Zbyt wcześnie zerwane owoce mogą nie tylko zniechęcić potencjalnych kupców do kolejnych zakupów, ale także wpłynąć na obniżkę cen. Chociaż takie jaskółki pojawiają się co roku, wysokie stawki za pierwsze owoce szczególnie w tym sezonie zachęcają niektórych producentów do przyspieszania zbiorów…  

W tej historii nie ma mowy o solidarności. Ten producent, który sprzeda niedojrzałe owoce, prawdopodobnie osiągnie jednorazowy zysk. Jednak straci cała reszta. Skutkiem jest chociażby spadająca cena śliwki. Winna nie jest tu nadmierna podaż, a przyspieszone zbiory.

Taktyka jest niezwykle prosta. Trzeba zerwać daną odmianę na zielono, zbyt wcześnie – wtedy, kiedy cena jest wysoka, bo na rynku mało jest jeszcze towaru. Niestety, sadownicy, o których mowa wyżej, nie zdają sobie sprawy, że takim działaniem przykładają rękę do obniżki cen, której tak się obawiają. 

Krytycy takiego działania widzą jego bezcelowość. Zwiększając podaż niedojrzałymi śliwkami sadownicy po pierwsze przyczyniają się do spadku ceny, a po drugie działają na swoją niekorzyść. Klient detaliczny kupując niedojrzałe owoce, nie pozna ich bogactwa smaku, nie wróci po nie kolejny raz i tym sposobem zmniejszy się popyt. Kupiec hurtowy kupi mniejszą ilość.

To błędne koło trwa od lat. Co roku na punktach skupu mamy do czynienia z Łutówką rwaną na czerwono. Wydawać by się mogło,  że ocena takiego zachowania jest jednoznaczna. Niestety, jak pokazuje obecna sytuacja z pierwszymi śliwkami, nie dla wszystkich.

Najnowsze komentarze

Ostatnie ogłoszenia