Przeglądając wiadomości napływające od kolegów sadowników z kraju i z zagranicy można zaobserwować wiele niepokojących relacji i wyrażonych obaw co do możliwych strat wynikających z wystąpienia niskich temperatur i dawno niespotykanego przebiegu pogody tej zimy. Wydaje mi się, że warto przypomnieć sobie w tym miejscu kilka podstawowych zagadnień, które kiedyś były ,,abecadłem" sadownictwa, a które w natłoku zalewających nas informacji i ,,nowości” gdzieś nam umknęły. Postanowiłem przytoczyć kilka ,,sadowniczych prawd”, które wynikają z wieloletnich badań i doświadczeń, wydawałoby się, że prawd podstawowych i ponadczasowych, o których jako sadownicy nie zawsze pamiętamy. Artykuł przeplatany jest cytatami z najbardziej chyba znanego polskiego podręcznika Prof. dr. hab. Szczepana Aleksandra Pieniążka ,,Sadownictwo. Podręcznik dla studentów akademii rolniczych”.

Oczywiście najważniejsze to, że sady powinniśmy zakładać w miejscach odpowiednich, unikając zagłębień terenu, kotlin, dolin, miejsc nadmiernie wilgotnych, wszelkich zastoisk mrozowych. Wystarczy jednak przejechać przez grójecko-wareckie zagłębie sadownicze, by zobaczyć, że sady powstały np. w dolinie rzeki Kraski, w miejscach, gdzie od wieków były torfowe łąki, pastwiska, niekiedy nawet bagna. Warto by się czasem zastanowić, ile tych sadów powstało na bazie dotacji z unijnych funduszy, ile wspomagało się preferencyjnymi wieloletnimi kredytami z dopłatą Państwa, ile z nich przez wiele lat korzystało z wszelkich funduszy klęskowych (bo zmarzło, bo wymiękło). A przecież wszyscy, i sami sadownicy i wszyscy ci którzy decydowali o rozdziale środków inwestycyjnych powinni pamiętać, że w naszej branży podstawowym kryterium decydującym o powodzeniu i opłacalności produkcji jest odpowiednia lokalizacja plantacji.

Zostawmy może póki co na boku ocenę celowości zakładania sadu w tym czy w innym miejscu a zajmijmy się zagrożeniami jakie niesie za sobą występowanie ekstremalnie niskich temperatur, pamiętając jednak, że:

„Wytrzymałość drzew na mróz zależy w bardzo dużym stopniu od ich zaopatrzenia w składniki mineralne i substancje organiczne”. A tu czynnikiem decydującym jest właściwa lokalizacja sadu oraz odpowiednia gleba i jej przygotowanie”. Jasne jest więc, że sad posadzony na wysokim stanowisku przetrzyma o wiele niższą temperaturę niż ten, który powstał w miejscu, w którym jeszcze niedawno była nadrzeczna łąka.

„Okresem krytycznym dla drzew owocowych jest zima, zwłaszcza surowa, której przetrwanie zależy również od stanu fizjologicznego drzewa. Zahartowaniu tkanek sprzyja przede wszystkim ograniczenie w drugiej połowie lata i jesienią zawartości w glebie przyswajalnego azotu, a nawet lekki deficyt wody”

Zastanówmy się teraz jak ogromny wpływ na mrozoodporność mogą mieć nasze odstępstwa od tej zasady, które w ostatnim czasie są powszechne. Przyzwyczailiśmy się już nie tylko do stosowania azotowych nawozów doglebowych praktycznie prawie w każdym okresie wegetacji ale również do hojnego dolistnego zaopatrywania drzew w azot przy każdej okazji, dodając go do często w różnych postaciach do cieczy użytkowej podczas zabiegów wykonywanych  fungicydami, oraz stosowania w ciągu całego sezonu nawozów organicznych różnego pochodzenia, często bez wcześniejszego badania zasobności gleby i przede wszystkim dokładnej znajomości składu samych nawozów organicznych pochodzących z hodowli, produkcji pieczarek a nawet, co niekiedy widać (o zgrozo!) z komunalnych oczyszczalni ścieków. Nagminnie, niekiedy aż do samych zbiorów, uruchamiamy instalacje nawodnieniowe i te podkoronowe i te nadkoronowe, nie zastanawiając się często nad konsekwencjami.

„Pewne niebezpieczeństwo zmniejszenia wytrzymałości drzew owocowych na mróz przez nawożenie azotem istnieje wówczas, gdy stosuje się wysokie dawki nawozów azotowych latem i wczesną jesienią, wskutek czego przedłuża się wzrost i opóźnia zapadanie tkanek w stan spoczynku zimowego. W praktyce jednak nie wysiewa się nawozów azotowych w sadzie później niż w czerwcu. Można też nawozy azotowe wysiać bardzo późną jesienią. Nie wcześniej niż miesiąc po opadnięciu liści”.

 Z uwagi na ciągłą pogoń i notoryczny brak czasu przestaliśmy dostosowywać nawożenie do indywidualnych potrzeb i specyfiki naszego sadu, a opieramy się na szablonowych, ogólnych zaleceniach, które ze względu na dużą różnorodność polskich gleb nie do końca pokrywają się z tym co rzeczywiście naszej plantacji jest potrzebne.

