Tylko za wagę w skrzyni

Na Facebooku wisi ogłoszenie: pewna grupa sprzedaje holenderską gruszkę, za wagę w skrzyni lub na gotowo. Nawet znam tę grupę, jej członkiem jest mój kolega, absolutnie nie narzeka on na członkostwo w niej. Jednak moją uwagę przykuwa coś innego – model sprzedaży tego towaru. Handel za wagę w skrzyni to zło, przed którym nasze sortownie bronią się rękoma i nogami. Takie transakcje są naprawdę rzadkością, w niektórych sortowniach wręcz nie do pomyślenia, w innych tylko w ostateczności. Natomiast gdy ta grupa odsprzedaje towar drugiej grupie, to tylko na tej zasadzie lub jako towar gotowy. Skoro to całe sortowanie jest takie fair, uczciwe i dobre, to dlaczego nie sprzeda tych gruszek do konkurencji właśnie na sortowanie? No przecież nikt na sortowaniu jej nie oszuka, nikt tak przecież nie robi, wszystko jest jasne, nieprawdaż?

Albo druga kwestia: jak to jest, że importować gruszki czy jabłka z Holandii można płacąc za każdy kilogram, ale od polskiego sadownika to tylko można kupić na sortowanie? Czym się różni sprzedaż owoców w skrzyni między sortowniami od sprzedaży owoców w skrzyni z gospodarstwa do sortowni? Dlaczego w jednej transakcji dopuszcza się tylko opcję "za wagę" a w drugiej tylko opcję "sortowanie"? Czyżby taki model sprzedaży był dowodem na brak zaufania między sortowniami? Czyżby sortownie nie wierzyły, wzajemnie, w prawdziwość wyników swojego sortowania? Dalej też wracam do pytania o różnicę między polskim a holenderskim jabłkiem: sortownia jest w stanie importować z Niderlandów owoce w skrzyni, ale od polskiego sadownika nie chce tak kupować. Co najśmieszniejsze, Holendrzy bez problemy kupują w Polsce za wagę w skrzyni. Natomiast polska sortownia ma problem, aby tak kupić owoce. Mimo tego, że to przecież polskie sortownie nas znają lepiej, często sadownicy sprzedają do nich owoce systematycznie i przez parę lat z rządu. Tam w ciemno zakupowiec kupuje, nawet często nie jedzie jabłek oglądać, bo wie, czego się spodziewać od danego producenta. Jednak mimo to nie można tego kupić za wagę w skrzyni, tylko trzeba na sortowanie. Jaka jest przyczyna?

Doskonalę zdaję sobie sprawę z tego, że połowa polskich sadowników ma szrot w skrzyniach. Natomiast to, że oni od kilkunastu lat takie coś wkładają do skrzyń, to właśnie jest Wasza wina Drogie Sortownie! Gdyby przyszło Wam kupić towar za wagę, to 50% skrzyń byście nigdy nie kupili. Po prostu byście odjechali z podwórka, nie dobijając targu. Sam jeżdżę po przechowalniach i widzę, co tam ludzie mają. Dlatego uważam, że handel za wagę w skrzyni zmieniłby diametralnie model sadownictwa w Polsce. Gdyby połowa polskich sadowników nie sprzedała w czerwcu swojego "deseru", to by bardzo szybko zrozumieli, że muszą coś poprawić we własnej technologii produkcji. Model "na sortowanie" skłania ich tylko do dalszego trwania w przekonaniu, że "jest masa, jest kasa", bo wynik sortowania jest średnio i tak kilka-kilkanaście groszy lepszy niż cena przemysłu. Dlatego dalej opłaca im się wkładać do tych skrzyń byle co i potem idą w świat absurdalnie duże stany magazynowe z Polski. Tylko nijak się to ma do rzeczywistości, bo 30% z tych stanów to szrot, który musi odpaść przy sortowaniu. Sami utrzymujecie taki model produkcji, zniechęcając sadowników do podnoszenia jakości ich produkcji. Osobiście doświadczyłem różnych "dziwnych" wyników sortowania. Na początku stawałem na rzęsach, aby coś poprawiać w swojej produkcji, ale później przekonałem się, że po prostu nie warto. Nikt mi nie zapłaci za lepszą jakość, no chyba, że przyjadą Holendrzy i kupią za wagę w skrzyni, albo też sam ten towar wysortuję i sprzedam na gotowo. Doszedłem do takiego samego wniosku jak ta grupa, która sprzedaje te holenderskie gruszki: albo za wagę, albo na gotowo. Obydwoje, ja i grupa, doszliśmy do błędnych wniosków? Czy może jednak do prawdziwych?

Powiązane artykuły

X