Obierka na Zachodzie droższa niż pierwsza klasa w Polsce

Gdy my dopiero rozpoczynamy zbiory, to w innych krajach już odbywa się szeroki handel zerwanymi owocami. Przedwczoraj dotarła do mnie kolejna informacja o absurdalnie niskiej stawce jaką kolejna sortownia oferuje dla jabłek, tym razem Szampion ma być kupowany u nich na sortowanie po 80 groszy dla jabłek 73-93 mm. Jakie jest uzasadnienie tak niskich cen wystawianych przez sortownie (słusznie mi ktoś ostatnio zwrócił uwagę, że to nie tylko sortowanie należące do grup, ale również te będące własnością osób indywidualnych). Na rynku jeszcze nie ma zbyt dużej podaży owoców tej odmiany, więc to nie presja podażowa. Grozi nam import z innych krajów? Ktoś zalewa polski rynek tańszymi jabłkami? No skądże! Ba, aktualnie na Zachodzie obierka jest droższa niż w Polsce pierwsza klasa.

W tym tygodniu przetwórnie w Niemczech kupowały obierkę po 0,18 eur/kg, czyli 85 groszy. Drodzy Państwo, jedynym uzasadnieniem takich cen na owoce, jest chęć niedopuszczenia, aby konkurencyjna sortownia zrobiła marketowi lepszą ofertę. Jeśli dany podmiot będzie kupował jabłka w efektywnej cenie niewiele wyższej niż przemysł, to ma pewność, że konkurencja już taniej nie kupi, czyli jego oferta będzie najatrakcyjniejsza dla nabywców. Oczywiście jest to tragedia dla sadowników, którzy sprzedają te owoce w takich cenach ale sortownia ma pewność, że nie utraci rynku. Ponieważ jabłek jest stosunkowo dużo, to nie trzeba o nie rywalizować z innymi sortowanimi, a chłopy sobie trochę popłaczą, pojęczą, powygrażają w internecie, a na koniec i tak te jabłka przywiozą na sortownie, bo niby co mają z nimi zrobić?

No właśnie, problemem polskiego sadownictwa jest bezalternatywność w handlu. Albo inaczej, jedyną alernatywę dla sortowni sadownicy widzą w skupach przemysłu, bo o handlu po rynkach hurtowych to już nikt poważnie nie myśli. W takim układzie każda stawka, ciut wyższa od przemysłu, będzie dla sadownika atrakcyjniejsza niż wysypanie owoców na przemysł. Sortownie to doskonale wiedzą i to właśnie robią. Oferują nam ceny 15-20 groszy wyższe niż przemysł. Pośrednika, a sortownie są pośrednikiem, interesuje marża i wielkość wolumenu sprzedaży, a nie ceny. Mało tego, im niższe ceny zakupu, tym lepiej dla pośrednika, bo ma niższe koszty na wejściu oraz finalny towar ma niższą ceną rynkową, a więc jest bardziej konkurencyjny na rynku międzynarodowym. Dopóki nasze środowisko nie będzie widziało innych alternatyw niż przemysł i sortownie dla swojej produkcji, to naszą sytuację będą ratowały tylko wiosenne przymrozki.

Naprawdę nie ma żadnych rynkowych uzasadnień dla tak niskich cen jabłek, nikt w Europie nie zagrozi nam wejściem na nasz rynek ze swoim tanim towarem. Jesteśmy ofiarami bezsilności własnego środowiska. Ostatnie 20 lat to było masowe sadzenie przez każdego i w każdym miejscu. Po powstaniu wielkich sortowni okazało się, że wystarczyło tylko skupić się na produkcji, którą jeszcze ułatwiało szerokie doradztwo profesjonalne i to płynące od firm handlowych. Wcześniej wąskim gardłem limitującym wielkość produkcji w poszczególnych gospodarstwach, była zdolność do sprzedaży swoich owoców przez poszczególnych sadowników. Gdy powstały sortownie i funkcjonował ogrom rynku rosyjskiego, to nie było już żadnego wąskiego gardła, które by hamowało wielkość nasadzeń. Nikt nie musiał się martwić o sprzedaż, o przygotowanie swoich owoców, bo to robiły firmy z wielkimi sortowniami, wystarczyło tylko produkować, więc wszyscy to robili. W efekcie dziś mamy ogromną liczbę sadowników, którzy mają gigantyczne ilości owoców do sprzedaży i nie potrafią tego sprzedać inaczej niż na sortownię albo wysypać na przemysł. Firmy handlowe to wiedzą i z pełną premedytacją wykorzystują. Oczywiście w dłuższej perspektywie to doprowadzi do załamania produkcji ale teraz mogą sobie pozwolić na takie praktyki. Powiem więcej, nawet gdyby któryś podmiot handlowy chciał zaoferować sadownikom lepszą cenę, to nie ma na to najmniejszych szans, bo kupując drożej musiałby drożej sprzedawać a więc przegrałby rywalizację o klienta. Dlatego tak patologiczne są te pierwsze próby ustawienia rynku i cen na najniższych możliwych poziomach. Jeszcze zbiory się w pełni nie rozkręciły, a oni już wystawili cenę na Szampiona czy Red Jonaprince'a. Już za wczasu próbują sobie zapewnić, że nikt nie będzie miał tańszego surowca i będą mogli klientom zaoferować sami najtańsze owoce.

Powtarzam jeszcze raz, sądzę, że dopóki sadownicy nie będą widzieli alternatywy dla sortowni, to ceny jabłek będą kształtowane przez formułę "przemysł + 20 groszy". Oczywiście innym sposobem wyjścia z sytuacji jest masowa redukcja nasadzeń i produkcji i sprawienie, że sortownie będą musiały zacząć rywalizować o nasze owoce. Tylko nikt, twardo stąpający po ziemi, nie wierzy, że to się stanie szybko.

Powiązane artykuły

X