Więcej profesjonalizmu

Latem ubiegłego roku na moje podwórko zajechało auto z rejestracją WGR. Wysiadło dwóch Panów z pytaniem o pomoc w znalezieniu człowieka, któremu sprzedali jabłka a nie otrzymali pieniędzy. Nie znali nazwy jego firmy, nazwiska właściciela a numer, pod którym się z nim kontaktowali nie odpowiadał. Mieli jedynie malutką karteczkę, jaką dostali od kupującego, na której widniały kilogramy i cena zakupu a także podpis nabywcy, lecz nieczytelny.

Niestety, nie potrafiłem im pomóc. Sprawa wydawała mi się trochę zabawna, bo wartość z karteczki była dość duża a oni nie mieli żadnych namiarów na nabywcę, naprawdę podziwiam ludzi tak sprzedających towar. Potem ktoś podrzucił mi link do programu "Sprawa dla reportera", który opowiadał o podobnym problemie całej grupy ludzi. Tam wprawdzie ludzie znali adres nabywcy, bo zwozili mu towar do jego magazynu, ale również jedynym dowodem dostaw były karteczki z ilościami i cenami. Od tamtego czasu trafiła mi się też rozmowa z dostawcą opakowań, przywiózł mi pudełka, wydaje WZ (dokument wydania zewnętrznego) i prosi, aby mu zwrócić oryginał a kopie sobie zachować, bo ostatnio dostał nauczkę, że kopia WZ jest słabym dowodem w sądzie. Opowiedział mi jak poszedł do sądu, aby odzyskać pieniądze, których nie zapłaciła mu dość duża spółka handlująca jabłkami a dysponował jedynie kopią WZ (wersja samokopiująca), bo samo zamówienie przyjął telefonicznie. Łącząc te wszystkie fakty, te doświadczania płynące z historii innych, chciałbym Państwu zwrócić uwagę jak mało zapobiegliwi jesteśmy w naszej branży, jak zbyt małą wagę przykładamy do papierów, które jednak – w razie problemów – mają moc dowodową i zostaną naszym orężem w walce z nieuczciwym kontrahentem.

Niech każdy się uderzy w pierś i powie uczciwie, ile razy w życiu wydał towar bez WZ-tki albo zadowolił się tylko kopią od kierowcy? Nawet nie będę pytał ilu rolników ma możliwość wystawienia własnej WZ w formie drukowanej lub samokopiującej, bo pewnie jest to margines. Jak jednak widać na przykładzie kolegów z branży, warto takie dokumenty mieć, ba, nawet ośmielam się twierdzić, że wręcz trzeba. Dopóki współpraca przebiega płynnie i bez problemów, to papiery po prostu będą papierami, lecz w chwili, gdy przychodzi do sporów, do rozwiązania konfliktów, to wówczas te papiery stają dowodami i mają dużą moc.

Czasy są trudne a będą jeszcze trudniejsze, bankructwa firm handlowych będą co raz częstsze, rynek staje się naprawdę ryzykowny i trzeba o swoje interesy zabiegać, trzeba próbować się zabezpieczać na wszelkie możliwe sposoby. Wydrukowanie dokumentu WZ to raptem dwie minutki, dwa podpisy, dwie pieczątki i – w razie czego – mamy dowód transakcji. Takie podejście do sprawy nie jest wyrazem braku zaufania do nabywcy, ale dowodem zapobiegliwości sprzedającego. Nikt uczciwy nie będzie miał problemów z podpisaniem się pod naszą WZ-tką. Dlaczego do tej pory wielu sadowników nie praktykuje wystawiania takich dokumentów? To kwestia mentalności, coś o czym piszę od dawna. Myślenie, że gospodarstwo sadownicze = firma, jest u nas rzadkie, nie mamy powszechnego nawyku postrzegania siebie jako biznesmenów, nie mamy wyrobionych odpowiednich nawyków przy zawieraniu transakcji. W naszej branży mówi się wiele o cięciu, pryskaniu, fora internetowe są pełne własnych opinii na wszelkie tematy agrotechniczne, ale gdy przychodzi do rozmowy o tym, co jest clue sadownictwa, czyli o sprzedaży jabłek, to większość ludzi ma niewiele do powiedzenia. Zacznijmy zachowywać się jak biznesmeni, zacznijmy prowadzić firmy a nie "gospodarzyć na ojcowiźnie".

Powiązane artykuły

Sadownicy polują

X