Moje spojrzenie na kryzys w sadownictwie 18 lat wstecz. Czy od tego czasu wiele się zmieniło?

W 2003 roku w czasie Międzynarodowego Seminarium Sadowniczego w Limanowej, jako młody jeszcze producent, miałem okazję wygłosić referat, który wzbudził wtedy spore kontrowersje, a którego fragmenty przytoczę, bo poruszane tematy mimo upływu lat wydają się dalej jak najbardziej aktualne.

,,Nasuwa się wniosek, że niekontrolowana intensyfikacja i powiększanie powierzchni sadów przy nikłej pomocy państwa w organizacji dystrybucji i promocji, powoduje zabójczą konkurencję pomiędzy producentami, pośrednikami i wreszcie pomiędzy eksporterami, którzy konkurują tylko i wyłącznie ceną. A kto na tym traci? Oczywiście my sadownicy.  Przy tak ograniczonym rynku zbytu dalsze zwiększanie produkcji jest w zasadzie dla nas wszystkich działaniem samobójczym. Przy takiej organizacji rynku i takiej ,,żywiołowej” produkcji, pierwsze upadną gospodarstwa nowoczesne, te w które inwestowaliśmy środki własne i państwowe z dopłat do kredytów inwestycyjnych. Ktoś powie, że niesłychanie chłonne rynki krajów poradzieckich mogą rozwiązać nasze problemy, jednak w ostatnich latach nastąpił tam ogromny postęp w produkcji sadowniczej nie bez pomocy naszych rodaków, którzy zachęceni korzystnymi warunkami ekonomicznymi przenoszą produkcję za naszą wschodnią granicę. Gdy przyjmowaliśmy jako samorządowcy, gubernatora jednego z niezbyt odległych obwodów w Rosji, usłyszeliśmy od niego, że dla polskich inwestorów oferuje nieograniczoną ilość ziemi i gwarancje kredytowe na rozwój produkcji i przetwórstwa. Za kilka lat tamten region Europy z importera może stać się wielkim eksporterem owoców. Wróćmy jednak na ,,nasze podwórko”. Każdy z nas co roku modli się by nie wystąpiła kolejna klęska żywiołowa. W ostatnich latach wiosenne przymrozki, susze, gradobicia powodowały duże spustoszenia. Strach pomyśleć co by było, gdyby powtórzyła się zima z przełomu 86/87 roku. Wtedy mieliśmy jeszcze za co odbudowywać nasze sady. Był nawet pozytywny skutek, bo w miejsce starych zacofanych sadów powstały nowe na dobrym, światowym poziomie. Dziś pozostaje tylko modlitwa by taka zima się nie powtórzyła. Nie ma w Polsce systemu ubezpieczeń upraw rolnych i sadowniczych od klęsk żywiołowych. Nasze Państwo woli dokładać corocznie do kredytów klęskowych, niż do systemu ubezpieczeń z prawdziwego zdarzenia. Nie możemy się w żaden sposób zabezpieczyć, gdyż oferowane przez bardzo wąską grupę firm ubezpieczeniowych polisy komercyjne są dla nas zbyt drogie. Na koniec ośmielę się stwierdzić, że wszyscy uczą nas jak coraz lepiej produkować, jakie maszyny kupować, jakie obiekty budować, jakie odmiany sadzić, lecz nikt nie martwi się czy za parę lat będzie jeszcze kto kupować maszyny od wytwórców, środki ochrony od koncernów chemicznych i czy za parę lat nasze sady nie powiększą powierzchni odłogowanych i zalesianych gruntów Unii Europejskiej”.

Minęło 18 lat i… mamy dalej niekontrolowane zwiększenie nasadzeń i intensyfikację przy widocznej nadprodukcji. Nowe nasadzenia są dalej wspierane kredytami i jeszcze dodatkowo funduszami z PROW. Rynek Rosji już dla nas nie istnieje i jeszcze przez wiele lat istniał nie będzie, a jego braku nigdy nie zrekompensują tzw. „nowe rynki”. Na wschód od naszej granicy powstała ogromna ilość nowoczesnych sadów, których produkcja coraz częściej ,,ląduje” na naszym rodzimym rynku. Materiał nasadzeniowy, z którego powstały pochodzi w dużej części z naszego kraju, a duża rzesza naszych doradców mocno wspomaga ,,wschodnie sadownictwo”. Klęski dalej są naszym permanentnym problemem, bo nie wypracowaliśmy wydolnego systemu ubezpieczeń. Dodatkowo uśpił nas na parę lat sławetny PROW 126, który według wielu, w takiej formie w jakiej funkcjonował u nas, zrobił więcej szkody niż pożytku. Dalej została nam modlitwa, by ostrej zimy nie było, gdyż ubezpieczenia od skutków przezimowania, mimo że teoretycznie istnieją, w praktyce zupełnie nie funkcjonują, mimo dopłat Państwa do składek. A na koniec, to co najważniejsze, przygotowanie do sprzedaży, dystrybucja i organizacja rynku oraz tak oczekiwany, realny wpływ na nie sadowników dalej ,,leży”, mimo wpompowania w system ogromnych środków za pośrednictwem wiele lat funkcjonujących programów dochodzenia do uznania. Ze sporej liczby organizacji producentów, które mimo wszystko powstały i funkcjonują, tylko kilkanaście realizuje program operacyjny, z czego dosłownie kilka nauczyło się za jego pomocą kształtować produkcję i dopasowywać ją do potrzeb rynku, realizując inwestycje w gospodarstwach członków.

Trzeba wreszcie dobitnie powiedzieć, że przez 18 lat zrobiliśmy niby tak dużo, a jednak w sumie, tak bardzo niewiele…

Powiązane artykuły