Jak zauważył Adam Paradowski (Plantpress) podczas  dyskusji na 29 Spotkaniu Sadowniczym w Sandomierzu, w polskich nasadzeniach oprócz Gali bardzo często pojawia się Golden Delicious. Tę odmianę wybierają Polacy, Ukraińcy, Serbowie i Rosjanie. Natomiast Południowy Tyrol wdraża plan ograniczenia jej nasadzeń, ich zdaniem rynek na tę odmianę kurczy się. – Czy to jest odmiana, której nasadzenia będą dalej rosły? Czy opłacalność będzie równie zadowalająca, jak w przypadku Gali? W dyskusji udział wzięli: Kamila Jankowska, Krzyszof Gasparski, Karol Pajewski i Dominik Poszywała.

Gala czy Golden?

Krzysztof Gasparski (Procam), przypomniał, że Golden jest zdecydowanie bardziej produktywną odmianą od Gali. Ale musimy pamiętać, że jeżeli poszlibyśmy w kierunku separacji produkcji wysokojakościowej od towarowej to Gala może nam to zdecydowanie ułatwić. Z jednej strony niższe plonowanie zwykliśmy uważać za wadę, jednak przyjmując za cel ograniczenie produkcji, moglibyśmy dużo zyskać. Jak na razie jesteśmy nastawieni na ilość. Chociaż produkcja Gali nie jest łatwa, jest ona ważną odmianą. Natomiast jeśli chodzi o Goldena, nie jest to odmiana pewna. Mowa nie tylko o trudnościach przy zbiorze, ale także fakcie, że jest to odmiana drobnoowocowa. Ordzawiająca się.

Skąd taka fluktuacja?

Według Kamili Jankowskiej (Jankowski&Syn), w doborze odmiany brakuje podejścia perspektywicznego.  – Myślę, że sadownicy obserwują ceny i podejmują decyzje na zasadzie emocji – zauważyła. Widząc, że plonowanie z hektara jest zadowalające, a na rynku w danym roku łatwo sprzedać tę odmianę, decydują się na zakup drzewek. Prelegentka ustosunkowała się również do tendencji, która obserwuje się we Włoszech, czyli karczowania Golden Deliciousa. – Oni mają alternatywę, to jest dojrzały rynek, wychodzą z markami i dlatego mogą sobie pozwolić na wyrywanie Goldena, który przez długi czas był numerem jeden. Myślę, że konsument na świecie jeszcze przez jakiś czas będzie rozpoznawał tę odmianę. Zanim konsument przestawi się na daną markę to Golden, jako żółte jabłko, będzie rozpoznawany na wszystkich rynkach jeszcze przez jakiś czas – podsumowała. Golden – zielony czy żółty?  – To wszystko zależy od tego, na jaki rynek. Wiadomo, że Wschód preferuje zielone jabłko. Najpierw się zorientujmy, na jaki rynek nasz owoc będzie szedł i wtedy będziemy wiedzieli jak go przygotować.

Karol Pajewski: – Miejsce na Goldena w Polsce jest i będzie. Po pierwsze, jak spojrzymy na mapę to z Zachodu i z Włoch odmiana znika, dlatego u nas miejsce na produkcję będzie – powiedział.

Dominik Poszywała: – Golden, według mnie, zawsze będzie miał swoją klientelę i to się nie zmieni. Natomiast wrócę do tematu, dlaczego z policzkiem lub bez policzka. We Włoszech Golden z policzkiem, to tak zwany Golden muśnięty słońcem. Oni wiedzą, że to jest Golden z najwyższych partii drzew, którego zbiera się osobno i w sklepach najczęściej osiąga cenę dwa razy wyższą jak ten, który tego policzka nie ma. Tak samo rynki typu Egipt. Oni też chcą tego Goldena, który ma policzka, ponieważ jest uznawany za lepszego. Natomiast Rosjanie wolą zielonego.

Przede wszytskim Gala, potem Golden?

Adam Paradowski: – Zatem sadownicy powinni stawiać na Galę przede wszystkim, a potem na Goldena? Jak Ty byś wymieniał sad, co byś posadził? (pytanie do Karola Pajewskiego).

Karol Pajewski: Zdaniem sadownika ceny uzyskiwane za jabłka wciąż pokazują, że produkcja jest opłacalna. Jeśli Gala, to prążkowana. – Goldena nie mam, wsadzić nie planuję, natomiast tak jak mówiłem wcześniej, miejsce na niego jest i będzie.

Kamila Jankowska: Biorąc pod uwagę statystyki można stwierdzić, że na Galę jest jeszcze miejsce. Nie zastąpi jednak Idareda, który był prostą odmianą w produkcji. W tym przypadku liczyła się ilość, a nie jakość i był na niego klient. Gala potrzebuje natomiast zupełnie innych warunków.

Krzysztof Gasparski: – Jeżeli chodzi o Galę to wydaje mi się, że mamy otwarte drzwi na Zachód. Natomiast, jeżeli mówimy o Goldenie, to nie wspomnieliśmy o jednej rzeczy –o logistyce. O kłopocie ze zbiorem i podatnością na odciski – powiedział.

Dominik Poszywała: – Ja uważam, że musimy sobie wypracować markę., która coś znaczy w świecie. Oczywiście nie jest to dla wszystkich, bo nie ma co ukrywać, że niektórym warunki terenowe nie pozwolą na to, żeby wyprodukować Galę dobrej jakości. Na pewno jest mniejszy plon z hektara i jest to czynnikiem ograniczającym, ale to może pozytywnie podziałać, ponieważ nagle nie będzie jej na rynku za dużo – podsumował.

Kamila Jankowska: – Wszyscy mówimy o tym, że Włosi wprowadzają nowe marki, natomiast musimy pamiętać, że Polskie jabłko ma swoją markę. To jest polskie jabłko. Ono wyjeżdża za granicę jako polskie jabłko. Więc, jeżeli konsument gdziekolwiek spróbuje jabłko i będzie wiedział, że ono pochodzi z Polski to on tak sobie je zapamięta, więc wszyscy jesteśmy w stanie pracować na tą markę. Więc Wy w swoich sadach postarajcie się, żeby to jabłko było jak najlepszej jakości, żeby Polskie jabłko nareszcie miało cenę – zakończyła.

 

Pierwsza część dyskusji do przeczytania tutaj: Czy warto sadzić Galę? 29 Spotkanie Sadownicze Sandomierz – dyskusja

Najnowsze komentarze

Projekt strony www Sitte.pl Lublin

No Internet Connection