Wielka Brytania chce borówki. Pytanie brzmi: czy nadal chce polskiej?
Brytyjczycy jedzą około 75 tys. ton borówek rocznie, a ich własne plantacje dostarczają zaledwie około 6 tys. ton. Na pierwszy rzut oka trudno wyobrazić sobie lepszy rynek dla eksportera. Tyle że właśnie w tych liczbach kryje się również ostrzeżenie dla Polski. Wielka Brytania potrzebuje importu, ale coraz mniej interesuje ją samo pochodzenie owoców. Liczą się jakość, odmiana, termin dostawy, trwałość i – oczywiście – cena. Czy w takim układzie polska borówka nadal ma tam swoje miejsce?
Brytyjski rynek pochłania około 75 tys. ton borówek rocznie, czyli mniej więcej 1,1 kg na mieszkańca. Lokalna produkcja ustabilizowała się natomiast na poziomie około 6 tys. ton. Oznacza to, że brytyjskie plantacje zaspokajają zaledwie około 8% krajowego zapotrzebowania. Tak wygląda rynek, na którym niemal wszyscy chcą konsumować, ale coraz trudniej jest produkować.
W opublikowanym w sierpniu 2026 r. komentarzu dla International Blueberry Organization Stephen Taylor, dyrektor zarządzający Winterwood Farms i przedstawiciel Wielkiej Brytanii w IBO, pokazuje tę sytuację z perspektywy brytyjskiego producenta.
Dla nas jednak jego tekst warto przeczytać jeszcze inaczej - z perspektywy polskiego plantatora i eksportera. Bo jeżeli Wielka Brytania sama produkuje tylko niewielką część tego, co konsumuje, ktoś musi wypełnić pozostałe miejsce na półce. I tu zaczyna się ciekawa część tej historii.
Brytyjski producent ma coraz drożej
Produkcja borówki w Wielkiej Brytanii nie jest łatwym biznesem. Taylor podaje, że w ciągu ostatnich trzech lat koszty zatrudnienia osób do zbioru i pakowania wzrosły łącznie o ponad 30%. Sam ręczny zbiór kilograma owoców kosztuje obecnie zazwyczaj ponad 2 funty. Do tego dochodzi klimat. Warunki brytyjskie sprzyjają przede wszystkim odmianom północnym borówki, podczas gdy – jak zauważa Taylor – znacznie szybszy postęp pod względem potencjału plonowania dokonuje się obecnie w grupie odmian południowych. Część tradycyjnych stanowisk wykorzystywanych do produkcji owoców jagodowych nie nadaje się też dobrze pod uprawę borówki, dlatego rozwój produkcji coraz częściej oznacza inwestycje w uprawę pojemnikową. A to kosztuje, podobnie jak tunele, siatki cieniujące, zabezpieczenia przed gradem czy zbiorniki pozwalające zgromadzić zapas wody. Po doświadczeniach z temperaturami sięgającymi 40°C i okresami suszy zabezpieczanie produkcji przed pogodą przestaje być dodatkiem do technologii. Staje się jej częścią.
I tutaj pojawia się bardzo interesujący dla Polski wątek. Taylor wprost wskazuje na różnicę pomiędzy brytyjskimi gospodarstwami a producentami z kontynentalnej Europy. Po Brexicie brytyjscy plantatorzy funkcjonują bez porównywalnego systemu wsparcia, podczas gdy jako przykład konkurenta korzystającego z programów wspierających inwestycje wymienia właśnie Polskę. Z naszej perspektywy brzmi to jak przewaga. Ale czy rzeczywiście nią jest?

Brytyjska borówka nie jest brytyjską truskawką
Brytyjski konsument jest skłonny zapłacić więcej za krajową truskawkę. Jest do niej przywiązany, kojarzy ją z latem, lokalnością i określonym doświadczeniem zakupowym. Z borówką jest inaczej. Według Taylora borówka jest przez brytyjskiego konsumenta traktowana bardziej jak produkt globalny. Pochodzenie nie buduje takiej premii cenowej, jak w przypadku truskawki. Jeżeli krajowy producent dostarczy większy wolumen, jego owoce muszą konkurować cenowo z importem. Dla brytyjskiego plantatora jest to problem. Dla polskiego – potencjalnie bardzo dobra wiadomość.
