Sadownicy mogą mieć wpływ na ceny jabłek!

Rozpoczęliśmy zbiory jabłek i gruszek i jak co roku o tej porze zastanawiamy się jakie będą ceny, po ile sprzedamy owoce naszej całorocznej pracy. W tym roku dyskusja o cenach jest bardziej widoczna niż w ostatnich latach, ale większość sadowników patrzy z troską i pesymizmem na handel, obawiając się jak utrzymać gospodarstwo i rodzinę. Plony zapowiadają się duże lub bardzo duże, u mnie w sadzie rekordowe. Myślę, że to zasługa stosowania nowych rozwiązań. Widzimy, że podejmowane są akcje, które mają na celu zwrócenie uwagi na niskie ceny owoców już na początku sezonu. Odbywają się pikiety, blokady, planowane są strajki. Ale czy to coś da sadownikom? Myślę, że nie. Na pewno rozbawi właścicieli przetwórni i kupców w sieciach handlowych. Ale czy możemy to zmienić? Myślę, że tak.

Piszę ten artykuł po obserwacjach z ostatnich kilku lat. Sam jestem sadownikiem i uważam, że my sadownicy powinniśmy sami zadbać o swój byt i byt naszych gospodarstw. My obwiniamy wszystkich dookoła za niskie ceny i problemy ze sprzedażą owoców. Ale czy sami robimy coś, żeby to poprawić? Narzekamy - winny premier, winny PiS, winne przetwórnie, skupy, grupy producenckie, sieci handlowe, kupcy na Broniszach. Ale bardzo rzadko słyszałem, że winni są sadownicy.

Koszty produkcji rosną w olbrzymim tempie, nawozy zdrożały o kilkadziesiąt procent, środki ochrony roślin, godziny pracy Ukraińca, prąd potrzebny do przechowywania, to wszystko zdrożało i będzie drożeć. Tylko nasze owoce nie drożeją.

A to w prosty sposób prowadzi do BANKRUCTWA!!!

Jest na to sposób, ale musimy być zjednoczeni i solidarni – nie namawiam do strajków, protestów, żeby ceny były wyższe, bo to tak jak pod waszą bramą zebrałaby się grupa Ukraińców urządziliby pikietę czy protest, żeby sadownik płacił 20 zł za 1 godzinę pracy. Pomyślelibyście: a strajkujcie sobie, ja płacę 14 zł i mam pracowników, to dlaczego mam płacić więcej.

Ja namawiam do ograniczenia produkcji. Produkujmy mniej jabłek. Już wyjaśniam, dlaczego i jak to zrobić.

W latach, gdy mamy niesprzyjające warunki, dużą część plonu niszczą przymrozki, grad, lub inne czynniki i globalnie jest klęska nieurodzaju to zawsze sadownicy bez problemy uzyskują ceny, które pozwalają spokojnie myśleć o przyszłości sadownictwa.

Gdy plon jest wysoki tak jak w tym roku – jeszcze nigdy nie miałem tyle jabłek na drzewach – to ceny są poniżej naszej sadowniczej godności. Przy nadprodukcji sami pozbywamy się godności – zbieramy przemysł po 8 groszy, wyłamujemy się ze strajku, sypiąc przemysł w nocy, żeby nikt nie widział. Przetwórnia obniża cenę na przemysł – wszyscy sypią przemysł za wszelką cenę – to jest odwrotnie jak powinno być. Dajemy powód do śmiechu właścicielom przetwórni, bo to jest możliwe tylko w Polsce – chcą kupić więcej jabłka przemysłowego to po prostu obniżają cenę i jabłka są. A mamy wolny rynek, na którym cena jest kształtowana przez popyt i podaż – ale to nie dotyczy sadowników jak widać.

Nie namawiam do karczowania sadów albo pozostawieniu części sadu bez ochrony. Namawiam do ograniczania plonu z 1 ha.

Nie produkujmy 60-80 ton z ha, produkujmy 25-30 ton z ha, ale jabłek najwyższej jakości.

