Słaba jakość niszczy rynek

Podwarszawski Brwinów, malutka miejscowość, w sobotni poranek lokalne targowisko wypełniło się szczelnie klientami, ciepła, słoneczna pogoda sprzyja zakupom i spacerowaniu w poszukiwaniu przysmaków lata: truskawek, malin, czereśni czy borówek, oprócz tego całymi torbami schodzą świeże warzywa. Generalnie widać, że obrót jest spory, mimo wszechobecnych marketów. Przy stoiskach z czereśniami ruch się zagęszcza, owoce te cieszą się dużym wzięciem. Na stołach mamy cały ich przekrój dostępny na krajowym rynku: importowana grecka, hiszpańska czy serbska, krajowe Burlaty różnej maści kolorystycznej, owoce pakowane po 2 kilo w kartoniki jak i te po 15 kilo w plastiku, odsortowane powyżej 30 mm jak i niesort od 16 do 40 mm. Sprzedawcy uwijają się podając kolejne partie klientom i – o dziwo – najszybciej znikają te droższe, odsortowane, w małych opakowaniach. Niewielki odsetek ludzi sięga po te z dużego plastiku, choć są najtańsze, po raptem 16 zł/kg, nawet te w kartoniku sprzedają się lepiej, choć dochodzą do 28 złotych. Jednak jakość towaru i forma podania mają znaczenie. Nawet na początku sezonu widać duże zróżnicowanie popytu ze względu na wielkość, kolor i formę opakowania. Czereśnie mają mieć intensywną barwę, duży rozmiar i być zapakowane w niewielkie pudełka – taki przekaz płynie od konsumentów, którzy sięgają po te owoce w punktach detalicznych. Nie chcę powiedzieć, że tamte z 15-stek się nie sprzedają, bo one i tak na koniec dnia znikają ze straganów, ale mimo niższej ceny sprzedają się wolniej.

Czereśnie to owoce wybitnie deserowe, mają być słodką przekąską, której spożywanie ma sprawiać przyjemność. Klient kupuje oczami, więc trzeba mu pokazać coś ładnego. Klient ma też wrócić za dwa dni po następne czereśnie, więc musi mu to smakować, dlatego trzeba mu zaoferować coś słodkiego. No i przestać mu oferować pestki obciągnięte skórką, w rozmiarze 16-20 mm, bo klient chce się wgryźć w miąższ, który ma mu w ustach tryskać słodkim sokiem, nie chce natomiast szukać zębami czy językiem tego miąższu na pestce, to żadna frajda i nikt za to nie pragnie zapłacić, nawet jeśli będzie to po 5 zł/kg. Byle jaki towar oferowany w byle jakim opakowaniu jest poważnym problemem na naszym rynku. W zasadzie to jest on obciążeniem dla nas, utrudnia płynność handlu i ogranicza dochody producentów. Dlaczego obciąża płynność handlu? Ponieważ generalnie jest tańszy niż towar wysokiej jakości dobrze opakowany, więc kusi potencjalnych nabywców, przyciąga uwagę, próbują go oni kupować. Jednak szybko orientują się, że konsument chce czegoś lepszego, owoców grubszych, o wyrównanym kolorze, następnego dnia sięgną po lepsze czereśnie, nawet jeśli miałyby one być z importu. Po co ten dzień straty? W tym dniu ktoś przyjechał z ładnym towarem, ale klient kupił badziew, więc ładny towar musiał dłużej czekać na swojego nabywcę. Jego producent zamiast wrócić do domu po godzinie, wrócił po dobie. Czy niskiej jakości towar ogranicza dochody producentów? Oczywiście! Jak napisałem powyżej w przykładzie brwinowskiego targowiska, owoce słabsze dłużej czekają na swojego klienta. Klient może, ale nie musi kupić sobie czereśni, więc jeśli ich wygląd go nie przekonuje, to po prostu sięgnie po mandarynkę, kiwi czy awokado. Konkurentem czereśni nie są ziemniaki czy buraki czerwone, ale np.: winogrona. Gdy macie ochotę na zjedzenie winogrona, to kupicie je nawet wtedy, kiedy ich owoce są małe, "zmęczone", powiędnięte i pojawiają się na nich brązowe ślady a sprzedawca nakłada je Wam z jakiejś skrzynki? No oczywiście, że ochota Wam przejdzie, tym bardziej jeśli trzeba za to zapłacić wysoką cenę. Czy chcecie, żeby Wasze czereśnie osiągały wysoką cenę? No to nie można pozwolić, aby wyglądały jak te winogrona z opisu powyżej.

Powiązane artykuły

Czereśnie: sprzedam tanio!

Patron sadowników

X