Właściciele  dużych gospodarstw sadowniczych, produkujących kilkaset ton owoców coraz rzadziej zaglądają na rynki hurtowe.

Jeśli jeszcze w sezonie 2004/5, sadownicy, których gospodarstwa badam, sprzedawali na rynkach hurtowych prawie 23% wyprodukowanych owoców deserowych, to już w sezonie 2006/7 – tylko 4,8%, zaś w sezonie 2009/10 – 3,1%. Udział rynków hurtowych w sprzedaży przejściowo rośnie w sezonach, gdy niskie zbiory jabłek powodują, że mamy do czynienia z rynkiem konsumenta. Tak było w sezonie 2007/8, kiedy rynek krajowy konkurował o towar z eksportem i tak będzie zapewne w obecnym sezonie. Reguła jest jednak inna  - w tak zwanych normalnych, czy przeciętnych sezonach, zainteresowanie „dużych” sadowników rynkami hurtowymi jest marginalne.

Przedstawiona tendencja wynika z wielu przyczyn. Przede wszystkim, rynek hurtowy jest mało wydajnym kanałem dystrybucji. Aby sprzedać około 2 ton jabłek (pojemność standardowego „blaszaka”), trzeba w najlepszym razie stracić kilka godzin, a w najgorszym – nawet dobę. Do tego dochodzi następne kilka godzin potrzebne na przygotowanie towaru. W praktyce, trudno sobie wyobrazić, że sadownik pojedzie na rynek hurtowy częściej niż 2 razy w tygodniu. Jeśli produkuje tylko 200 ton jabłek deserowych rocznie, to musiałby je sprzedawać na rynku hurtowym przez 50 tygodni, czyli prawie przez rok. Byłoby to jego główne zajęcie. Jeśli na przykład razem gospodarują ojciec i syn, to ten ostatni przez jakieś 3 miesiące może się zajmować takim handlem. Ale tak komfortowych sytuacji jest raczej niewiele.

Teoretycznie, różnice  pomiędzy cenami, jakie można uzyskać w Broniszach i cenami w hurcie pierwotnym (czyli płaconymi przez grupy producenckie lub firmy komercyjne, niejako na miejscu), zachęcają sadownika do sprzedaży na Broniszach (tabela 1). Wahają się one w granicach 0,3–0,5 zł/kg, a w sezonach, gdy zbiory są niewielkie, są jeszcze znaczniejsze (patrz sezon 2007/8).

Kiedy jednak weźmie się pod uwagę kalkulacje kosztów takich wyjazdów, to początkowe pozytywne oceny ulegają zmianie. Danych potrzebnych do ich przeprowadzenia dostarczył jeden z sadowników, sprzedający część swoich owoców na Broniszach (tabela 2). Trzeba dodać, że w rubryce „praca własna” określono czas potrzebny na dojazd i sprzedanie 1800 kg jabłek jako nie mniej niż 24 godziny, bo tak to przeważnie wygląda. Godzinę pracy w dzień wyceniono na 10 zł, zaś w nocy - na 15. Koszty jednostkowe zostały wyliczone  z uwzględnieniem  kosztów sortowania, ocenianych  przez GP i OP na minimum 0,15 zł/kg. Należy podkreślić, że jeśli sadownik dysponuje jabłkami dobrej jakości i poszukiwanych odmian, to najczęściej GP lub OP nie obciążają go tymi kosztami. Jadąc natomiast na Bronisze, producent musi zawsze oferować przesortowały towar.

Tabela 1. Różnice między hurtowymi cenami jabłek na rynku warszawskim (Bronisze) i cenami jabłek w hurcie pierwotnym w sezonach 2002/2003 — 2009/2010 (zł/kg)

            Sezon     

Miesiąc

2002/3

2003/4

2004/5

2005/6

2006/7

2007/8

2008/9

2009/10

XI

-

-

-

-

0,60

1,20

0.40

0,54

XII

-

-

0,40

0,52

0,64

0,87

0,23

0,39

I

0,32

0,48

0,48

0,46

0,54

0,85

0,24

0,44

II

0,22

0,42

0,47

0,33

0,50

0,46

0,29

0,46

III

0,33

0,55

0,53

0,69

0,45

0,65

0,34

0,44

IV

0,50

0,66

0,28

0,68

0,38

0,72

0,21

0,40

V

0,60

0,50

0,46

0,51

0,60

0,70

0,24

0,52

Średnio

0,32

0,50

0,41

0,49

0,46

0,78

0,28

0,46

Źródło: badania własne

Tabela 2. Szacunkowa kalkulacja kosztów handlu jabłkami na rynku hurtowym w Broniszach przy użyciu samochodu dostawczego o ładowności 2 ton

Odległość

od W – wy

[km]

Koszt

Paliwa

 [zł]

Placowe

 [zł]

Praca

własna

 

[zł]

Koszty

jednostkowe

 [zł/kg] 1

50

100

52

300

0,40

75

150

52

320

0,44

100

200

52

340

0,48

 

 

 

 

 

 

 Źródło: badania własne - 1 – koszty obliczono dla 1800 kg  jabłek  wraz z kosztami  sortowania

Porównując przedstawione koszty z nadwyżkami cen na Broniszach, w stosunku do oferowanych przez hurt pierwotny, łatwo stwierdzić, że z ekonomicznego punktu widzenia, racjonalność handlowych wyjazdów  na ten rynek, podejmowanych przez pojedynczych sadowników jest dyskusyjna.

