Kiedy otworzyć komorę?

Rozmawiam ostatnio z różnymi producentami i zbieram wiele opinii o strategii ich handlu w bieżącym sezonie, dopytuję o motywację, pomysły na sprzedaż itp. W tym roku, podobnie jak w latach ubiegłych, bardzo często słyszę o chęci rozpoczęcia sprzedaży na przełomie stycznia i lutego. Ponieważ termin ten przejawia się bardzo często, wśród różnych ludzi, to próbuję otrzymać uzasadnienie, dlaczego ten, a nie inny termin na otwarcie komory wybierają. Wiecie co? Gdy się tak ludzi dociska pytaniami, to w zasadzie nie ma żadnego konkretnego powodu, dla którego otwierają komorę właśnie na przełomie stycznia i lutego, a nie w połowie marca czy pod koniec grudnia. Nikt nie jest w stanie podać lepszego argumentu i obstawiam, że jest to tylko pozostałość mentalna po handlu z rynkiem rosyjskim, który budził się do życia po prawosławnym Nowym Roku i Święcie Trzech Króli, właśnie pod koniec stycznia.

W społeczności sadowniczej jeszcze głęboko tkwi, że wtedy właśnie rusza wielki handel, pojawia się więcej zapytań o owoce, rosną ceny, więc wówczas należy rozpocząć sprzedaż. Jednak chciałbym zauważyć, że rynku rosyjskiego już nie ma. Ludzie planują rozpocząć sprzedaż od otwarcia i rozgazowania komory. Nikt z indagowanych przeze mnie sadowników nie myśli o tym, żeby szukać klienta i otworzyć wówczas, kiedy uda mu się go znaleźć. U nas się po prostu otwiera chłodnię i czeka na klienta. Trauma po Rosji w narodzie trwa w najlepsze i niewielu z nas przestawiło się mentalnie na nową rzeczywistość.

Kiedyś prof. Tomala powiedział, że jabłka z chłodni sprzedawać trzeba wtedy, kiedy pojawia się na nie klient, a coraz lepsze technologie przechowywania (KA, DKA, ULO) służą temu, aby mieć więcej czasu na jego znalezienie. Zgadzam się w pełni z tymi słowami i uważam, że czas powoli kończyć z nieracjonalnym podejściem do rozpoczynania handlu. Nie, na przełomie stycznia i lutego nie pojawi się żaden cudowny rynek zbytu, który wchłonie 1 mln ton naszych owoców. Dlatego też jeśli w tym czasie gros sadowników zacznie otwierać swoje chłodnie, to rynek po prostu tego nie wchłonie. Doprowadzi to do chwilowej nadpodaży, stagnacji cen i problemów ze zbytem. Przecież my już to przerabialiśmy nie raz. Mieliśmy nawet takie sezony, że cena w lutym spadała, a nie rosła.

Rynek musi mieć stały dopływ towaru, a może nawet lekkie jego braki, natomiast nie możemy dopuszczać do nagłego wzrostu ilości owoców na rynku, tym bardziej w połowie sezonu, bo psujemy sobie handel w dalszej jego części. Decyzja o rozpoczęciu sprzedaży, otwieraniu kolejnych komór musi mieć uzasadnienie w znalezieniu potencjalnego klienta, musi być odpowiedzią na realny, zgłaszany przez rynek popyt na te owoce, a nie być całkowicie emocjonalną decyzją, bo "zawsze się tak robiło". Naprawdę nie ma nic złego w otworzeniu komory KA w listopadzie, jeśli tylko znaleźliśmy klienta, którego oferta nas satysfakcjonuje. Można też śmiało trzymać jabłka do marca, jeśli z kolei takiego klienta nie mamy. Oczywiście każda odmiana ma swoje maksymalne okresy przechowywania,  do tego dochodzą wyjściowe parametry, jakie owoce miały na jego początku. Jednakże zdolność przechowalnicza określa maksymalny czas jaki możemy owoce trzymać w chłodni, jednak my nie mamy obowiązku wykorzystywać tego okresu w całości.

Zmienił się nasz rynek jabłek, utraciliśmy partnera rosyjskiego, ale dalej podświadomie funkcjonujemy jakby ten handel dalej istniał i oddziaływał na nas. Nie ma Rosji, nie trzeba otwierać komór na przełomie stycznia i lutego, warto poszukać klienta na jabłka nim otworzy się komorę.

Powiązane artykuły

Sadownicy polują

X