Zapraszamy do nowego projektu, który realizujemy we współpracy z doradcą sadowniczym Biocont, Piotrem Zielińskim.  Z racji na konieczność podejmowania działań mających na celu minimalizowanie poziomu pozostałości środków ochrony roślin w owocach, Pan Zieliński będzie relacjonował dla nas sytuację z sadu, w którym produkuje się jabłka z minimalną zawartością pozostałości przy użyciu produktów zarejestrowanych w uprawie jabłoni. Doradca zrelacjonuje presję ze strony chorób i szkodników, a także wyjaśni, jakie zabiegi wykonywać, aby jabłka miały najwyższą jakość i były bezpieczne.  Obserwacje oraz doświadczenia przeprowadzane są w sadzie w Sadkowie Szlacheckim.

W sadzie na ten moment nie stwierdzono uszkodzeń mrozowych tkanek przewodzących oraz przemrożeń podstaw pąków. Początkowo z obawą obserwowano przebieg pogody, bo ze względu na wyjątkowo ciepły grudzień i styczeń były wątpliwości czy w momencie nagłego spadku temperatur, drzewa będą wystarczająco zahartowane. Temperatura przed mrozami (które w naszym sadzie dochodziły do minus 18 stopni) obniżała się stopniowo przez kilka dni. Wysokie spadki nie były więc dla jabłoni szokiem. Przy czym należy mieć na uwadze, że o poziomie uszkodzeń decyduje nie tylko wysokość mrozu, ale także położenie kwatery, uwarunkowania odmianowe, typ gleby, wiek drzew i zastosowana podkładka, ale także kondycja drzew. Można założyć, że te sady, które ubiegłej zimy zostały uszkodzone przez mróz, a ich kondycja była osłabiona mogły być bardziej podatne na uszkodzenia również tej zimy. Doradca nie zaobserwował pęknięć pni.

Pan Zieliński zaznacza, że tej wiosny bardzo dużą uwagę należy przyłożyć do nawożenia, ponieważ wyjątkowo deszczowa jesień przyczyniła się do wypłukania z gleby składników mineralnych. Z tego względu możemy również przypuszczać, że nie wszystkie składniki zostały zmagazynowane w wystarczającym stopniu. 

Każdy plan nawożenia powinien być jednak zawsze oparty na analizach gleby. Wówczas mamy pewność, jakich składników brakuje i w jakiej dawce należy je podawać. Bez analiz glebowych nie uda się ustalić optymalnych dawek.

Według wstępnych prognoz powinno ocieplić się po Świętach Wielkanocnych i doradca proponuje rozpoczęcie nawożenia właśnie w tym czasie. Przede wszystkim powinniśmy zwrócić uwagę na podanie azotu.Do kwitnienia pozostało około 5 tygodni, a z podaniem azotu nie powinniśmy się spóźnić, jeśli chcemy, aby w czasie kwitnienia składniki były już dostępne dla rośliny – odpowiednio wcześniejsze wysianie pozwoli na przejście przez glebę do korzeni drzew. Owszem, w początkowej fazie wegetacji i podczas kwitnienia rośliny korzystają w głównej mierze z zapasów azotu nagromadzonych w poprzednim sezonie, jednak ich ilość może okazać się niewystarczająca, tym bardziej, jeśli weźmiemy pod uwagę, że podczas mokrej jesieni mogły zostać wymyte z gleby i pobranie ich w wystarczającej ilości mogło być utrudnione.

– Tam, gdzie została wykonana analiza gleby, potrzeby są jasno sprecyzowane. Jeśli jednak sadownik nie wykonał analizy i z tego względu chce zastosować nawóz wieloskładnikowy, polecam zastosować 300 – 350 kg/ha np.  awozu Adriatica Orto-frutta lub podobnego. Nawet, jeśli nawóz zawiera azot, mimo wszystko można dołożyć dodatkowo saletrę amonową, około 100 kg/ha (mokra jesień, gleba jest wyjałowiona). Natomiast ilość wysianego czystego składnika azotu powinna opierać się na plonowaniu, które przewidujemy na rozpoczynający się sezon: 1 tona plonu = 1 kilogram czystego składnika. Jeśli plon przewidujemy na poziomie 50 – 70 ton, powinniśmy podać 50 – 70 kg czystego składnika azotu, czyli około 150 - 210 kg saletry amonowej.

Jeśli chodzi o dawkowanie potasu, to w czystym składniku powinniśmy go podać od 150 do 200 kg/ha. O tej porze pozostaje tylko potas w formie siarczanu potasu. Przy czym należy zwrócić uwagę, że nawożenie zależy także od wymagań poszczególnych odmian. Gala, Golden i Idared są wrażliwe na niedobory potasu. – Nie ma już możliwości wykonania zabiegu solą potasową. – W tym momencie nie ryzykowałbym poparzenia korzeni chlorem, chociaż niektórzy producenci jeszcze nawożą. Ja odradzam taki zabieg – wyjaśnia Pan Zieliński. Jeśli zawartość potasu jest na średnim poziomie, a odmiana nie jest szczególnie wrażliwa na jego  niedobory, można poczekać do jesieni i wówczas zastosować sól potasową.

