W bieżącym tygodniu najczęstszym tematem dyskusji są przede wszystkim ceny skupu wiśni i malin, ale równie często mówi się również o przekazie w mediach publicznych. – Zapasy, nadprodukcja, brak popytu – zdaniem sadowników te hasła nie mają w tym sezonie żadnego związku z rzeczywistością. Przekazy zamiast pomagać rolnikom szkodzą, a to nie powinno mieć miejsca w programie rolniczym emitowanym w telewizji publicznej od lat.

Na forach internetowych, grupach na Facebook-u, czy komentarzach pod internetowymi postami ostatnio rozgorzała wśród sadowników dyskusja o szkodliwości przekazu płynącego z popularnego programu rolniczego. Program ten, jako pierwszy podał w tym roku niezwykle niskie, prognozowane przed rozpoczęciem sezonu, ceny skupu wiśni. Kilka dni temu powielał punkt widzenia przetwórców, mówiąc o zapasach tych owoców. Mówiono też o tym, że przetwórnie nie będą prowadziły skupu wiśni powyżej 2,50 zł/kg, gdyż będzie to nieopłacalne. Nie pojawiło się natomiast nigdzie nawiązanie do słabych plonów spowodowanych niekorzystnymi warunkami pogodowymi w całej Europie, w tym na Węgrzech. 

12 czerwca w tym samym programie nie wprost uderzono w plantatorów malin, mówiąc o astronomicznych cenach tych owoców. Zdanie plantatorów jest zgoła odmienne. Ceny, według nich są ledwie zadowalające, a nad rynkiem krąży widmo importu ukraińskich mrożonek.

Dla sadowników niezrozumiałm jest, że we flagowym rolniczym programie o dużej oglądalności, szerzone są tak szkodliwe dla rolników treści. W jakim celu taki przekaz pojawia się mediach o tak szerokim zasięgu? Zdaniem sadowników chodzi o to, aby przyzwyczajać do niskich cen i punktu widzenia sprzecznego z ich interesem.

W Internecie nie brak innych ciekawostek. Ostatnio głośno było w mediach o producencie czerwonych porzeczek z okolic Kielc. Wiele portali rozpowszechniało dalej informację o nieopłacalności produkcji tych owoców, tegorocznych wyjątkowo niskich cenach i dramacie plantatora. Biorąc pod uwagę informacje, które zostały podane w ramach opisu, warto byłoby w szerszy sposób spojrzeć na ten przekaz.

Chociaż ceny porzeczek od lat pozostawiają wiele do życzenia, a sytuacja producentów do kolorowych nie należy, artykuł wywołał poruszenie przede wszystkim wśród samych producentów porzeczki. Producent przywołany w artykule uprawą porzeczki zajmuje się od 40 lat. Jak podaje, jego plantacja składa się z ponad 2 tysięcy krzaków. Powierzchnia plantacji zajmuje zatem od 0,4 do 0,5 hektara.

Na pierwszy rzut oka można stwierdzić, że rozstaw rzędów nie nadaje się do zbioru mechanicznego. Sam plantator mówi, że zatrudnia do zbioru pracowników. Wspomina też, że posiada kilka odmian, aby rozciągnąć zbiory w czasie. Wniosek jest niemalże oczywisty – jest to plantacja przeznaczona na sprzedaż deserową. Producent zatrudniał pracowników nie do obsługi kombajnu, a do ręcznego zbioru. Owoce raczej przeznaczał na rynki detaliczne do konsumpcji, a nie na przetwórstwo.

Artykuł i materiał video natomiast wspomina o tegorocznej, tragicznie niskiej cenie 0,80 zł/kg, która oferowana jest w przetwórstwie.  Tymczasem za deserową czerwoną porzeczkę można otrzymać dziś od 7 do 9 zł za kilogram. Widać tu wyraźny dysonans pomiędzy faktami, a przekazem materiału.

Warto na zimno przemyśleć każdą „rewelację”, a nie w ciemno ją rozpowszechniać. Jak zauważają niektórzy producenci, nie warto przyczyniać się do „oswajania” z tanizną. Bo przecież stwierdzenie „producent oddaje czerwoną porzeczkę, bo nie opłaca się jej zbierać” z pewnością kreuje taką opinię. 

Najnowsze komentarze

Ostatnie ogłoszenia