Jeżeli konsument nie uważa, że brytyjska borówka musi być lepsza tylko dlatego, że pochodzi z Wielkiej Brytanii, to polski owoc nie zaczyna rywalizacji z pozycji przegranej. Musi jednak spełnić inny zestaw warunków. 75 tys. ton konsumpcji i 6 tys. ton produkcji oznacza, że import nie jest wyborem. Przy takiej dysproporcji Wielka Brytania nie może oprzeć rynku na własnych owocach. Import jest ważny. Co więcej, Taylor nie postuluje osiągnięcia samowystarczalności. Wręcz przeciwnie. Jego zdaniem brytyjska branża powinna zaakceptować fakt, że utrzymanie całorocznej konsumpcji borówki wymaga międzynarodowego łańcucha dostaw. Dla polskich eksporterów to informacja ważniejsza niż deklaracje o wspieraniu lokalnej produkcji: bez importu brytyjski rynek nie zostanie zaspokojony.
Eksport w liczbach
I tu pojawia się odpowiedź na pytanie postawione w tytule. Wielka Brytania nadal chce polskiej borówki – i pokazują to liczby. Według danych Agronometrics przytoczonych w najnowszym raporcie International Blueberry Organization, w 2024 r. Polska wyeksportowała do Wielkiej Brytanii około 5,4 tys. ton borówek, wobec 4,26 tys. ton rok wcześniej. To wzrost o około 27% w ciągu jednego roku. Wielka Brytania była drugim, po Niemczech, największym odbiorcą polskich owoców i odpowiadała za ponad jedną piątą całego naszego eksportu borówki.
Jeszcze ciekawiej wygląda dłuższa perspektywa. W 2020 r. według danych Agronometrics na rynek brytyjski trafiało około 3 tys. ton polskiej borówki. Cztery lata później było to już 5,4 tys. ton. Trudno więc mówić o rynku, który po Brexicie odwrócił się od polskiego owocu. Przeciwnie – dostępne dane pokazują, że jego znaczenie wzrosło.
Dane Agronometrics pokazują, jak wyglądał historyczny eksport polskiej borówki do Wielkiej Brytanii. W 2020 r. 3,01 tys. ton, w 2021 r. 4,41 tys. ton, w 2022 r. 3,94 tys. ton, w 2023 r. 4,26 tys. ton, a w 2024 r. już 5,40 tys. ton. Wielka Brytania była więc w 2024 r. drugim największym odbiorcą polskiej borówki po Niemczech, które kupiły 10,23 tys. ton. Łączny polski eksport wyniósł 25,64 tys. ton. To oznacza, że w 2024 r. około 21% całego polskiego eksportu borówki trafiło do Wielkiej Brytanii.

Lipiec i sierpień – tu zaczyna się polska szansa
Taylor bardzo precyzyjnie definiuje brytyjskie „okno”. Tamtejsi producenci chcą wykorzystać przede wszystkim czerwiec i początek lipca. Dlaczego? Wtedy dostawy z Afryki Północnej i południa Europy zaczynają się zmniejszać, a duży wolumen z Europy Wschodniej jeszcze nie wszedł w pełni na rynek.
A potem sytuacja się zmienia. Sam Taylor pisze o szczycie dostaw z Europy Wschodniej od połowy lipca przez sierpień. Nie trzeba specjalnie tłumaczyć polskim producentom, co to oznacza. Dla Polski jest to naturalny termin podaży, ale nie oznacza automatycznie łatwego rynku. W tym samym czasie rośnie wolumen owoców z całej Europy Wschodniej. O miejsce na brytyjskiej półce trzeba więc konkurować nie samym terminem dostawy, lecz przede wszystkim jakością, odmianą, trwałością i ceną.
