fot. Landesfeuerwehrverband Südtirol

 

Według Coldiretti, włoskiego związku rolników, jesienna fala upałów we Włoszech jest kolejną z anomalii w pogodzie, które ostatnio wyjątkowo często dotykają tamtejszych rolników. Bardzo możliwe, że ze względu na ciepłą jesień, rok 2018 zapisze się w kartach historii, jako najgorętszy od ponad 200 lat we Włoszech.

Sprzyjająca pogoda sprawia, że wiele szkodników jest nadal aktywnych, a rośliny nie przygotowują się do nadejścia zimy. W razie nagłego spadku temperatury istnieje prawdopodobieństwo uszkodzeń. Włosi narzekają również, że wysokie temperatury nie sprzyjają jedzeniu jabłek, tym bardziej w południowo-wschodnich regionach Włoch, gdzie na rynkach hurtowych nieprzerwanie poszukiwane są owoce letnie.

Czołówka rankingu najcieplejszych lat od ponad dwóch stuleci we Włoszech koncentruje się na ostatnim okresie i są to lata: 2015, 2014, 2003, 2016, 2007, 2017, 2012, 2001, a następnie 1994 r. Zmiany klimatyczne przejawiają się największą częstotliwością. Coldiretti zwraca między innymi uwagę na szybkie i niespodziewane zmiany pogody: od gorąca do nagłych, intensywnych opadów deszczu. Oprócz tego wymienia również burze, deszcze nawlne, trąby powietrzne, gradobicia i susze, które uderzają nieprzerwalnie powodując ogromne starty w rolnictwie.

Jak wynika z wyliczeń związku, ekstremalne zjawiska pogodowe spowodowane zmianami klimatu w ciągu ostatnich dziesięciu lat kosztowały włoskie rolnictwo 14 miliardów euro strat.

W Polsce również coraz częściej mówi się o anomaliach pogodowych. W 2018 roku pierwsze gradobicia wystąpiły na początku maja. Już 3 maja nad częścią naszego kraju przeszły gwałtowne burze. Jedna z nich przetoczyła się przez Zgierz w województwie łódzkim niosąc ze sobą gradobicie. Średnica gradzin dochodziła nawet do 5 cm. Rozmawialiśmy wówczas z jednym z sadowników. Wówczas szkody nie były duże.

– Grad spadł wczoraj wieczorem (tj. 3.05) ok. godziny 20.00 – mówił nam Pan Michał Mitręga, sadownik z miejscowości Nowa Sucha, oddalonej o 10 km od Sochaczewa. Z relacji Pana Mitręgi wynika, że w gradobiciu ucierpiały gównie liście rozetowe. Wiele z nich spadło na ziemię, a te, które utrzymały się na drzewach w dużym procencie są poszarpane przez gradziny.

O poważniejszych szkodach mówiło się natomiast 11 maja, kiedy grad spadł w miejscowości Nowy Kozłów Pierwszy. Zdarzenie zrelacjonował dla nas poszkodowany sadownik, Pan Tomasz Bolimowski. Jak mówił, burza charakteryzowała się silnym wiatrem, ulewnym deszczem oraz gradobiciem, które wystąpiło w kilku falach. Grad uszkodził wtedy wiele zawiązków. 

Takie wydarzenia wywołują ogromne dyskusje. Z jednej strony pokrzywdzeni sadownicy szukają pomocy, ponieważ w kilka minut tracą w wyniku gradobicia szansę na zarobek. Z drugiej strony pojawiają się głosy, że decydując się na produkcję owoców powinno się brać pod uwagę możliwe ryzyko.

 

Najnowsze komentarze

Ostatnie ogłoszenia