Czy można jeszcze wapnować? Jeśli z różnych przyczyn wapnowanie nie było wykonane (trudności z wjazdem na pole z powodu grząskiej gleby, okrywa śnieżna itp.) jest jeszcze możliwość wapnowania. Przy czym należy zastosować granulowane wapno, które szybko rozpuści się (np. Polcalc). – Zakładam, że po takiej ilości opadów wapno także może być w znacznym stopniu wypłukane,  a z tego względu i pH może być niższe, przez co mogą wystąpić problem z pobieraniem fosforu czy potasu. Co ważne, jeśli teraz ktoś zastosowałby wapno, musi poczekać z pozostałym nawożeniem, przede wszystkim fosforowym, przynajmniej 2 tygodnie.

– Mimo wszystko chciałbym zwrócić jeszcze raz uwagę na istotną rolę wykonywana analiz glebowych. Zauważmy, jak ważny jest odpowiedni stosunek potasu do magnezu… Tylko znajomość zasobności naszej gleby pozwoli nam na zastosowanie odpowiednich dawek składników. Kiedy stosunek potasu do magnezu jest mniejszy niż 3,5, wówczas potas jest blokowany przez magnez, przez co transport wody w roślinie jest zaburzony (potasu powinno być 4 razy więcej). Podobnie dzieje się, gdy stosunek potasu do magnezu jest wyższy od 6. Trzeba wtedy również zastosować nawożenie magnezowe nawet, jeśli zawartość magnezu jest odpowiednia. Nawożenie magnezowe musi nie tylko uwzględniać poziom magnezu w glebie, lecz także jego stosunek do potasu. Toteż nawet przy odpowiedniej zawartości magnezu w glebie, lecz wysokim stosunku K:Mg musimy wykonać nawożenie magnezem. W przypadku, kiedy ten stosunek jest bardzo wysoki, stosujemy 250 kg siarczanu magnezu, a gdy stosunek jest wysoki 150 kg/ha. 

– Niedługo czekają nas również pierwsze zabiegi chemiczne. Jeśli prognozy się sprawdzą, pierwsze opryski miedzią wykonamy w końcówce przyszłego tygodnia. Polecam zastosowanie Miedzianu 50 WP w dawce 1,5 kg/ha. 

Co bardzo istotne,  zabiegi wykonywane w pierwszej części sezonu wegetacyjnego są kluczowe dla pomyślności całego projektu „sadu z minimum pozostałości”. Dla pewności polecam zastosowanie pyretroidów (wówczas, jeśli w poprzednim sezownie występowały problemy z mszycami) jeszcze przed kwitnieniem, przy czym najlepiej, żeby średnia dobowa była wówczas powyżej 5 stopni Celsjusza, ale co najważniejsze, po wykonaniu zabiegu w nocy nie może wystąpić przymrozek. Zabieg najlepiej wykonać w fazie mysiego ucha – wyjaśnia doradca.

– W sadzie „z minimum pozostałości” nie możemy sobie pozwolić na pomyłkę. Jeśli nie zwalczymy presji mszyc jeszcze w zarodku, w późniejszym okresie możemy mieć problem ze zwalczeniem tych szkodników.

Jeśli chodzi o zabieg cięcia korzeni, Pan Zieliński zwraca uwagę, że mamy w tym momencie ostatni moment na jego wykonanie, szczególnie w sadach bez systemu nawadniania. Pogoda jest nieprzewidywalna i nie ma pewności, że po kwitnieniu w glebie nadal będzie wystarczająca ilość wody. Musimy pamiętać, że po cieciu korzenie będą miały ograniczoną zdolność jej pobierania, co w okresie niedoboru może zaskutkować zmniejszeniem masy owoców bądź nawet ich opadem. – Radziłbym na kwaterach bez nawadaniania, gdzie do tej pory nie wykonano cięcia, przełożyć ten zabieg na jesień. Niestety, obawiam się również, że w większości lokalizacji po prostu nie ma możliwości wykonania cięcia korzeni ze względu na bardzo mokrą ziemię.

Zimujące jaja mszyc
Zimujące jaja mszyc
Uszkodzenia spowodowane żerowaniem zajęcy
Uszkodzenia spowodowane żerowaniem zajęcy
Presja raka na kwaterze Gali
Presja raka na kwaterze Gali
Pierwsze oznaki wiosny
Pierwsze oznaki wiosny