chinskie jablkaWiększość z nas nowe atrakcyjne rynki zbytu dla polskich jabłek widzi w państwach Bliskiego Wschodu czy północnej Afryki. Myślimy też, że w Rosji nasza pozycja jest niezagrożona, choć powinno nas otrzeźwić zakładanie przez Belgów ogromnych sadów w Rumunii, aby zbliżyć się z uprawą do Rosji i utrzymać niski, zbliżony do polskiego poziom kosztów produkcji. To, że warto dalej rozglądać się za nowymi miejscami zbytu wydaje się być oczywiste.

Jest kilka niezwykle interesujących państw, ocenianych przez ekspertów jako bardzo perspektywiczne pod kątem eksportu jabłek z Europy. Są to Chiny, Indie oraz Stany Zjednoczone Ameryki. To, że wysyłka jabłek z Polski do tak odległych krajów może być opłacalna, zdają się potwierdzać m.in. doniesienia zagranicznych mediów branżowych.

Chiny – głodny i zamożny tygrys
Państwo Środka było długo postrzegane jako zagrożenie dla polskich producentów jabłek, nie tylko w związku z produkcją koncentratu soku jabłkowego, ale także jako konkurencyjny dostawca jabłek deserowych do Federacji Rosyjskiej.  To, co zdarzyło się w ostatnich latach w Chinach i wstrzymało rosnący eksport jabłek zobaczmy na przykładzie odmiany Fuji.  Według danych jednego z większych eksporterów jabłek z Chin (Alfa Fruit Packers) w latach 2004-2013 cena jabłek tej odmiany z poziomu 6,50-7,50 dolarów za 10 kg opakowanie wzrosła do 17,50-18,50 dolarów (rozmiar 40-44). Konkurencyjność cenowa jabłek Fuji pochodzących z Chin istotnie spadła na rynkach zagranicznych. Na taki wzrost cen miały wpływ różne czynniki, m.in. zwiększenie się kosztów środków produkcji o 250%, a także siły roboczej. Dzienna stawka dla robotnika w 2004 roku wynosiła 3,20 dolarów, a w 2013 r. już 23,50 dolarów. W ciągu ostatnich ośmiu lat koszty transportu na terenie Chin się podwoiły, podobny poziom wzrostu cen odnotowano w przypadku materiałów opakowaniowych. Umacnianie się chińskiej waluty też nie jest bez znaczenia. Do tej pory Filipiny, Kambodża, Wietnam i Rosja chętnie importowały chińskie jabłka ze względu na atrakcyjną cenę, jednak ten argument dla kupców już nie istnieje. W efekcie zakupy chińskich jabłek wyraźnie spadły.

Z drugiej strony konsumpcja jabłek w Chinach wzrasta, podobnie jak zamożność tamtejszego społeczeństwa. W Chińskiej Republice Ludowej mieszka 1,354 mld obywateli, których w jabłka zaopatrują sady o powierzchni 2,2 mln ha. Według danych Amerykańskiego Departamentu ds. Rolnictwa w Chinach w 2012 r. zebrano 38 mln ton jabłek, a średnia wydajność tamtejszych sadów wyniosła 17,3 t/ha. Od 2003 r. do 2012 r. konsumpcja jabłek wzrosła z 11,9 kg do 21,8 kg per capita (dane Dinter Polska). Do bezpośredniego spożycia w 2012 r. trafiło 80% produkcji jabłek, a do przetworzenia na koncentrat soku jabłkowego zaledwie 15%. Dane wyraźnie wskazują, że Chińczycy chcą jeść więcej jabłek, a skala tej konsumpcji bardzo rośnie. Dla niektórych dostawców jabłek z Polski, odległa wschodnia Azja jest osiągalna transportem samochodowym w 12 dni. Jedna z grup producentów z Lubelszczyzny z sukcesem wysyła w niecałe dwa tygodnie jabłka do Mongolii, która sąsiaduje z Chinami.

