Profesor od sadowników – nasz Profesor

Mija już 3 lata od śmierci prof. Eberharda Makosza. W tym czasie po śmierci, ale też jeszcze za życia Profesora powiedziano o nim chyba wszystko. Mimo to przy okazji odsłonięci pomnika Profesora próbujemy popatrzeć na Niego oczyma sadowników, podkreślić te cechy, które szczególnie Go wyróżniały i świadczyły o Jego miłości do polskich sadowników.

Był Osobowością, niewątpliwym autorytetem w dziedzinie sadownictwa na skalę światową. Może nie jedynym, ale głównym twórcą zmian w polskim sadownictwie. Miał wizję, wyprzedzał swoje czasy, często wygłaszał poglądy niepoprawne sadowniczo, daleko odbiegające od przyjętych schematów.

Były to opinie czasem kontrowersyjne, z którymi nie zawsze polski naukowy świat sadowniczy się zgadzał i rzucano Profesorowi kłody pod nogi. Miał wielu adwersarzy i można chyba powiedzieć, że był trochę osamotniony w swoich poglądach.

Ale czas pokazał, że to właśnie Profesor miał rację. Zmiany, które propagował przed laty na stałe zagościły w polskim sadownictwie i diametralnie, pozytywnie zmieniły jego oblicze, dzięki czemu Polska stała się sadowniczą potęgą na świecie.

Profesor bezgranicznie kochał sadownictwo a jeszcze bardziej sadowników, najlepiej czuł się nie na Katedrze ale w sadzie wśród nas.

On nie wykonywał zawodu, to co czynił z ogromną pasją i entuzjazmem to było powołanie, życiowa misja. O sadownictwie mógł rozmawiać 24 godziny na dobę.

Był naukowcem, ale też – a może przede wszystkim – praktykiem. Zależało Mu, aby jak najszybciej najnowsze zdobycze wcielać w życie, najlepiej natychmiast.

Profesor patrzył na sadownictwo całościowo, nie był fachowcem w jednej dziedzinie, bliska mu była ekonomika ale włączał się we wszystko, co sadownictwo stanowiło, co mogło poprawić poziom produkcji, sprzedaż i w konsekwencji opłacalność.

Mocno ubolewał, że nie udaje się w Polsce pogodzić interesów producentów i przetwórców. Wkładał dużo wysiłku, aby tą sytuację zmienić.

Zasługą Profesora nie do ocenienia była organizacja wycieczek dla aktywnych sadowników: początkowo w całej Europie, gdzie pokazywał najlepsze sady i najlepsze technologie. Z czasem podróże objęły cały świat, służąc już wtedy podpatrywaniu raczej organizacji sprzedaży owoców a mniej produkcji. Nic lepiej nie przekonuje sadowników, niż oglądany z bliska dobry przykład. Profesor miał powiedzenie: lepiej raz zobaczyć, niż dziesięć razy opowiadać. Te zagraniczne podróże odegrały kluczową rolę w podejmowaniu decyzji zmieniających nasze gospodarstwa.

Trzeba pamiętać, że w tamtych czasach o informacje były trudno, nie było internetu. Polska była jeszcze krajem zamkniętym, wyjazdy na zachód tym bardziej zawodowe, były praktycznie mało dostępne a my mieliśmy to szczęście, że mogliśmy korzystać z licznych kontaktów zawodowych Profesora mogąc zwiedzać najlepsze w świecie sady i szkółki. Podczas tych dalekich podróży zwiedziliśmy przy okazji wiele bardzo ciekawych atrakcji turystycznych. Przeżycia i doznania pozostają na całe życie dzięki Profesorowi.

Kolejna z cech Profesora to pracowitość. Starał się być wszędzie: z konferencji na konferencję, ze spotkania na spotkanie. Aktywnie uczestniczył w działalności wielu krajowych i międzynarodowych stowarzyszeń ogrodniczych. Włączał się w coraz to nowe inicjatywy i przedsięwzięcia służące dobru sadownictwa. Mawialiśmy, że był „nie do zdarcia”. Nawet, gdy już chorował mało się oszczędzał, miłość do sadów i sadowników dodawała mu sił. Powiedział nam kiedyś, zresztą publicznie też to mówił, że ma przekonanie, że te niespożyte siły daje mu Bóg, że pochodzą od samego Stwórcy.

Profesor był skromnym, ciepłym człowiekiem, pozostawał przy tym indywidualistą. Mimo różnicy wieku i pozycji zawodowej osoby bliżej z nim współpracujące nazywał swoimi przyjaciółmi, kazał sobie mówić po imieniu co mocno nam schlebiało.

Profesor był apolityczny, nie wiązał się z żadną opcją polityczną. Zwykł mawiać, że każdy rząd i każdy minister, który dba o interesy producentów jest dobry i trzeba z nim rozmawiać. Głęboko przy tym ubolewał , że kolejne rządy nie spełniają oczekiwań sadowników.

Żył skromnie, nie dorobił się na sadownictwie, nic nie robił dla pieniędzy, wszystko dla idei. Przez swe dokonania dbał bardziej o portfele sadowników, niż o swój. To był idealista z krwi i kości.
My sadownicy jesteśmy Mu dozgonnie wdzięczni, że przekonał nas do unowocześnienia naszych sadów i gospodarstw, by równały do najlepszych w Europie i świecie.

Można śmiało, bez przesady stwierdzić, że polskie powojenne sadownictwo miało dwóch wybitnych wizjonerów, którzy ukierunkowali jego rozwój, nie ujmując przy tym zasług innych osobistościom życia sadowniczego. W latach powojennych był to profesor Szczepan Pieniążek a współcześnie profesor Eberhard Makosz.

Profesora zapamiętamy na zawsze i uhonorowanie go pomnikiem zlokalizowanym w Belsku Dużym, sercu polskiego sadownictwa jest tego potwierdzeniem.

Dziękujemy Władzom Gminy za przychylenie się do naszej propozycji lokalizacji pomnika i włączenie się w to przedsięwzięcie.

Pamiętajmy też że Profesor przede wszystkim pozostawił w całym kraju wiele żywych pomników, którymi są nowoczesne, na światowym poziomie sady karłowe.

Profesor odszedł od nas do Domu Ojca, ale pozostawił nam swoje nauki, myśli, wskazówki, powiedzenia i entuzjazm oraz niegasnący optymizm
Bądźmy wierni temu testamentowi.

Sadownicy

Źródło: Towarzystwo Rozwoju Sadów Karłowatych 

Powiązane artykuły