Susza... Jak zatrzymać wodę w sadzie?

 

Dane meteorologiczne wskazują, że choć obecnie zagrożeniem dla upraw owoców są przymrozki, długofalowym problemem będzie susza. Skutek niedoborów wody na plantacjach jest jasny – następuje spadek plonu i pogarsza się jego jakość, a zatem maleje zysk. Już w ubiegłym sezonie polscy rolnicy zostali poszkodowani przez suszę, wszystko wskazuje na to, że w tym roku scenariusz może się powtórzyć. Czy możemy coś zrobić, aby poprawić stan uwilgotnienia gleby?

Intensywna produkcja w naszych warunkach klimatycznych stawia coraz większe wymagania. Liczy się nie tylko plon wysoki, ale również zadowalający odbiorcę pod względem jakościowym. Sytuację polskich producentów owoców komplikuje dodatkowo silna konkurencja z podmiotami zagranicznymi, często bardziej zaawansowanymi technologicznie (na zachodzie) bądź dysponującymi lepszymi warunkami do produkcji i coraz szerzej otwartymi na napływ innowacji (na wschodzie).  Dziś bez dostarczania wody ani rusz – nie uda się uzyskać satysfakcjonującego plonowania bez instalacji nawodnieniowej i nie ma tu większego znaczenia posiadany areał.

Nie o tym chcieliśmy jednak tym razem napisać. To, jak wykorzystana zostanie wykorzystana woda z opadów atmosferycznych czy nawet nawadniania, zależy od gleby – jej struktury, kondycji, zawartości substancji organicznej. Gleba działa jak magazyn – zatrzymuje wodę z opadów deszczu, udostępniając ją wraz z rozpuszczonymi w niej składnikami mineralnymi korzeniom roślin. Między cząstkami gleby znajdują się przestrzenie, w których gromadzi się woda. To, jak długo ta wilgoć utrzymuje się w glebie, zależy od kilku czynników.

Na większość z nich nie mamy żadnego wpływu. Nie zmienimy faktu, że gleba na naszym terenie składa się w głównej mierze z piasku, a mało w niej frakcji pylastych czy iłu, które lepiej gromadzą wodę. Przez podłoże piaszczyste woda przelatuje jak przez sito – jedyne co można było ewentualnie zrobić, to wziąć pod uwagę ryzyko zagrożenia suszą na etapie planowania inwestycji. Nie wygramy również z Ukraińcami pod względem zawartości materii organicznej i żyzności gleb.

Stosunkowo dużo możemy jednak dla naszych gleb zrobić, aby poprawić ich pojemność wodną. Na etapie zakładania sadu można zaprawić dołki, w których sadzone będą drzewa mieszanką kompostu i gliny. Ważne jest wzbogacanie podłoża w materię organiczną, która podnosi zdolność gleby do zatrzymywania wody i poprawia jej strukturę. Można to osiągnąć poprzez stosowanie nawozów naturalnych.

Warto również ściółkować glebę – rozdrobnioną słomą (o ile mamy do niej dostęp), zrębkami z rozdrobnionych gałęzi, kompostem czy zieloną masą. Ściółka, nie tylko ogranicza wzrost chwastów, ale również tworzy na powierzchni gleby powłokę, która powstrzymuje parowanie wilgoci. Dodatkowo wzbogaca podłoże w próchnicę. Jej wadą jest natomiast to, że stanowi  schronienie dla szkodników oraz gryzoni, może również stanowić rezerwuar patogenów. Do zabezpieczania gleby przed utratą wody nadają się ponadto folie i włókniny.

Trzeba także walczyć z zachwaszczeniem, które konkuruje z roślinami o wodę w podłożu. Wydaje mi się, że postulowany przed laty pomysł wprowadzania żywych ściółek w obecnych warunkach suszy nie wytrzymuje krytyki i nie ma przyszłości nawet w sadach ekologicznych – kiedy nie pada przez miesiąc, na wagę złota jest każda ilość wody.

Powiązane artykuły