Przymrozki, które nawiedziły Polskę w ostatnich dniach były dla producentów owoców mniejszym bądź większym zaskoczeniem. Informacje dochodzące z całego kraju świadczą, że straty są nierówne - zależą od lokalizacji, uprawianego gatunku oraz odmiany. Z pewnością przymrozki były i będą czynnikiem weryfikującym stan uprawy po poprzednim sezonie – w miejscach, w których rośliny weszły w stan spoczynku nieodżywione, wyczerpane nadmiernym owocowaniem i opóźnieniem zbioru czy też były mocno porażone przez choroby, należy spodziewać się słabszych pąków i większych strat.

Przegląd sadów jabłoniowych i gruszowych nastraja w miarę pozytywnie. Jabłonie odmiany „Idared” oraz „Szampion”, które odwiedziliśmy 23 marca w sadzie w Sadkowicach (powiat rawski, województwo łódzkie), nosiły oznaki uszkodzenia podstawy pąków.  Drobne uszkodzenia wystąpiły w nieco starszym, mniej posuniętym w postępie wegetacji sadzie odmiany „Gala” w powiecie wieluńskim (woj. łódzkie), który odwiedziłem 25 marca. Niektórzy internauci piszą, że w ich sadach na obecnym etapie mrozy nie spowodowały praktycznie żadnych szkód. Wszystko wskazuje na to, że po zastosowaniu preparatów wspomagających regenerację roślin po uszkodzeniach przymrozkowych (potas, wapń,  wyciągi z alg, aminokwasy), jabłonie powinny zdążyć z odbudową tych szkód, zanim wywrze to ujemny wpływ na plon.

Pojawiło się jednak w Internecie wiele zdjęć z kraju i zagranicy, na których dostrzec mogliśmy negatywne skutki pochopnego uruchomienia zraszaczy – zgromadzony na drzewach lód nie chciał rozmarzać w niskiej za dnia temperaturze, uszkodzeniu uległy pędy, pąki drzew oraz elementy konstrukcji, a w niektórych przypadkach także systemy zraszające.

Znacznie gorzej ma się sytuacja w gatunkach bardziej podatnych na działanie niskich temperatur, jak brzoskwinia i morela. Co prawda uprawy te już na etapie planowania inwestycji lokuje się w miejscach cieplejszych, osłoniętych od mrozów, to jednak  jak donoszą sadownicy – udział zbrązowiałych, uszkodzonych pąków jest znaczny. Oby na samych pąkach się skończyło. Miejmy nadzieję, że u nikogo nie doszło jeszcze do poważniejszych uszkodzeń pędów czy nawet korzeni.

W borówce wysokiej również są problemy. Ciepły początek marca pobudził krzewy do rozwoju, po czym pogoda krótkim czasie zmieniła się diametralnie i naraziła młode, delikatne tkanki na działanie mrozów.  Najbardziej ucierpiały odmiany wczesne  i średnio wczesne jak „Patriot”, „Earlyblue” czy „Chandler”, których rozluźnione pąki były podatne na szkodliwe działanie niskich temperatur.

W uprawach malin letnich obserwowane uszkodzenia są raczej drobne, nie powinny mieć wpływu na zniżkę plonu. W malinach jesiennych odnotowano uszkodzenia młodych pędów, które wyrosły ponad glebę. To jednak dopiero marzec; krzewy powinny sobie poradzić, wypuścić nowe pędy, które umożliwią wydanie pełnego plonu - szczególnie po odpowiedniej stymulacji.

Nastroje wśród plantatorów truskawek są ponure, i to nie tylko z uwagi na przymrozki. Wielu stwierdza, że mają obecnie poważniejsze zmartwienia, które stawiają pod znakiem zapytania dochód z plantacji truskawek – problemy z napływowymi pracownikami sezonowymi.  Być może było to przyczyną niechęci do przeprowadzenia zabiegów zabezpieczających plantację przed mrozami – podlewania, okrycia truskawek włókniną czy oprysków preparatami nalistnymi, które podnoszą wytrzymałość roślin na stres wywołany mrozami.  To w końcu dodatkowe koszty, a nie wiadomo, czy z uwagi na epidemię koronawirusa i wynikające z nich obostrzenia w przemieszczaniu się ludności, nie zostawimy polskich truskawek na polu, podobnie jak robią to teraz Hiszpanie.

Powody do narzekań mają również właściciele sadów czereśniowych, w których nocne spadki temperatur dochodzące do -7, a miejscami spadające także poniżej -10 stopni C, spowodowały znaczne uszkodzenia. W zależności od regionu, straty wynoszą od 30% do nawet 75% pąków. Według internautów najgorzej mrozy zniosły odmiany „Kordia”, jak również „Techlovan” i ”Summit”. Szkody są całkiem spore, biorąc pod uwagę, że dopiero marzec - na dalszych etapach wegetacji czereśnie będą jeszcze wrażliwsze na działanie mrozów, szczególnie w pełni kwitnienia. Strat rzędu 95-100% nikomu nie życzymy.

Ocena stanu uprawy po przymrozkach oraz odpowiednia reakcja to oczywiście sprawa indywidualna, zależna od lokalizacji. Jedno jest pewne – to dopiero początek tegorocznych zmagań z niskimi temperaturami, a później, kiedy wegetacja będzie bardziej zaawansowana, a rośliny bardziej podatne na uszkodzenia, straty mogą być jeszcze większe.  Ostrożnie dawkujmy azoty, uważajmy na zabiegi, które będą pobudzać rozwój roślin, żeby nie przetrzebiły ich późniejsze przymrozki.

A jak sytuacja ma się w waszych sadach?   

Najnowsze komentarze

Projekt strony www Sitte.pl Lublin