Owocujące żywopłoty

Sezon jest słaby finansowo dla większości sadowników, nie da się tego ukryć, dlatego też tak duża część z nas decyduje się na zastosowanie cięcia mechanicznego swoich sadów. Cięcie zimowe to bardzo pracochłonne zajęcie, przy obecnym deficycie rąk do pracy również stało się dość drogie. Stąd taka ogromna popularność cięcia mechanicznego, która eksplodowała tej zimy. Jeżdżąc po sadowniczych okolicach wydaje mi się jednak, że nie wszyscy sadownicy dobrze rozumieją cięcie mechaniczne. Mam nieodparte wrażenie, że znaczna część z nas sądzi, że wystarczy przejechać piłą czy listwą tnącą i koniec cięcia.

Na zdjęciu powyżej mamy sad, w którym mechanicznie zostały przycięte wierzchołki drzew i sadownik jest zdziwiony wyglądem drzew. Nie podoba mu się miotełka na szczycie jabłoni. To naprawdę nie jest tak, że dowolny sad, dotąd cięty ręcznie możemy zacząć ciąć tylko mechanicznie, eliminując cięcie ręczne całkowicie. Chyba ta wiedza nie do wszystkich dociera i wiele osób boleśnie się przekona, że jeśli zaczną ciąć mechanicznie silnie rosnące dotąd drzewa, obłożone wilkami, z grubymi konarami, to osiągną raczej piękne żywopłoty a nie sady towarowe.

SOKI

W niemieckich sadach przemysłowych wokół Drezna, już wiele lat temu całkowicie zrezygnowali z cięcia ręcznego zastępując je pracą pił. Po kilku latach efekty były tragiczne, spadek plonów osiągał 25-30% o jakości nie wspominając. Wrócili więc do ręcznej korekty po cięciu mechanicznym. W naszym kraju jest jeszcze wiele sadów półkarłowych, powszechnie mamy problem ze zbyt wybujałym wzrostem i marzenia o tym, że z takich sadów wyeliminujemy całkowicie cięcie ręczne, zastępując je mechanicznym są iluzoryczne.

Nie jestem przeciwnikiem cięcia mechanicznego, wręcz dostrzegam sporo jego plusów (w tym największy – oszczędności), lecz nie da się obciąć sadu tylko piłami, praca ręczna jest i będzie niezbędna. Poza tym trzeba sad przygotować do cięcia mechanicznego, wyregulować wzrost a już na pewno nie ciąć mechanicznie drzew, które mają konary kilkucentymetrowej grubości. Piła dała radę go uciąć, ale z niego wybije kilka albo kilkanaście wilków. Poza tym, jeśli mamy takie konary, to pewnie też mamy od groma wilków na drzewie, naprawdę ktoś sądzi, że można je zostawić? Maszyna ich nam nie wytnie, musimy to zrobić sami. Zapewne większość naszych czytelników ma jednak nowoczesne sady karłowe, bez grubych konarów, z wąską wrzecionową koroną. Jednak jadąc przez sadownicze wsie widzę ciągle bardzo dużą liczbę sadów, gdzie dominują w koronie wielkie, grube gałęzie, pokryte wilkami. Właściciele takich sadów nie mają rewelacyjnych plonów, jakości też tam super nie ma więc szukają oszczędności w eliminowaniu pracy ręcznej. Z pomocą przyszła im technika i sąsiedzi, którzy zakupili piły, lecz ich oszczędnościowe plany spotkają się brutalną rzeczywistością sił witalnych ich drzew. To nie będą już sady, to będą owocujące żywopłoty. Choć na koniec przychodzi mi taka refleksja: tylko czy to źle? Czy to źle dla sadownictwa, że ludzie nierozumiejący fizjologii drzew jabłoni, będą mieli problemy z produkcją jabłek? Cięcie mechaniczne wchodzi do naszej branży co raz powszechniej, tego nie da się zatrzymać, ale naprawdę pracy ludzkiej z cięcia wyeliminować się nie da.

Powiązane artykuły

X