Za nami 29 Spotkanie Sadownicze w Sandomierzu zorganizowane w dniach 29,30 stycznia przez Leaf Media oraz Plantpress. Jak co roku wystawie firm dostarczających środki do produkcji i maszyny towarzyszyła konferencja z szeregiem interesujących tematów, a także panelem dyskusyjnym – „Gala i Golden Delicious z różnych perspektyw”, który poprowadził Adam Paradowski (Plantpress). – Co posadzić, aby móc to opłacalnie sprzedać? Czy faktycznie sadownicy sięgają tylko po Galę? Jakie są największe problemy w produkcji Gali? Do pytań odnosili się: Kamila Jankowska, Krzysztof Gasparski, Karol Pajewski i Dominik Poszywała.

 

Czy z perspektywy szkółkarzy sadownicy faktycznie sięgają tylko po Galę?

Pierwsze pytanie w dyskusji Adam Paradowski skierował do Kamili Jankowskiej (Jankowski&Syn) – kiedy w Polsce zaczęło rosnąć zainteresowanie Galą i czy faktycznie z punktu widzenia szkółkarzy, sadownicy tylko i wyłącznie sięgają po Galę?

Zdaniem Kamili Jankowskiej, „boom” na tę odmianę rozpoczął się w momencie, kiedy skończył się eksport do Rosji. Wszyscy zaczęli szukać nowych rynków zbytu i okazało się, że na każdym z rynków na świecie Gala jest w pierwszej piątce,  jeżeli chodzi o eksportowane jabłka. Z tego względu, wszyscy zaczęli nagle sadzić Galę.

Jednak, jak podkreśliła, niestety, Gala nie jest tak prostą odmianą w produkcji jak Idared. Nie można do niej bezkrytycznie podchodzić i sadzić na każdym stanowisku, ponieważ niesie to ze sobą pewne konsekwencje. Sadownik musi zdawać sobie sprawę z tego, że nie jest to prosta odmiana i że musi wybrać odpowiednie stanowisko, a także dopasować specjalny sposób produkcji, żeby przyniosło to efekt ekonomiczny, o którym wszyscy dzisiaj mówimy.

I przede wszystkim, to nie do szkółkarza powinno trafić pytanie, co posadzić, tylko sadownik powinien skierować się do osoby, która kupuje od niego owoc i ją o to zapytać. W tym momencie nie byłoby ważne, który ze sportów Gali posadzi, ponieważ na to pytanie odpowiedziałby mu handlowiec.

 

Zatem, co posadzić, żeby móc to opłacalnie sprzedać?

Kolejne pytanie skierowane zostało do Dominika Poszywały: Co sadzić? Ma to być Gala czy pozostać przy Idaredzie?

Jak zauważył Dominik Poszywała, w tej chwili Gala stała się Idaredem świata. Wyjaśnił, że próbował sprzedawać Idareda w Dubaju i Indiach. – Zabraliśmy te jabłka i rozmawialiśmy z handlowcami. Rozmowa wyglądała tak: „No bardzo fajne, smaczne, ale za ile sprzedasz mi Galę?”. Wysłaliśmy próbnie do Dubaju Glostera i nie mógł się sprzedać (…) Niestety, to wygląda tak, że oni chcą tylko i wyłącznie kupować Galę. Gala w tamtych rejonach stała się synonimem jabłka – opisywał.

 

Czy Gala sprzedaje się na polskich rynkach hurtowych?

Na pytanie dotyczące popytu na Galę na polskich rynkach hurtowych odpowiedział sadownik, Karol Pajewski.

– Wczoraj byłem pierwszy raz na rynku w Sandomierzu. Gali nie znalazłem. Oprócz Gali nie znalazłem też Goldena i Lobo, ale na Broniszach Gala jest. (…) Jednak zainteresowanie jest słabe. Polski konsument nie zna Gali, tak jak na Zachodzie. Pierwsze miejsce na rynkach hurtowych to jest przede wszystkim Szampion, to co znamy i lubimy, oraz nasz Ligol – wyjaśnił.  Niemniej warto słuchać rynku i pod rynek produkować. Jednak, tak samo jak z borówką, nie możemy się zapędzić z nasadzeniami Gali.

 

Jak wygląda sytuacja z produkcją Gali w rejonie Sandomierza?

Na to pytanie odpowiedział Krzysztof Gasparski (Procam). – Musimy dojść do przekonania, że rynek sandomierski jest dosyć specyficzny i jest podzielony na dwie grupy. Sadowników z najwyższej półki, którzy Galę mają i osoby, które są zdecydowane na plon i na przypadkowość handlu, czyli współpracę też z grupami, bardziej lub mniej przypadkową. Tak jak tutaj Kamila wspomniała odmiana jednak trudna, wymagająca i profesjonalna – wyjaśnił. Oczywiście, Gala w rejonach Sandomierza jest, a sprzedaje się ją głównie do centralnej Polski całymi samochodami, a ci sadownicy, którzy mają bezpośrednich klientów bardzo sobie tę odmianę chwalą, mimo że plonotwórczość jest zdecydowanie mniejsza niż naszego Idareda.  

 

Jakie trudności wynikają z produkcją Gali?

– Mówimy tutaj o Gali, a wszyscy patrzą na jej doskonałą cenę. Przeanalizujmy Galę z Waszych perspektyw.  Jakie są największe trudności z posiadaniem, uprawianiem, przechowywaniem i handlem Galą – nawiązał Adam Paradowski. 

