Handel inny niż wszędzie

Istnieje przekonanie, że nasz handel opanował kapitał zagraniczny. Okazuje się jednak, że połowa jest w rodzimych rękach. Powstały polskie sieci takie jak EuroCash, czy grupa handlowa PL Plus, która skupia Bać-Pol, Piotra i Pawła, Polomarket i Topaza. Dysponują one od kilkuset do kilkunastu tysięcy sklepów i mają przewagę konkurencyjną, gdyż ich strategia rozwoju oparta jest na franczyzie. Tak więc wyłożyły one zaledwie 15% tego, co spółki zagraniczne w tworzenie firmy od podstaw.

Nieprawdą jest także, że handel skupia się przede wszystkim w sklepach wielkopowierzchniowych. Przed laty rzeczywiście kupowaliśmy tam gros towarów. Dziś tylko połowę. Za to w Niemczech, Francji, krajach Beneluksu, Wielkiej Brytanii, Czechach i na Słowacji w hipermarketach sprzedaje się ponad 80% towarów, na Węgrzech – 75%, a w krajach skandynawskich ponad 90% (w Szwecji nawet 97%).
Ewenementem jest także fakt, że 83% produktów spożywczych sprzedawanych w Polsce jest rodzimej produkcji.

Trzeba przyznać, że w Polsce przed małymi sklepami nie powiązanymi siecią franczyzy, nie ma dobrej perspektywy. Koszty ich prowadzenia odbijają się bowiem na cenie produktów. Za to sklepiki zrzeszone w systemie franczyzy mogą dokonywać zakupów hurtowych, mają wspólną reklamę i dostęp do marki. Są blisko miejsca zamieszkania klienta, więc w nich robi się zakupy codzienne, a ceny są średnio zaledwie o 10% wyższe niż w hipermarketach.

Średnia rentowność nowoczesnego handlu w Polsce to 1,2%. Najwięcej (około 3%) zarabiają dyskonty i małe supermarkety. Hipermarkety zaledwie 0,5% (w Europie około 1,5%), dlatego uciekają też we franczyzę, jak np. Carrefour Express, która przynosi większe dochody.

Powiązane artykuły