Burze gradowe to dla producentów owoców poważne zmartwienie. W obecnym sezonie częstotliwość występowania tych gwałtownych zjawisk pogodowych ma być jeszcze większa. Prawie zawsze są dla sadowników zaskoczeniem i trudno je przewidzieć, a nawet jeśli zostaniemy zawczasu ostrzeżeni przed zagrożeniem, poza czekaniem na rozwój sytuacji, niewiele możemy zrobić.

Oczywiście są skuteczne metody zapobiegania uszkodzeniom wywoływanym gradobiciami, takie jak siatki bądź działa przeciwgradowe. Na takie instalacje mało kto się jednak decyduje, co przy wątpliwej opłacalności produkcji owoców w dzisiejszych czasach jest zrozumiałe. Inwestycja rzędu kilkudziesięciu tysięcy złotych bez żadnej gwarancji zwrotu nie jest obiecującą perspektywą. Z kolei oferta ubezpieczeń rolniczych jest tak skonstruowana, że skutecznie odstrasza większość chętnych.

Tymczasem z rejonu grójeckiego, a także sadowniczych obszarów województwa łódzkiego i innych części kraju napływają liczne zdjęcia wielkich gradzin i wywołanych nimi szkód na liściach, pędach, korze i zawiązkach. Silny wiatr towarzyszący burzy powyłamywał również gałęzie i powywracał drzewa wraz z konstrukcjami.

Takie świeże rany na drzewach i krzewach stanowią wrota dla wnikania patogenów grzybowych i bakteryjnych wywołujących groźne choroby roślin, np. raki, zgorzele, leukostomozę drzew pestkowych, zarazę ogniową oraz inne. Nie mamy wiele czasu na działanie – do 24 godzin od momentu powstania uszkodzeń należy zabezpieczyć rośliny przed wnikaniem i rozwojem patogenów w ich tkankach. Ten pierwszy zabieg ma podstawowe znaczenie dla ochrony uszkodzonych upraw, choć często występuje potrzeba powtórzenia oprysków. W obecnych warunkach wilgotności, przy tak intensywnych opadach deszczu, które sprzyjają infekcjom,  przynajmniej 2-3-krotne powtórzenie  zabiegu w odstępach tygodniowych wydaje się koniecznością.

Problemem pozostaje wybór substancji czynnej do oprysku. Według mnie bazę powinny stanowić preparaty miedziowe, które wykazują bardzo szerokie spektrum działania i zwalczają nie tylko grzyby, ale również bakterie chorobotwórcze. Są przy tym skuteczne i długotrwałe w działaniu. Słabej rozpuszczalności w wodzie zawdzięczają wysoką odporność na zmywanie przez deszcz (chociaż ulewny opad ok. 20 mm zmywa powłokę ochronną i powoduje konieczność powtórzenia zabiegu). Niektórzy jednak nie są skłonni do takiego rozwiązania, gdyż stosowanie preparatów miedziowych na etapie wzrostu zawiązków, przy wysokiej wilgotności, może przyczynić się do wystąpienia ordzawień zawiązków. Należy to wziąć pod uwagę, szczególnie w przypadku odmian wrażliwych na ten niekorzystny proces.

Wybór po gradobiciu często pada na tiofanat metylowy (np. Topsin M 500 SC), którego zaletą jest szerokie spektrum ochrony roślin przed grzybami chorobotwórczymi, a także działanie układowe (preparat wchłania się i przemieszcza w obrębie tkanek rośliny, co ma znaczenie przy dużym rozproszeniu ran). Minusem tiofanatu metylowego będzie natomiast skłonność tej substancji do odkładania się w plonie w postaci karbendamidu. W obecnych warunkach oprysk to chyba jednak mniejsze zło.

Najlepiej byłoby dla pełnej ochrony zastosować kombinację miedzi i tiofanatu metylowego, jednak substancje te nie nadają się do łączenia ich w mieszaninach zbiornikowych – konieczne są dwa zabiegi.

Dawki oczywiście najwyższe z możliwych zakresów, gdyż w przypadku tak dużego zagrożenia nie można pozwolić sobie  na półśrodki. Ważne jest dokładne opryskanie roślin, aby ciecz robocza dostała się we wszystkie zakamarki i rany, w których mogłyby rozwijać się patogeny. Nie warto oszczędzać na adiuwancie – dobre pokrycie pędów, liści, zawiązków oraz odporność na zmywanie to podstawa.

Okres po gradobiciu to także czas, w którym należy wspomóc  rośliny w regeneracji uszkodzeń. Przez pierwszy tydzień lub dwa lepiej zaniechać oprysków prostymi nawozami mineralnymi, lecz zadać roślinom substancje skompleksowane w przyjaznych dla nich formach organicznych. Duże znaczenie dla procesów gojenia tkanek mają na przykład aminokwasy, które są przez rośliny łatwo pobierane i szybko wykorzystywane wraz z połączonymi z nimi makro- i mikroskładnikami. Z kolei preparaty z alg zawierają całą mieszankę substancji odżywczych i biologicznie czynnych, które roślina pobiera i wykorzystuje według własnego zapotrzebowania na procesy regeneracji. Wiele takich nawozów można połączyć z fungicydem w jednym zabiegu. W celu dobrania odpowiedniego programu regeneracji najlepiej skontaktować się bezpośrednio z firmą GREEN ECO POLAND, która ma imponującą ofertę skutecznych biostymulatorów.

Takie dwukierunkowe działanie - ochrona i regeneracja - zwiększa szansę na uratowanie znacznej części plonu. Trzeba być dobrej myśli - zawiązki są jeszcze młode, przy odpowiednich staraniach jest wysoce prawdopodobne, że odbudują uszkodzenia, uchronią się przed chorobami i nie posypią zanadto przy opadzie świętojańskim.  

Najnowsze komentarze

Choroby i szkodniki

Projekt strony www Sitte.pl Lublin

No Internet Connection