Do głównych infekcji jabłoni zarodnikami grzyba Neonectria galligena dochodzi przede wszystkim przy wilgotnej pogodzie, kiedy temperatura nieznacznie przekracza zero stopni, czyli w listopadzie i grudniu. Wówczas, drzewa są bardziej narażone na infekcje, ponieważ pokryte są drobnymi rankami powstałymi na skutek opadania liści i odrywania owoców, które stanowią wrota dla zarodników. Nie należy w tym okresie pozostawiać drzew samych sobie. W okresie między zbiorami, a pierwszymi wczesnowiosennymi zabiegami, również potrzebna jest ochrona.

Chociaż późnojesienna i zimowa ochrona drzew przez zarodnikami grzyba Neonectria galligena jest praktyką powszechną na zachodzie, wciąż niewielu polskich sadowników decyduje się na nią. A jak przekonują doradcy, to duży błąd, gdyż właśnie w tym okresie następują najsilniejsze infekcje. Biorąc pod uwagę, że obecnie większość nasadzeń to odmian podatne na raka: Szampion, Gala, Golden, Elise, Red Delicious, warto zadbać o ochroną zimą. Należy obserwować przebieg pogody i w okresie wczesnozimowej słoty, a zdarza się również, że także zimą, jeśli jest wilgotno, a temperatura idzie do góry, powinniśmy wykonać zabieg ochronny. W tym celu sadownicy stosują grzybobójcze preparaty kontaktowe, tj. fungicydy miedziowe (np. Miedzian 50 WP) oraz fungicydy oparte na kaptanie (np. Kaptan Zawiesinowy 50 WP).

Środków dostępnych do walki z Neonectrią jest więcej. Sadownicy na Zachodzie powszechnie stosują również preparaty, które mają za zadanie wyniszczenie źródła infekcji oparte na tiofanacie metylu (np. Topsin 500 SC), tebukonazolu (np. Tebu 250 EW) oraz podchloryn sodu, który nie jest zarejestrowany w Polsce. Podobna sytuacja jest z cieczą kalifornijską, która stosowana w wysokim stężeniu (40-50l/ha) wykazuje działanie wyniszczające Neonectrię, ale w Polsce nie jest zarejestrowana w uprawie jabłoni. Ciecz kalifornijska jest w tym celu powszechnie stosowana przez sadowników w USA oraz we Włoszech. Trzeba również pamiętać, że tebukonazol wykazuje działanie dopiero w temperaturze 15 stopni, więc do zimowej ochrony się nie przyda, a jeśli w sadzie obserwowana jest odporność na tiofanat metylu, nie ma sensu go stosować.

W walce w chorobami kory i drewna, pierwszorzędne znaczenia ma czyszczenie ran, które można wykonywać również zimą. Oczywiście, biorąc pod uwagę biologię drzewa, skrobanie ran wczesną wiosną/wiosną byłoby najwłaściwsze, ponieważ wówczas rozbudzone już drzewo, wytwarzając tkankę kalusową samo będzie regenerowało wyczyszczoną przez nas ranę. Wiosną jest to jednak praktycznie niewykonalne pod względem organizacyjnym. Intensywne pryskanie wraz z innymi pracami koniecznymi w gospodarstwie, rzadko pozwalają na wygospodarowanie czasu na pracochłonne skrobanie ran.

Latem natomiast jest to zadanie utrudnione. Przeszkadzają w tym liście czy obawa przed zrzuceniem owoców. Późną jesienią czy zimą łatwiej o czas. Oczywiście, nie należy prowokować możliwości do potencjalnej infekcji, dlatego do zabiegu wybierać trzeba słoneczne dni z lekkim mrozem. Unikać natomiast deszczu, wilgoci i temperatury na poziomie zera stopni.

Jeśli w nasadzeniach występują odmiany podatne, zwarto zastanowić się nad prowadzeniem ochrony również poza tradycyjnym sezonem. Takie zabiegi nie są drogie, a uchronią w dużym stopniu nasze jabłonie przed niszczycielskim działaniem grzybów wywołujących choroby kory i drewna.