Polska nie konkuruje już tylko z Polską sprzed dziesięciu lat
To, co najbardziej zmieniło światowy rynek borówki, to nie tylko wzrost produkcji. To przede wszystkim zmiana standardu owocu. Taylor zwraca uwagę na ogromny postęp genetyczny, szczególnie w grupie odmian południowych. Nowe odmiany przynoszą owoce większe, twardsze i lepsze smakowo. Jego zdaniem właśnie ten skok jakościowy jest jednym z powodów rosnącej satysfakcji brytyjskich konsumentów. Przez lata przewagą Polski była możliwość dostarczenia dużego wolumenu borówki w środku europejskiego lata. Dzisiaj sam wolumen już nie wystarcza.
Brytyjska półka jest podzielona na segmenty Value, Standard i Premium. Według Taylora nawet w brytyjskim sezonie segment Premium jest w znacznym stopniu obsługiwany przez owoce importowane m.in. z Peru, RPA czy Zimbabwe – właśnie ze względu na konkretne odmiany i parametry jakościowe. To wiele mówi o rynku. Paszport owocu ma mniejsze znaczenie niż jego parametry.
Czy zatem Polska nadal może eksportować borówki do UK?
Moim zdaniem – zdecydowanie tak. Ale coraz trudniej będzie eksportować tam „po prostu borówkę”. Rynek brytyjski jest zbyt dojrzały. Jeżeli konsument przyzwyczaił się do dużego, jędrnego, chrupkiego owocu o powtarzalnym smaku przez większą część roku, trudno przekonać go, że w lipcu powinien zaakceptować produkt słabszy tylko dlatego, że przejechał krótszą drogę. Dla polskich gospodarstw oznacza to konieczność dalszej zmiany myślenia o eksporcie. Liczyć się będą odmiana, jędrność, wielkość, smak, trwałość pozbiorcza, tempo schłodzenia, sortowanie, opakowanie i przewidywalność dostaw. A także możliwość dostarczenia dużej, jednorodnej partii wtedy, kiedy oczekuje jej odbiorca. Nie bez znaczenia pozostaje infrastruktura. Taylor zwraca uwagę na rolę nowoczesnych pakowni pracujących przez 52 tygodnie w roku. Rozłożenie kosztów infrastruktury na całoroczny obrót może jego zdaniem zwiększać atrakcyjność Wielkiej Brytanii jako miejsca docelowego dla zagranicznych eksporterów. To również ciekawa wskazówka dla polskich grup producenckich i firm handlowych. Rywalizacja nie rozgrywa się już wyłącznie na plantacji. Rozgrywa się w całym łańcuchu od krzewu do supermarketu.
Dr Dorota Łabanowska-Bury
Tekst powstał na podstawie komentarza Stephena Taylora, MD Winterwood Farms Ltd. i przedstawiciela Wielkiej Brytanii w International Blueberry Organization, opublikowanego przez IBO w sierpniu 2026 r., oraz uzupełniających danych handlowych. (International Blueberry Organization)
Nie przegap najnowszych wiadomości
Sadownicy polują
-
Uszkodził kilkanaście ambon myśliwskich. Usłyszał zarzuty
Siedem zarzutów dotyczących uszkodzenia mienia i narażenia osoby na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty...
-
Sadownicy polują: Polscy myśliwi padają ofiarą agresji?
Taka teza pojawia się w artykule pt. „O agresji wobec myśliwych” autorstwa prof. dr hab. Dariusza...
-
Sadownicy polują: Czy godzi się zabijać zwierzęta dla trofeów?
Stosunek większości Polaków do zabijania dzikich zwierząt przez myśliwych jest taki, że działanie to...
Najnowsze artykuły
- Gruzja wznowiła program dopłat do jabłek przemysłowych
- Czy substancje humusowe mogą ograniczyć zużycie nawozów mineralnych?
- Pogoda na weekend. 19°C w dzień, a nocą możliwe przymrozki
- ZSRP staje w obronie Maliszewskiego. „To próba osłabienia pozycji sadowników”
- Dopłaty do paliwa: KRIR chce zmiany zasad i więcej czasu dla rolników
- Bez zapylaczy nie będzie plonu. Co sadownik może zrobić dla pszczół?
- Gala, Prince i Golden poszukiwane. Kupujący szukają jabłek na eksport

