– Są na rynku polskie przetwórnie, które chciałby płacić za jabłka więcej. Jeśli jednak wychylą się, zostaną zniszczone i zdeptane – powiedział na spotkaniu z Ministrem Ardanowskim w Błędowie sadownik z Mogielnicy, Pan Karol Pajewski. – Zdaje sobie sprawę, że oprócz tego „Niemca”, o którym Pan mówi, jest jeszcze trochę przyzwoitych ludzi, którzy reprezentują polski kapitał. Ale niestety, siedzą przyduszeni w pewnym układzie, który przez lata funkcjonował. I spróbuj się wychylić, a za chwilę nie będzie dla ciebie miejsca – potwierdził Minister. Jednak, czy nie są współwinni sami sadownicy? Według Ministra brak jest wśród sadowników solidarności. – Jeden przed drugim … 10 groszy za mało? Ale sprzedam za 10 groszy, bo może nikt nie kupi? Przetwórcy mówią, że mogą zapłacić więcej, pod warunkiem, że nie znajdą się tacy, którzy zawiozą za 10 groszy! – podkreślał Minister.

Na spotkaniu z Ministrem Rolnictwa w Błędowie głos zabrał również sadownik z okolic Mogielnicy, Pan Karol Pajewski, który poinformował Ministra o patologii, mającej miejsce w rynku przetwórczym. – Znam przetwórcę, który 30 lat zajmuje się koncentratem. Mówi, że w tej chwili nie ma żadnych przeciwwskazań ekonomicznych, żeby zapłacić 30, 35 groszy. Mówi jednak, że jeżeli on zapłaci, to go zdepczą, zniszczą. Za chwilę dostanie reklamacje, będzie ubity. Jest wiele racji w Pana słowach (Ministra) i Pana Maliszewskiego, ale czy Pan wie, że KUPS, czyli jak to się ładnie nazywa, Krajowa Unia Producentów Soków, jest zaprzeczeniem krajowej unii i działa pod dyktando przysłowiowego „Niemca”? – zapytał.

– Czy Minister może pomóc w oderwaniu reszty polskich przetwórni od przysłowiowego Niemca, żeby nie były niszczone i deptane? – zwrócił się do Ministra. 

– To jedno z najważniejszych spostrzeżeń, jakie padło dziś, na tej sali – podsumował Minister wypowiedź sadownika. Przypomniał, że rolnicy są elementem łańcucha. Producent surowca, obojętnie czy to jest surowiec owocowy, czy warzywa, czy zboże, czy rzepak – producent jest najsłabszym ogniwem w tym całym łańcuchu. – Bo zyski narastają jako marże, u tych, którzy kupują, u tych, którzy przetwarzają i dalej tym handlują. My rolnicy zostaliśmy wyparci z udziału w tych następnych ogniwach – powiedział.  

Rolnik, który pozostaje tylko producentem surowca, rodziny z tego nie utrzyma, chyba, że jest to ogromne gospodarstwo. I stąd jest ta ogromna presja na powiększanie gospodarstw. Więcej, więcej, więcej… Coraz większy obszar, coraz bardziej intensywna produkcja, żeby utrzymać się w tym europejskim wyścigu szczurów.

– Ale to jest czas, aby odzyskać udział producenta w tych ogniwach. Bo ja sobie zdaje sprawę, że oprócz tego „Niemca”, o którym Pan mówi, jest jeszcze trochę przyzwoitych ludzi, którzy reprezentują polski kapitał. Ale niestety, siedzą przyduszeni w pewnym układzie, który przez lata funkcjonował. I spróbuj się wychylić, to dostaniesz w łeb z drugiej strony, my ci pokażemy, że za chwilę dla Ciebie miejsca nie będzie, bo przecież oni są powiązani – stwierdził Minister.

– Ale co może być obroną sadowników? – zapytał. Mityczne działania rządu? Było kilka rządów i nie były w stanie tego rozwalić.  – Kieruję sprawy do służb specjalnych, próbuje ustalać czy nie ma zmów. Pan Maliszewski ma rację, kolejne kontrole nic nie wykazały. Bo przecież nie ma dokumentów, nie ma nagranych taśm, jak prezesi umawiają się ze sobą. – Mają chłopów na widelcu.  – wyjaśniał.

Zdaniem ministra Ardanowskiego, koniecznym jest organizowanie się producentów między sobą, ale do tego potrzeba solidarności. – Solidarność – naszą solidarność... Jeden przed drugim … 10 groszy za mało? Ale sprzedam za 10 groszy, bo może nikt nie kupi? Przetwórcy mówią, że mogą zapłacić więcej, pod warunkiem, że nie znajdą się tacy, którzy zawiozą za 10 groszy!

Ale to rząd ma to regulować?! Zastanówcie się… – zakończył Minister.