Niezdecydowani klienci

W Unii Europejskiej panuje trend ekologizacji wszystkiego, zjawisko to dotyka w zasadzie cały świat zachodni, tylko gdzieś tam w USA jeszcze przebija się trochę logiki, którą mogliśmy usłyszeć z ust Pana Davida Magany, jednego z analityków Rabobanku, specjalizującego się w rynku świeżych owoców. Kształtowana przez media opinia publiczna wywiera presję na handel, aby wszystko było eko, cokolwiek miałoby to znaczyć. Jednak równolegle wywiera presję na podaż, formę opakowania i jakość owoców, która to presja idzie w sprzeczności z ekologizacją. Przyznam się Państwu szczerze, że osobiście uważam, że ten popyt na ekologiczność jest po prostu sztuczny i jest formą pewnej poprawności politycznej i autocenzury zachowań a nie, płynącym z przekonań wewnętrznych, uświadomionym impulsem.

Pan David Magana w swoim wystąpieniu na w Kennewick, w stanie Waszyngton, zwrócił uwagę, że konsumenci pragną dostępu do owoców przez cały rok, nawet tych owoców miękkich, których dłuższe przechowywanie jest bardzo trudne. Oczywiście chcą też lokalności dostaw owoców, bo tylko to gwarantuje krótki ślad węglowy. Tymczasem handel jest w stanie zapewnić dostawy borówek czy czereśni cały rok, ale za nic w świecie nie będzie to rozwiązanie ekologiczne, bo muszą one docierać do klienta drogą lotniczą, a samoloty to główne zło w walce z ocieplaniem klimatu. Ci sami konsumenci naciskają na ekologiczność produkcji, ale preferują jednostkowe opakowania jednorazowego użytku, czyli wszystkie foliowe woreczki i flowpacki, itp. W efekcie mamy na rynku owoce eko zapakowane w jednorazowe opakowania, które potem lądują w śmieciach. Przecież to jest absurd, ale dokładnie tego chcą klienci. W prelekcji Pana Magany było też klika słów o tej mitycznej jakości, o której i u nas się cały czas mówi. Znów wykazał on hipokryzję konsumentów, którzy pragną produkcji ekologicznej, ale jednocześnie żądają najwyższej jakości, której ten reżim produkcyjny absolutnie nie jest w stanie dostarczyć. Wszystko to stawia producentów owoców przed rozdarciem między sprzecznymi oczekiwaniami klientów i naprawdę nie wiadomo, w którą stronę ma iść produkcja owoców. Jednocześnie nie można stać w miejscu i jakieś wybory podejmować trzeba, bo jeśli okaże się finalnie, że zwycięży trend na ekologizację (niezależnie czy zwycięstwo to będzie pochodną nacisków polityki czy konsumentów), to sadownicy, którzy zbyt późno weszli w ten reżim będą na straconej pozycji, natomiast jeśli ekologizacja przegra, to ci, którzy weszli w nią intensywnie będą mieli problem, aby wrócić na rynek konwencjonalny. Co ciekawe, Pan Magana pozostaje optymistą co do przyszłości rolnictwa a branży owocowej w szczególności. Zauważa on, że młode pokolenie, tzw.: pokolenie Z, charakteryzuje się olbrzymim dostępem do informacji i może mu to ułatwić dokonanie wyborów. Nigdy w historii żaden człowiek nie miał takiej możliwości dostępu do informacji, jaką ma dziś młody człowiek z telefonem w ręku. Powoduje to olbrzymi przyspieszenie tempa zmian i pojawienie się bardzo wielu możliwości, których nie miały poprzednie pokolenia (ale niesie też ogrom nowych zagrożeń).

Naprawdę nie wiemy jak będzie ewoluował handel owocami w dającej się przewidzieć przyszłości, ale zwracam uwagę Szanownych Czytelników, że w USA na konferencji omawia się te wątpliwości i rozbieżności między oczekiwaniami konsumentów, natomiast w naszej dyskusji, krajowej czy unijnej, nikt nie dostrzega oficjalnie sprzecznych i wykluczających się oczekiwań rynku. Po prostu mamy iść w eko, niezależnie czy ma to sens i czy rzeczywiście konsumenci tego chcą.

Komentarze  

+3 #2 Guest 2024-01-20 07:24
Od dawna twierdzę ,że te ekodebilizmy to tylko sztuczny twór,który ma nas okraść z pieniędzy

Ciekawe czy wojny są ekologiczne bo coś milczą w tym temacie
Cytować
+1 #1 Guest 2024-01-19 18:46
Czysta hipokryzja.
Cytować

Powiązane artykuły

Czy czeka nas parchowy rok?

Po co przechowywać jabłka po gradzie?

Znikną ekipy i sekatory

X