Dlaczego i jak to zrobić? To bardzo proste! Tylko w taki sposób nie będzie nadprodukcji, zrównoważymy popyt z podażą a to gwarantują godną cenę. Przypuszczam, że ograniczenie ilości jabłek o 50% da bez problemu 100% wzrost cen. Czyli będziemy mogli sprzedawać jabłka po 1,60-2.00 zł. Oczywiście piszę o jabłkach deserowych. Wspomną o cenie jabłka przemysłowego, bo to jest temat każdej rozmowy sadowników – jakby to było najważniejsze dla sadowników. Dla nas powinna być ważna cena jabłka deserowego, bo takie chcemy produkować. Jabłko przemysłowe jest tylko odpadem, powstałym przy produkcji bardzo dobrej jakości owoców. Jabłka przemysłowe powinny być produkowane w gospodarstwach, które będą się specjalizowały tylko w takiej produkcji bez możliwości sprzedaży jabłek gorszej jakości na rynek deserowy. Taka sprzedaż powoduje obniżanie cen i psucie rynku. Jakie będą korzyści z ograniczania ilości jabłek oprócz ceny większej o 100% - zmniejszą się koszty. A mianowicie koszty związane ze zbiorem. Podam przykład: zbiór 1000 kg jabłek średnio trwa 10 godzin, czyli koszt to 130 zł.

Przy plonie 50 ton to już 6500 zł, jeżeli zmniejszymy plon o 50% – to koszt zbioru będzie wynosił 3250 zł.

Zmniejszy się też koszt przechowywania, czyli prądu, ponieważ będziemy mieli mniejszą masę do schłodzenia.

Potrzebujemy mniej opakowań oraz będziemy potrzebowali mniej czasu na przygotowanie jabłek do sprzedaży.

Nie ograniczymy kosztów ochrony, ale możemy stosować o 20-30% nawozów mniej a to teraz znacząca pozycja w wydatkach.

A co będzie przy nadprodukcji – niskie ceny – wysokie koszty zbioru – wysokie koszty przechowywania – rosnące koszty ochrony.

Czyli musimy oszczędzać, tylko na czym? Na ochronie będzie najprościej więc ograniczamy nawożenie, stosujemy ukraińskie środki ochrony, czyli jako sadownicy cofamy się i osiągnięcie wysokiej jakości, bezpiecznych owoców będzie coraz trudniejsze.

Jak planować plon? To proste. Oczywiście nie biorę pod uwagę anomalii pogodowych, bo one z natury ograniczają plon.

Jeżeli jest normalny rok to liczmy jabłka na drzewach. Na 1 ha jest np. 2500 szt. drzewek to niech zostanie tylko 50 szt. jabłek.

Jabłko waży około 200 g, czyli 10 kg z drzewa – 25 ton z ha.

Aby ograniczyć ilość owoców stosujmy przerzedzanie chemiczne jako standardowy zabieg i ręczną korektę.

Zostawiajmy tylko najlepsze owoce, na które będziemy mogli sami dyktować ceny.

Sadownicy na zachodzie Europy już ograniczają wielkość produkcji. Wprowadzili na rynek odmiany klubowe, które są pod ścisłą kontrolą, jeżeli chodzi o wielkość produkcji. Nie wolno sadownikom produkować więcej niż ustalona ilość przez właścicieli odmiany klubowej. Ograniczona ilość jabłek odmiany klubowej na rynku pozwala utrzymać odpowiednią wysoką cenę.

To tylko zabieg marketingowy, przedstawienie odmiany klubowej jako coś niezwykłego za co trzeba zapłacić więcej. A to są odmiany jabłek takie jak inne, tylko produkowane w ograniczonej ilości i marketing.

Jeszcze jedno, posłowie, działacze Związku Sadowników powinni przede wszystkim działać w obszarze ustanowienia prawa, które zapobiegnie importowi owoców świeżych i przetworzonych do Polski. Wiem, że jesteśmy w Unii i jest swobodny przepływ towarów i trudno jest wprowadzić administracyjny zakaz importu. Ale popatrzmy, dlaczego nie możemy eksportować naszych jabłek do Niemiec, Austrii, Francji czy Czech itd. i zróbmy podobne bariery.

Jabłka importowane są zwykle droższe od polskich i znajdują nabywców. Myślę, że to właśnie jakość decyduje o podjęciu decyzji o zakupie.

Podsumowując, wiem, że wywołam falę krytycznych opinii, że będę oskarżany o brak rozumu. Ale proszę przed napisaniem komentarze pomyślcie sadownicy, czy jest inny sposób na godne życie i to, aby nasze dzieci chciały kontynuować i rozwijać gospodarstwa.

Pamiętajcie NIKT nie zapłaci więcej z własnej woli za wasze jabłka i inne owoce.

Jan Nowak, sadownik

Powiązane artykuły

Lewica domaga się uruchomienia interwencyjnego skupu jabłek

Załamanie na rynku jabłek przemysłowych i deserowych

Słowa, słowa, słowa...

X