyca jabłoniowo – babkowa, czyli ta ciemniejsza, powodująca silne skręcanie liści oraz odkształcenia owoców. W książkach przeczytamy, że jako mszyca dwudomna potrzebuje ona do zamknięcia swojego cyklu rozwojowego dwu gatunków roślin żywicielskich, czyli jabłoni oraz dziko rosnących roślin babkowatych. Stąd jej dwuczłonowa nazwa gatunkowa. Od pewnego czasu stało się bardzo powszechne, że pozostała ona mszycą „babkową” tylko z nazwy – zamyka cały swój kilkupokoleniowy cykl rozwojowy, żerując wyłącznie na jabłoni. Efekt? Mszyca, która odpuszczała w sadach z końcem czerwca i przenosiła się na babki obecnie stanowi problem w uprawach jabłoni aż do samej jesieni. Przypuszcza się, że na zmianę zachowania tej mszycy miała wpływ gospodarka człowieka, np. likwidacja użytków zielonych i intensywna walka z zachwaszczeniem, na skutek której spadła dostępność różnych gatunków babki.

Innym poważnym problemem w naszych sadach jest zachwianie równowagi biologicznej. Wynika ono ze zbyt intensywnej, nieprawidłowo rozplanowanej walki ze szkodnikami, podczas której giną owady pożyteczne- nasi naturalni sprzymierzeńcy w zwalczaniu niepożądanych insektów. Mszyce wchodzą tam, gdzie mogą rozwijać się bez przeszkód, nie gnębione przez swoich wrogów naturalnych. Proszę zwrócić uwagę, że w wielu sadach ekologicznych, pomimo stosowania wyłącznie naturalnych metod walki ze szkodnikami, mszyce nie stanowią takiego problemu jak w niektórych sadach intensywnych. To efekt nie zachwianej równowagi biologicznej. Dlatego zabiegi pyretroidami powinno się ograniczyć do niezbędnego minimum, to jest oprysków wczesną wiosną (pękanie pąków, zielony pąk), kiedy znaczna część owadów pożytecznych się jeszcze nie obudziła. Stosowanie selektywnych preparatów układowych w tym okresie (chociaż mają rejestrację) nie ma uzasadnienia i nie jest rozwiązaniem. Mszyce są wtedy pochowane, jest za chłodno, a roślina nie ma czym pobrać substancji aktywnej (mało zielonej masy). Poza tym krążenie w niej soków jest jeszcze ograniczone. Pewnie nawet lepiej sprawdziłyby się od nich jakieś rozwiązania ekologiczne.

Tematem, o którym można by napisać rozprawę są problemy z uodparnianiem się szkodników na substancje aktywne insektycydów. Na przykład coraz częściej stwierdza się odporność na acetamipryd, jedną z najbardziej wszechstronnych i skutecznych substancji owadobójczych. Problem występuje w przypadku preparatów działających układowo. Oczywiście odpowiedzią na ten problem jest właściwa rotacja ŚOR. W teorii brzmi to prosto, gorzej z wykonaniem w praktyce. Uodparnianie się szkodników na insektycydy nie jest wyłączną winą producentów. Co mają rotować sadownicy, skoro oferta zarejestrowanych preparatów owadobójczych jest tak ograniczona i wciąż się ją okraja?

Może chcieliby Państwo podzielić się na forum jakimiś własnymi spostrzeżeniami dotyczącymi walki z mszycami albo problemami, które pojawiły się z nimi w ostatnich ciepłych sezonach?

Najnowsze komentarze

Projekt strony www Sitte.pl Lublin

No Internet Connection