Liczne protesty sprawiają, że sytuacja na linii władza – rolnicy staje się niezwykle napięta.  Strajki organizowane przez Agrounię nie słabną i chociaż „przeciwna strona” za wszelką cenę próbuje zdyskredytować tego typu działania, przynosi to zgoła odmienny skutek.

Zaczęło się od „niefortunnej” wypowiedzi Ministra Rolnictwa, w której nazwał strajkujących rolników „pustką intelektualną”. Minister Brudziński także nie przebierał w słowach – według niego protestujący to zwykli chuliganie. Czemu miały służyć takie mocne słowa? Rolnicy protestują, bo uważają, że mają ku temu powody. Inną kwestią jest, że Minister ostentacyjnie nie chce z nimi rozmawiać – podczas strajku ubiegłej środy, ani sam Minister, ani żaden z jego przedstawicieli nie zdecydowali się na rozmowę, gdy rolnicy stanęli pod gmachem Ministerstwa Rolnictwa.

– Tyle się mówiło o dialogu, o dyskusji, a minister dzisiaj nawet nie wpuścił rolników do ministerstwa, żaden jego zastępca też tego nie zrobił! (…) Krótko mówiąc, trzeba z rolnikami rozmawiać, a nie szczuć jednych przeciwko drugim  –  nie zagłębiając się w aspekty polityczne, wypowiedź Jacka Wilka ciekawie podsumowuje ostatnie wydarzenia na linii rolnicy – władza.

Zamiast rozmów i dialogu, pojawiła się natomiast seria ciekawych przekazów w mediach publicznych. Szczególnie interesujące były wypowiedzi rolników, którzy na wizji potępiali organizację protestów. – „Dziel i rządź” –  mawiali starożytni Rzymianie. Wydaje się, że stara maksyma ma swój udział także w tej historii.

Wśród podzielonej branży, gdzie emocje nie pozwalają uzgodnić choćby minimalnego, wspólnego mianownika, łatwo jest wygrywać jednych przeciw drugim. W środowisku rolniczym mamy niesamowitą ilość organizacji, prawie 200. Niektórym zarzuca się upolitycznienie, inne nie związane są z żadnymi siłami, lecz nie ma wśród nich chęci do nawiązania szerszej współpracy. Animozje i nieporozumienia  wykorzystywane są przez władze, co widać w przekazach mediów publicznych, które bardzo często daleko mijają się z prawdą.

Szeroko omawiane ostatnio  Porozumienie Rolnicze ma być szansą na zjednoczenie środowiska i wypracowanie rozwiązań mających służyć poprawie sytuacji. Niestety, co rozczarowujące, okazuje się, że są to wciąż te same twarze. A chociaż dobrze znane, niekoniecznie oczekiwane. Te same organizacje i instytucje, które wpływają na sektor od lat, ci sami ludzie, którzy zasiadają już w innych grupach, porozumieniach i organizacjach. Wydaje się, że Minister powołuje kolejne ciało bez realnej możliwości działania, oprócz składania postulatów. Ciało natychmiast jest dominowane przez wszelkiej maści "działaczy", aby nie dopuścić do szerszej możliwości zabierania głosu przez nowych ludzi – im zostaje tylko ulica.

Potem nazywa się ich "chuliganami", bo zbyt ekspresyjnie wygłaszają swoje poglądy. Każda z wielu organizacji rolniczych zazdrośnie strzeże swoich możliwości dojścia do Ministerstwa Rolnictwa, swojej pozycji i nie chce dopuścić innych. Rząd może więc wybierać z kim chce rozmawiać, bo ma tak szerokie spektrum "przedstawicieli" branży, że zawsze kogoś znajdzie. Kogoś, kto da się roztopić w morzu paneli dyskusyjnych, okrągłych stołów, porozumień. W efekcie rząd rzuci kolejne "hektar+", "krowa+", na co miasto patrzy i zastanawia się, czego chcą jeszcze ci protestujący ludzie? Przecież ciągle coś dostają. Ale realnych rozwiązań, zmieniających system handlu produktami rolnymi i środkami produkcji rolnej nie ma.

Diagnoza Jacka Wilka jest słuszna, ale w żaden sposób nie jest odkrywcza. Rolnicy mówią o tym od dawna, ale władza ciągle bardziej woli rzucić kolejne dotacje niż uzdrowić system. Schemat podziału rolników i wygrywania różnic między nimi jest powtarzany od lat, każda władza próbuje niezadowolenie społeczne rozładować przez skierowanie ostrza protestów jednej organizacji przeciw drugiej, przez powołanie kolejnego panelu dyskusyjnego, gdzie rolnicy będą między sobą rozstrzygać, jakie rozwiązania można by wprowadzić, a system jak trwał, tak trwa. Impet protestów roztopi się w jałowych dyskusjach i ścieraniu się różnych projektów.

Rolnictwo w Nowej Zelandii uzdrowiono przez prawie całkowitą jego deregulację, dziś ten kraj jest potęgą w eksporcie żywności, a w Polsce różnej maści ciała doradcze proponują kolejną dawkę regulacji handlu rolnego albo wręcz przejęcia handlu produktami rolnymi przez państwo. 

Najnowsze komentarze

Ostatnie ogłoszenia