Czy parch zdziesiątkuje polskie sady?

Czy mamy parcha w sadach? Ledwie zakończyły się wysiewy pierwotne zarodników parcha jabłoni a już – szerokim strumieniem – płyną doniesienia o tragicznej sytuacji w sadach. Parcha na liściach i zawiązkach jest dużo, nawet bardzo dużo. Już zaczęła się akcja wyniszczania i wypalania. IBE schodzi jak świeże bułeczki, tym bardziej, że ostatnimi czasy cena difenokonazolu jest naprawdę dość niska. Na węglan potasu trochę za wcześnie, ale i tak jest już kupowany.

Niektórzy z nas świadomie redukowali ochronę, biorąc pod uwagę ryzyko wpuszczenia parcha do sadu, inni natomiast popełnili błędy w ochronie i parch jest wypadkiem przy pracy. Jak już dowodziłem we wcześniejszych artykułach nawet pierwsze wysiewy doprowadziły do infekcji i przełamania ochrony, szczególnie tam, gdzie nie była ona zbyt szczelna. Pod koniec maja natomiast mieliśmy superinfekcję i trochę utrudnione warunku do jej przeciwdziałania. W efekcie na drzewach mieliśmy masy zarodników pierwotnych oraz początek zarodnikowania wtórnego z plam na liściach. Wszystko to dalej na drzewach jest i atakuje nasze owoce, a pogoda (częste deszcze) im sprzyja. Stąd masowe próby wyniszczania plam.

Rokrocznie parch jest chorobą mającą znaczenie gospodarcze w naszym sadownictwie, w tym roku może jednak zyskać ogromne znaczenie. Nie chcę napisać, że z powodu parcha zabraknie nam jabłek, lecz skala zjawiska wyniszczania wskazuje, że plamy są powszechne w naszych sadach. Będzie to miało więc przełożenie na balans między jabłkiem przemysłowym a deserowym. Oczywiście jeśli ktoś świadomie prowadził zredukowaną ochronę i z założenia prowadzi produkcję przeznaczoną na przemysł, to tutaj nie ma wielkiego problemu, może ciut mniejszy plon będzie, lecz jabłka i tak trafią do przetwórstwa. Natomiast jeśli ktoś chciał zaryzykować i po taniości wyprodukować jabłka deserowe, to właśnie może się rozczarować. Jest to generalnie korzystne dla naszego rynku.

Problemem handlu jabłkami w Polsce jest to, że bardzo często na rynku deserowym lądują jabłka produkowane w reżimie przemysłowym. Przy korzystnym układzie pogody masy tego towaru wyglądają naprawdę nieźle. Firmy pośrednictwa handlowego nie mają interesu w blokowaniu tej rzeki dostaw i chętnie kupują te owoce, bo ich wytwórcy śmiało godzą się na niskie ceny. Bardzo często mają dodatkowe źródła dochodu i cieszą ich każde pieniądze z jabłek. Do tego dochodzi jeszcze zapotrzebowanie zgłaszane przez rynek. W Europie Środkowej jest bardzo wiele ogrodów przydomowych, działek, na których rosną jabłonie. W sezonach bez dużej presji parcha sady te owocują bardzo obficie i konsumenci najpierw zjadają swoje owoce, nawet jeśli wyglądają one słabiej od tych kupowanych w sklepie. Ma to ogromne znaczenie na Białorusi, Litwie czy w Czechach oraz Słowacji. Także parch może być naszym sprzymierzeńcem.

Trudno dziś oszacować skalę siły z jaką Venturia Ineaqualis wtargnęła w tym sezonie do naszych sadów, jednak informacje ze sklepów ze środkami ochrony są zdumiewające – popyt na IBE i węglan przechodzi najśmielsze oczekiwania. Skuteczność wyniszczania aktywnych plam parcha jest połowiczna, nigdy nie udaje się to w pełni, także choroba ta już na pewno będzie towarzyszyła nam do zbiorów, a nawet w przechowalniach. Co roku pewna część sadowników odkrywa "wtórniaka" w swoich przechowalniach, co budzi ich zdziwienie. Na wiosnę 2023 może to być zjawisko dużo powszechniejsze, bo założę się, że sporo osób będzie chciało przyspekulować i, licząc na niedobory deseru wiosną, przymknąć swoje owoce choćby do marca/kwietnia aby sprzedać je wówczas z dość dużą przebitką. Zapowiada się nam naprawdę ciekawy sezon.

Powiązane artykuły

Stan naszych sadów

Komunikat sadowniczy Hubert Konarski, 02.06.22

Koniec wysiewów?

X