Powyżej przedstawione kalkulacje i stwierdzenia nie wyczerpują jednak problemu. Jest jasne, że rynki hurtowe nie są atrakcyjnym kanałem dystrybucji dla dużych gospodarstw towarowych. Równocześnie jednak, trzeba mieć świadomość, że na rynkach hurtowych zaopatrują się właściciele stoisk na bazarach, czy też osiedlowych „zieleniaków”. Z tego powodu, rynki hurtowe są na rynku wewnętrznym jedyną liczącą się konkurencją dla sieci supermarketów. Udział tych ostatnich w rynku jabłek oceniam w Polsce na około 20% i byłoby dobrze, gdyby tak pozostało. Z innych krajów europejskich  (Austria, Holandia), gdzie udział sieci w rynku jabłek sięga 70–80%  docierają bowiem bardzo niepokojące sygnały. Monopolistyczne praktyki stosowane przez sieci w tych krajach (przede wszystkim zaś niskie ceny zbytu narzucane sadownikom) w bardzo poważny sposób zagrażają opłacalności produkcji jabłek i już doprowadziły do upadku licznych gospodarstw sadowniczych.

Jest jasne, że supermarkety w momencie osiągnięcia analogicznej pozycji na rynku polskim, zaczną się zachowywać tak samo. Należy zatem zrobić wszystko, aby do takiej sytuacji nie doszło. W tym celu należy rozwinąć alternatywne kanały dystrybucji owoców, szczególnie pozwalające  mniejszym producentom na dotarcie możliwie najbliżej konsumenta.

Z pewnością interesująca jest propozycja MRiRW, które  za sumę 100 mln euro (z czego 70 mln ma pochodzić z budżetu UE, a 30 mln ze środków polskich samorządów) chce zreorganizować 200 targowisk, głównie w miastach powiatowych. Celem przedsięwzięcia jest umożliwienie  rozwinięcia handlu detalicznego, szczególnie przez właścicieli małych gospodarstw sadowniczych, dla których ceny hurtowe są zbyt niskie, aby mogli się utrzymać tylko z produkcji owoców.

Obawiam  się, że ograniczenie inicjatywy tylko do małych ośrodków miejskich jest niecelowe. Chodzi o to, że w miastach powiatowych (takich na przykład jak Skierniewice czy Lębork) już teraz istnieją wystarczające możliwości handlu owocami i warzywami przez samych producentów. Dużo mniej jest natomiast takich możliwości w dużych ośrodkach miejskich. Myślę więc, że program  powinien się skoncentrować przede wszystkim na miastach wojewódzkich. To tam trzeba zorganizować więcej targowisk. Co więcej, należy zmienić prawo w taki sposób, aby wreszcie ustało pożałowania godne „polowanie” straży miejskiej na drobnych sadowników i warzywników. Jest wiele sposobów na współistnienie – wystarczy się przyjrzeć jak to działa na zachodzie Europy.

Środki muszą być „zaadresowane” w sposób na tyle precyzyjny, aby nie mogli ich przejąć pośrednicy, albo nawet Azjaci, handlujący chińską tandetą, z owocami nie mającą nic wspólnego. I takie obawy są bowiem wysuwane i to niestety nie bezpodstawnie.

Myślę, że w ramach tego programu warto zająć się również organizacją  bezpiecznych i wygodnych miejsc do sprzedaży owoców w pobliżu dróg. Obecnie istniejące, w większości nie są bowiem ani bezpieczne, ani wygodne. Warto także pamiętać o organizacji sklepów,  w których sprzedawano by między innymi owoce z małych gospodarstw. Tu jednak trzeba już pomyśleć o kilku czy kilkunastu udziałowcach takiego przedsięwzięcia. Sądzę, że warto także pomyśleć o handlu owocami na stacjach benzynowych. Jabłka z logo to przecież doskonała okazja do reklamy dla sprzedawcy paliwa. W takich sklepach czy na stacjach benzynowych można  także sprzedawać  produkty „małego” przetwórstwa uruchomionego za pieniądze z PROW.

A może warto także skłonić GP i OP do rozpoczęcia handlu na rynkach hurtowych, czy otwierania sklepów, oferując im na to środki finansowe, właśnie w ramach programu eliminacji pośredników? Przecież rynki hurtowe zorganizowano niegdyś właśnie z myślą o grupach. Zaproponowałem kilka rozwiązań, ale wszystkich możliwości z pewnością nie wyczerpałem.

Autor: dr Grzegorz Klimek (Instytut Ogrodnictwa w Skierniewicach)

Najnowsze komentarze

Projekt strony www Sitte.pl Lublin