Indie – niedoceniany gigant
O tym, że Indie mogą być świetnym rynkiem dla jabłek z Europy mało kto myśli.  Jednak dwie informacje, które podam poniżej powinny pomóc zmienić od razu sposób w jaki postrzegamy ten kraj. Po pierwsze: po Chinach jest to drugi najludniejszy kraj świata (1,21 mld mieszkańców), a po drugie: jabłka są najchętniej spożywanym w tym kraju owocem importowanym.  Jeszcze 10 lat temu Indie importowały 20 tys. ton jabłek, jednak w 2012 roku, sprowadzono tam już 186 tys. ton, czyli import wzrósł ponad dziewięciokrotnie. Wartość zaimportowanych jabłek na Półwysep Indyjski wyniosła w 2012 r. 196 mln dolarów.  Sadownicy w Indiach są w stanie wyprodukować 1,86 mln ton jabłek (dane za 2013 r. wg Amerykańskiego Departamentu ds. Rolnictwa). Jednak tak wysoka produkcja nie jest w stanie zaspokoić rosnących apetytów tamtejszej populacji. Popyt na jabłka napędza wciąż rozwijająca się klasa średnia. Wiadomo, że zbiory jabłek w górzystych terenach na północy kraju będą w tym roku o ok. 340 tys. ton niższe od ubiegłorocznych, czyli na rynku powstanie „dziura”, którą mogłyby zapełnić jabłka z Europy. Indyjski popyt na te owoce zaspokajają głównie Amerykanie, Chilijczycy, producenci z Nowej Zelandii i Chin. Na razie, spośród europejskich państw, na tamtejszy rynek jabłka sprzedają jedynie Włosi. Jednak jeśli im opłaca się wysyłka kontenerów z owocami do południowej Azji, polscy eksporterzy również nie powinni stracić na takim interesie.

tyrolskie jablkaUSA – włoska ziemia obiecana
W takich kategoriach o Stanach Zjednoczonych myślą obecnie włoscy eksporterzy jabłek, którzy z końcem września rozpoczęli wysyłkę tych owoców do USA. Przez kilkadziesiąt lat nie eksportowano jabłek z Włoch do tego kraju, gdyż na przeszkodzie stały przede wszystkim bariery fitosanitarne. Obecnie każdego tygodnia Ocean Atlantycki przemierzają kolejne kontenery południowotyrolskich jabłek, lądując w portach wschodniego wybrzeża Ameryki, co Włosi uznają za historyczny sukces. Może nam się wydawać, że państwo które jest drugim po Chinach największym światowym producentem jabłek nie jest dobrym  miejscem na sprzedaż tych owoców z Europy. Jednak włoscy specjaliści zatrudniani przez firmy eksportowe uważają inaczej, a w branżowych mediach mówi się o rychłym sukcesie. Koncepcja sprzedaży jabłek w USA oparta jest na 8 milionach włoskich emigrantów i ich rodzinach, żyjących w Ameryce. To oni mają być główną grupą konsumentów zainteresowanych zakupem jabłek, pochodzących z odległych alpejskich sadów. Tak jak dziesiątki lat temu Włosi wyjeżdżali z kraju do Stanów Zjednoczonych w poszukiwaniu lepszego życia, tak teraz eksporterzy ruszają tam z podobnymi oczekiwaniami, niosąc ze sobą jabłka dla rodaków.  Włochów przekonała do eksportu wartość sprzedaży jabłek w USA szacowana na 3 mld dolarów. To kuszący rynek. Jeśli dodamy do tego informacje, że przeciętny Amerykanin zjada w ciągu roku nieco ponad 21 kg jabłek świeżych i przetworzonych, uzyskujemy pewność, że decyzja odnośnie skierowania tam eksportu jabłek była strzałem w dziesiątkę.  Warto zwrócić uwagę, że jabłka dowożone są na statkach do portów wschodniego wybrzeża, w sąsiedztwie dużych aglomeracji (Nowy Jork, Boston, Filadelfia), w których od 14 do 16% populacji stanowią potomkowie włoskich emigrantów. Poza tym są to miejsca najbardziej oddalone od zachodniego wybrzeża i Waszyngtonu – stanu, który jest amerykańskim zagłębiem produkcji jabłek. Plusem dla Włochów jest też to, że od kilku lat prowadzą w USA kampanię, współfinansowaną z budżetu unijnego, promującego europejskie (a tak naprawdę włoskie)  owoce na tamtejszym rynku. Kampania która zwróciła już uwagę jankesów na smaki z Europy z pewnością będzie dobrym kołem zamachowym do wypromowania także jabłek ze Starego Kontynentu. A teraz pomyślmy analogicznie o Amerykańskiej Polonii, którą można by zaopatrzyć w smakowite jabłka z Lubelszczyzny, Sandomierszczyzny czy rejonu Grójca i Warki.

Opisane przeze mnie trzy przykłady to nietypowe, ale potencjalnie bardzo chłonne rynki dla jabłek, także polskich. Niech nikogo nie przeraża fakt że, zarówno Chiny, USA i Indie to państwa będące w czołówce największych producentów tych owoców. Przykład włoskich eksporterów potwierdza możliwość wprowadzenia na takie rynki jabłek z Europy. Dynamicznie zmieniająca się sytuacja w światowym handlu jabłkami, a także wzrastający potencjał produkcyjny i eksportowy w Polsce, powinien dodawać nam dość odwagi, aby bez kompleksów wkraczać do tych państw. Być może już jest to opłacalne.

Rafał Szeleźniak

Najnowsze komentarze

Ostatnie ogłoszenia