Do to tej kwestii ponownie odniósł się Krzysztof Gasparski. – Faktycznie odmiana jest bardzo trudna. Poczynając od aspektów zdrowotnych, wrażliwości na choroby kory i drewna oraz skłonność do mutacji, regresja – wyliczał. Ma również mniejszy plon w porównaniu do innych odmian. Natomiast pytanie czy ja bym posadził? Oczywiście, że bym posadził, bo mówimy o sprzedaży i różnych cenach. Łatwość sprzedaży dobrej Gali zaznaczam dobrej Gali – zdrowej i przygotowanej do przechowywania nie jest kłopotem, tylko kłopotem jest sama uprawa, ochrona i zapięcie tego ostatniego guzika do końca – wyjaśnił.

Jak wyjaśniła Kamila Jankowska, problemy z produkcją Gali pojawiają się szczególnie wtedy, kiedy nie do końca przemyślane jest stanowisko, gdzie powinno ją się posadzić. Produktywność również nie jest największa – statystycznie jest to o połowę mniej plonu niż w przypadku odmiany Golden Delicious. – Także trzeba to też przeanalizować w rachunku ekonomicznym. Jeżeli mam stanowisko nieadekwatne dla tej odmiany to ten plon będzie dużo niższy, ale, kiedy coś jest trudne w produkcji i na pewno tego nie zrobi każdy, dlatego będzie miało wysoką cenę. Dlatego trzeba sobie zdać sprawę z tego, że jeżeli wyprodukujemy dobrej jakości Galę, o odpowiednich parametrach, to sprzedamy ją w bardzo dobrych pieniądzach na wszystkie rynki świata. Ponieważ jest rozpoznawana przez konsumenta na całym świecie i można z łatwością ją sprzedać, jeżeli jest dobrej jakości – podsumowała.

Kłopoty z produkcją Gali przytoczył również Karol Pajewski. – Wszyscy znamy to z autopsji. Diabeł tkwi w szczegółach i tak jak wspomniała Kamila, jeżeli się rozpędzimy z Galą i będziemy sadzić po prostu, żeby tylko sadzić,  to zasadzimy ją byle gdzie. Mam Galę Must na glebie czwartej kategorii, lekkiej z nawadnianiem, w ciepłym miejscu, z rakiem walczę, że tak powiem od małego – powiedział. –  Jeżeli się mnie zapytacie czy warto się brać za Galę to odpowiem, że warto się męczyć. Wypady były, są i będą, ale warto się starać i uzyskiwać lepszą cenę – dodał.

Dominik Poszywała do sprawy podszedł z punktu handlowego. – Gala jest dosyć trwała w transporcie. Na pewno ma najwyższą jędrność i właściwości “półkowe” zachowuje najdłużej. Główne wady Gali są związane z jej uprawą niż z handlem.

 

Gala na rynkach azjatyckich

– Pamiętacie państwo,  ponad piętnaście tysięcy ton udało się w zeszłym roku wysłać do Indii oraz niecałe 200 ton do Chin. Wynika z tego, że Hindusi chcą jabłko czerwone i słodkie. Z naszego asortymentu mimo, że mamy świetne odmiany, to na rynek azjatycki potrzebna jest najbardziej Gala. Jak wygląda to z punktu widzenia klienta na rynkach azjatyckich, które zdobywamy? – to pytanie Adam Paradowski skierował do Dominka Poszywały.

– Tutaj absolutnie dominująca jest Gala. Udawało się jeszcze sprzedawać Princa, ale w zeszłym roku w momentach, kiedy brakowało Gali. Fakt jest taki, że te rynki akceptują jednak jabłka jednokolorowe, jak najbardziej wybarwione i jak najsłodsze, plus jędrność. Trzeba zrozumieć specyfikę tego rynku – mówił.

Handel głównie odbywa się w rynkach otwartych. Te jabłka są poukładane, starannie ułożone na kopczykach na targach. Pamiętajmy o temperaturze, jaka tam panuje. To jest głównie powyżej 20 stopni, latem 30 i w górę. To jabłko musi zachować odpowiednią jędrność, żeby nadawało się do konsumpcji. I Gala te wszystkie warunki spełnia.

– W tym roku czynnikiem ograniczającym eksport do Indii jest cena. W zeszłym roku udało się sprzedać dużo Gali do Indii, ponieważ mieliśmy konkurencyjną cenę. Można było ją tanio kupić i wyeksportować. Natomiast Indie w tym roku miały duży zbiór i ceny wysyłki jabłek do Indii są większe, niż cena rodzimych jabłek na rynku. W tym momencie cena jabłek na rynku hurtowym w Indiach wynosi od 1,35 do 2,15 zł/kg. Oznacza, że my mamy droższe koszty transportu i pakowania w stosunku do ich jabłek na miejscu. Importowane jabłka Gala (często z Iranu, Turcji) kosztują 3,46 zł/kg. Jeżeli zsumujemy opakowanie, sortowanie i transport i zakupione jabłko to otrzymujemy niemalże 4 zł za polskie – wyjaśniał.  

Najnowsze komentarze

Ostatnie ogłoszenia

Projekt strony www Sitte.pl Lublin

No Internet Connection