Sad to fabryka

Ze zwykłej ciekawości świata śledzę branżowe dyskusje w USA, RPA czy innych krajach, gdzie produkcja jabłek to biznes jak każdy inny. Oczywiście też przyglądam się naszej – krajowej – dyskusji i chciałbym Państwu wskazać podstawowe różnice pomiędzy tymi dyskursami. Podam jeden przykład: przewidywanie wielkości owoców. Wybrałem go, bo jest to akurat kwestia aktualna, problem rozmiarów jabłek jest powszechny w tym sezonie.

Pierwsze symptomy tego, że jabłka będą małe mieliśmy już wiosną, ale pozostały przebieg sezonu tylko dokładał kolejne argumenty. Nasza dyskusja zdominowana jest przez głosy, które twierdzą, że "sad to nie fabryka" oraz "najpierw się produkuje, a dopiero potem sprzedaje". Zacznijmy od tej drugiej piramidalnej bzdury. Oczywiście jest odwrotnie i najpierw się sprzedaje, a potem produkuje. Dokładnie to produkuje się to, na co jest popyt i możliwość korzystnej sprzedaży. Rynek jabłek jest nasycony i tutaj klient decyduje czego chce, a nie kupuje to, co komuś się udało zrobić. Pisałem o tym wielokrotnie i powtórzę krótko: musimy wiedzieć co (odmiana, rozmiar, jędrność, wybarwienie) i dla kogo mamy produkować. Koniec, kropka. Nie wytwarzamy tego, co nam się uda wyhodować na polu, ale wytwarzamy to, czego chce klient.

Drugi argument ("sad to nie fabryka") zakłada, że teoretyczną zgodę z tezą o produkcji pod klienta, ale jednocześnie wskazuje, że nie możemy całkowicie zaplanować procesu produkcyjnego i nad nim panować. Być może jest on nawet trochę prawdziwy, gdyby nie fakt, że innej drogi niż kontrola procesu wzrostu i dojrzewania owocu to jedyna droga do produkowania tego, czego pragnie klient. Na dojrzałych rynkach, które nie mają wypaczeń produkcyjnych związanych z handlem z Rosją, kwestie te są powszechnie akceptowane i wszyscy się co do nich zgadzają. Nas ukształtowały lata współpracy ze Wschodem, która to wypaczyła w naszym kraju dobór odmian i kwestię nastawienia na konsumenta. W USA już w latach 50-tych opracowano tabele standardowe, które miały ułatwiać przewidywanie docelowego wzrostu owoców. Tam już wtedy nie opłacało się produkować jabłek w rozmiarze innym niż pożądany przez klienta i nauka próbowała pomóc sadownikom zapanować i przewidzieć wzrost owoców. Nas niestety kształtowała najpierw socjalistyczna gospodarka niedoboru, kiedy nawet byle jaki towar miał wartość, a potem sprzedaż do Rosji, ze wszystkimi jej wadami. W Nowej Zelandii prowadzono prace od lat 60-tych nad przewidywaniem wzrostu zawiązków poprzez ich systematyczne pomiary w okresie najpierw 60 dni po kwitnieniu, dziś – nauczeni doświadczeniem – piszą na Antypodach o pomiarach od 40 dnia po pełni kwitnienia. We Włoszech uważają, że pomiary owoców należy zacząć w momencie przejścia od wzrostu krzywoliniowego zawiązku do jego wzrostu liniowego. Cały świat bada i udoskonala modele wzrostu zawiązków, aby przewidzieć ostateczny rozmiaru owocu na drzewie, tylko nie w Polsce, bo "sad to nie fabryka". Obecnie w USA następuje gwałtowny rozwój technologii przewidywania wzrostu owoców poprzez wykorzystanie sztucznej inteligencji (AI). Tak Drodzy Państwo, kwestia ta jest na tyle istotna dla branży, że zaprzęga się do pracy najnowsze zdobycze techniki, a badania nad aplikacjami przewidującymi wielkość owoców prowadzą największe firmy i ich partnerzy, tacy jak Apple, tak ten Apple od iPhona czy iPada.

Bardzo mi zależy, aby pokazać Państwu jak dramatycznie inne myślenie o produkcji jabłek przyświeca sadownikom w takiej Nowej Zelandii czy USA a nam. Najgorsze jest to, że my jesteśmy w głębokim kryzysie i za nic nie chcemy zmienić swojego podejścia. Nie chcemy kopiować udanych wzorców zachowań i modeli gospodarowania, tylko od razu mówimy "nie da się". Większość uważa, że wszystko ma być tak jak było, tu ma się nic nie zmieniać, tylko "oni" mają płacić więcej. To wszystko mimo dostępu do internetu, książek i wiedzy z całego świata. Od, mniej więcej, dwóch lat świat testuje aplikacje do liczenia owoców na drzewie i przewidywania wielkości plonów, są już aplikacje do wyłapywania uszkodzeń owoców podczas zbiorów, wszystko, naprawdę wszystko zmierza do tego, aby mieć pełną kontrolę nad procesem produkcji i ich efektami, a w Polsce dalej ludzie tłumaczą sobie, że "sad to nie fabryka".

Powiązane artykuły

Burgred, czyli Evelina bez licencji w szkółce Bielak

Co wy robicie?

Dopłaty do karczowania nie działają

Sadownicy polują

X