„Należy zapewnić silny wzrost drzew wiosną, ale unikać zabiegów, które ten wzrost nadmiernie przedłużają latem, opóźniając zapadnięcie drzew w stan spoczynku i uniemożliwiając wczesne hartowanie się tkanek podczas chłodów jesiennych”

I tu nasuwa się kolejne pytanie: jaki wpływ na mrozoodporność ma stosowanie środków ograniczających wzrost, czy opóźniających zbiór owoców? Pewnie ta zima pomoże nam odpowiedzieć i na to pytanie. Niektóre z odmian np. Ligol mają dużą skłonność do przemiennego owocowania i dlatego nie powinno umknąć naszej uwadze, że:

,,Owocowanie przemienne znajdujące się w bardzo ścisłym związku z odżywianiem się drzewa owocowego, z ilością i jakością związków organicznych i nieorganicznych zawartych w jego tkankach, wpływa wybitnie ujemnie na wytrzymałość na mróz. W roku owocowania bardzo duży plon wyczerpuje zapasy substancji organicznych i nieorganicznych do tego stopnia, że drzewa nie nabywają przed zimą normalnej wytrzymałości. Surowa zima przychodząca po roku urodzaju, powoduje znacznie większe uszkodzenia niż następująca po roku słabego owocowania”.

Stosując się do zasady:

„W ochronie systemu korzeniowego przed uszkodzeniami mrozowymi ważną role odgrywa dostateczna pokrywa śnieżna…”.

 Wykonujemy tej zimy powszechnie obsypywanie drzew śniegiem, co ma zwiększyć wytrzymałość na mróz. I to wydaję się słuszne, gdyż:

,,Korzenie jabłoni wg.Chandlera wytrzymują w zimie temp. – 12 stopni… O uszkodzeniach mrozowych korzeni decyduje pokrywa śnieżna. Centymetrowa warstwa śniegu, tak chroni przed mrozem jak 10 centymetrowa warstwa ziemi, jeśli grubość pokrywy śnieżnej wynosi nie mniej niż 6-8cm temperatura gleby na głębokości 5cm nie spada poniżej -3 stopni C nawet w najsurowsze zimy. Dowiodły tego doświadczenia Zagaji i Czynczyka”.

„Na polu, z którego całkowicie usunięto śnieg, podkładki M26 zupełnie nie zmarzły, podkładki M7 i M9 zmarzły prawie zupełnie”.

Widzimy, że ważna jest też podkładka i powszechne stosowanie od wielu lat w Polsce dosyć wrażliwej na przemarzanie podkładki M9, czy może mniej często, dużo silniej rosnącej M7, zamiast dużo wytrzymalszych na mróz podkładek z serii P, czy, zbliżonej co do siły wzrostu do M7, ale dużo bardziej wytrzymałej na przemarzanie MM106. Jeszcze ciekawszym zagadnieniem jest wytrzymałość podkładek grusz selekcji Zachodnich (Pigwa MA, Pigwa MC oraz belgijska Pigwa Adams), którymi zastępujemy już nie tylko siewki Gruszy Kaukaskiej, ale również nasza rodzimą, odporną, bo wyselekcjonowaną przecież prawie sto lat temu po najsroższej zimie stulecia, Pigwę S1.

Jest jednak jeszcze jedno ,,ale”:

Wieloletnie doświadczenia wykazały, że uszkodzenia pni notowane bywają również, gdy gruba pokrywa śnieżna utrzymuje się długo. „Tłumaczy się je silnym uwodnieniem kory stykającej się ze śniegiem”. Ciekawe więc czy nasze próby obsypywania pni szczelnie i wysoko białym puchem przyniosą pożytek czy może jednak szkodę.

Bardzo ważnym aspektem decydującym o stopniu wytrzymałości drzew na przemarzanie jest ich cięcie: „w sadach intensywnych prowadzi się silne cięcie. Aby nie opóźniło ono zapadania drzew w stan spoczynku, zalecamy przeprowadzenie go wczesną wiosną lub późnym latem, kiedy nie wywoła już ono nowych przyrostów”.

A my tniemy sady właściwie już o każdej porze roku, bo akurat są wolni pracownicy po zbiorze owoców, bo gałęzie lepiej układają się do cięcia mechanicznego, bo mamy przerwę w sortowaniu jabłek, bo może również tzw. „ekipa” ma akurat wolny termin.

Na koniec wspomnijmy, choćby na przykładzie jabłoni o odmianach, które zdominowały w ostatnich kilkunastu latach nasze sady. Bo nawet jeśli wszelkie ,,pochodne”odmiany Jonagold są stosunkowo wytrzymałe, to już niestety sporty Gali i Deliciousa są wybitne wrażliwe na przemarzanie i wprost katastrofalnie podatne na choroby kory i drewna.         

Mamy się więc nad czym zastanawiać i nasze obawy o przetrwanie sadów, które powstawały przecież przez lata niemałym kosztem, są pewnie zasadne. Wiedzmy jednak, że przyroda sama zweryfikuje czy wszystko dalej będzie tak jak jest, czy może zmieni znowu nasze podejście do produkcji i sposobów uprawy, tak jak to stało się po zimie 1986/87. Obyśmy jednak nie musieli nigdy odbudowywać naszych sadów, bo i czasy już nieco inne i chętnych do pracy w sadownictwie coraz mniej. Co by się jednak nie działo, przypomnienie pomijanych nieraz świadomie lub nie, starych ,,prawd sadowniczych”, szkody nie przyniesie.

Najnowsze komentarze

Projekt strony www Sitte.pl Lublin

No Internet Connection