„W marcu jak w garncu” powiada stare porzekadło, a bieżący rok potwiedził prawdziwość tej ludowej mądrości. Ciepłe, pogodne dni na początku miesiąca pobudziły rośliny owocowe do rozwoju, wegetacja szybko ruszyła. Niestety bardziej zaawansowane w rozwoju pąki były wrażliwsze na działanie mrozowych temperatur, które zaskoczyły nas w drugiej połowie marca. Jak zwykle, stopień uszkodzeń zależy od gatunku i odmiany. O ile większość sadów jabłoniowych czy gruszowych powinna się sprawnie podnieść po przymrozkach, to stan brzoskwiń, moreli czy czereśni już tak dobrze nie wróży… Jak możemy wspomóc rośliny po marcowych przymrozkach?

W różnych regionach Polski sytuacja rozwijała się inaczej. Niektórzy sadownicy oceniają sytuację poważnie. W innych miejscach mrozy nie były dokuczliwe i doszło do znikomych bądź żadnych uszkodzeń. Gdzie indziej z pomocą przyszło ukształtowanie terenu… Krótko mówiąc: najpierw należy skontrolować sytuację w sadzie; ocenić skalę uszkodzeń pąków i dopiero podejmować decyzję o sposobie działania.

Nocne spadki temperatury poniżej zera to stres dla roślin - stają się one bardziej wrażliwe na presję ze strony patogenów. Kto nie zastosował jeszcze oprysków miedzią, będzie miał okazję zrobić to po ustaniu mrozów. Do ocieplenia czekamy też z olejami – w połączeniu z mrozową temeraturą, może ujawnić się ich fitotoksyczne działanie.

Po stresie wywołanym przymrozkami kluczowe jest poprawienie kondycji drzew; dostarczenie im w odpowiednich ilościach takich składników, aby możliwie najefektywniej wykorzystały swoje naturalne zdolności regeneracyjne do odbudowania szkód spowodowanych niskimi temperaturami. Ważne, aby rośliny do wykształcenia zawiązków owoców zdążyły zregenerować uszkodzenia tkanek przewodzących w podstawach pąków – tą drogą zawiązki zaopatrywane będą w składniki pokarmowe, w tym wapń, który pobierany jest przez zawiązki tylko na początkowym etapie wzrostu.  Brak regeneracji ciągów transportowych może być przyczyną silnego opadania zawiązków w czerwcu, a w konsekwencji - strat w plonie. Dlatego zaniedbania, których dopuścimy się teraz, mogą być już nie do nadrobienia.

Istnieje bardzo szeroki wachlarz środków wspomagających rośliny przed bądź po przymrozku. Zawierają one różne makro- i mikropierwiastki (np. potas, fosfor, wapń, cynk, bor), aminokwasy, wyciągi z alg morskich, bioregulatory i inne, a także adiuwanty wspomagające przyswajanie produktu. Celem artykułu nie jest reklama konkretnych preparatów – ich wybór, który powinien opierać się na analizie składu i działania produktu,  pozostawiamy sadownikom.

Trzeba jednak pamiętać, że na obecnym etapie wegetacji większość roślin posiada jeszcze małą ilość tkanek zielonych, przez które mogłyby zostać pobrane składniki stosowanych preparatów. Będzie to czynnik ograniczający skuteczność zabiegów.

Zastosowany środek nie powinien również nadmiernie rozbudzać roślin, stymulować ich wzrostu, gdyż mogłoby to wystawić wydelikacone organy na działanie mrozów w późniejszym terminie. Należy zatem uważać z preparatami aminokwasowymi, które mogłyby przyczynić się do pobudzenia wegetacji.

Częstym wyborem na początek jest oprysk roztworem KNO3, azotanem potasu, czyli polpularną saletrą potasową. Stosuje się stężenie 1%. Potas ma zasadnicze znaczenie dla odbudowy tkanek uszkodzonych przez mróz, ponadto uczestniczy w tworzeniu tkanek mechanicznych. Sprzyja regeneracji wiązek przewodzących, co ma znaczenie dla zapewnienia przepływu wody wraz z substancjami odżywczymi do wszystkich części rośliny. Jednak saletra potasowa to silny nawóz – jednorazowy zabieg na etapie pękania pąków nie powinien przynieść negatywnych skutków. Później trzeba uważać, bo łatwo o poparzenia liści.

 

Najnowsze komentarze

Projekt strony www Sitte.pl Lublin