To nie przemysł rządzi rynkiem a brak alternatywy

Polska to dziwny kraj a polskie sadownictwo to ewenement na skalę światową, nigdzie na świecie nie ma tak, aby cena jabłek przemysłowych miała przemożny wpływ na cenę jabłek deserowych. Jest to całkowicie absurdalne sprzężenie, bo czy cena zrębki tartacznej ma wpływ na cenę drewna budowlanego? Ciężko znaleźć jakikolwiek inny rynek, gdzie cena odpadu ma aż taki wpływ na cenę produktu finalnego, czyli jabłka deserowego. Przecież większość sadowników produkuje jabłka deserowe, przynajmniej tak deklaruje. No i tu zaczynają się schody, bo między deklaracjami a stanem faktycznym są duże różnice. Poza tym jest pewna brutalna logika w sprzężeniu między cenami przemysłu a cenami deseru. Najdobitniej ją widać w latach urodzaju, ostatnie dwa sezony z wyraźnym deficytem jabłek deserowych, nie mogą zaburzać perspektywy. Logikę tę zobaczyliśmy wyraźnie w pamiętnym roku 2018, gdy kraj nasz nawiedziła "klęska urodzaju" jabłek.

Zależność między cenami przemysłu a cenami deseru wynika z niewielkiej alternatywy jaką ma polski sadownik. To, co wyprodukował, może sprzedać: na sortownie lub na przemysł. Rynki hurtowe to margines handlu, z popytem na wysublimowany towar oraz "ceną dnia" a nie cenami uzależnionymi od ogólnego balansu między popytem a podażą. Jeśli mamy tylko dwie możliwości sprzedaży własnego produktu, to oczywistym jest, że te dwa kanały będą na siebie oddziaływały. Spadek cen jabłka przemysłowego powoduje automatyczny spadek cen deseru i odwrotnie. Sadownik nie ma alternatywy dla oferty cenowej płynącej z sortowni, co najwyżej może jabłka wysypać na przemysł. O tym, że te dwa kanały konkurują, w zasadzie, o ten sam surowiec, świadczą lata głębokich deficytów jabłek, gdzie przetwórnie (chcąć zapełnić swoje magazyny ZSJ) decydowały się na płacenie bardzo wysokich stawek za owoce, chcąc ściągnąć z rynku jak najwięcej jabłek. Do przetwórstwa trafiały wówczas naprawdę dobre owoce a argumentem rozstrzygającym czy daną partię kupi skup czy sortownia, był termin płatności. Jeśli konkuruje się o ten sam surowiec, to oferowane ceny muszą mieć wzajemne odniesienie, to normalne na rynku.

No tak, jednak sortowni jest wiele i w zasadzie to one powinny konkurować między sobą o jabłka, każda chciałaby zarobić i sprzedać jak najwięcej. Powinny więc windować cenę między sobą, odrywajac ją w ten sposób od ceny przemysłu. Tak by było na zdrowym rynku. Jednak polski rynek jest patologiczny. Tak jak sadownicy nie mają wielkich alternatyw w kanałach zbytu, tak sortownie również poruszają się w wąskich ścianach. Polskim rynkiem wewnętrznym rządzą markety i to ich oferta determinuje ceny jakie oferują sortownie. Abstrahujemy teraz od marży sortowni, to rozważania na inny artykuł. Jednak swoisty oligopol marketów powoduje, że oferty z sortowni jakie do nich płyną, muszą być podobne. Inaczej sortownia wypada z dostawy na dany tydzień i szybko zaczyna rozumieć, że oferta na kolejny tydzień musi być niższa.

Proszę zwrócić uwagę, że najmniej sprzężone z cenami przemysłu są jabłka odmian typowo eksportowych, tu handel ma wiele możliwości i liczba podmiotów zainteresowana zakupem Gali czy Goldena jest większa. Gdy tylko pojawiają się alternatywne kanały zbytu cena natychmiast rośnie. Konkurencja to piękna sprawa. Dopóki nie będzie (a nie wiem czy kiedykolwiek będzie) alternatywnych kanałów zbytu dla standardów marketowych (Szampion, Ligol) to cena tych odmian zawsze będzie związana z ceną przemysłu. Pamiętacie Państwo czasy eksportu do Rosji? Rosja kupowała wówczas te odmiany i opłacalność ich produkcji była zbliżona do opłacalności Gali czy Goldena. Gdy tamten rynek się skończył dla nas, opłacalność produkcji tych odmian uzależniła się od cen przemysłu. Natomiast Gali i Goldena nie. Najdobitniej ujął to węgierski premier Viktor Orban, w wywiadzie dla Frankfurter Allemaigne Zeitung, gdy powiedział, że na rosyjskim embargu najlepiej wyszły niemieckie przetwórnie w Europie Środkowej.

Przeczytaj także: Jabłko przemysłowe - geopolityczny odpad

Powiązane artykuły

Jest popyt na polskie jabłka czy nie?

Niedobór jabłek na holenderskim rynku