Czy warto korzystać z doradztwa?

Śnieg prawie stopniał, temperatury mamy iście wiosenne i choć jeszcze wielu sadowników ma dużo pracy przy cięciu sadu, to wraz ze wzrostem temperatury myśli nasze coraz bardziej wybiegają ku nowemu sezonowi. Równolegle ze startem wegetacji zaczną się zabiegi ochronne w sadach.  Decyzje o tym czy pryskać oraz czym pryskać są bardzo odpowiedzialne. Chociaż sadownicy już dość dobrze rozumieją biologię agrofagów, to dalej ochrona przed parchem czy owocówką stanowi pewną trudność, o czym mogliśmy się przekonać w ubiegłym sezonie, kiedy sporo plam parcha wychodziło na owocach. W podejmowaniu decyzji o zabiegach wspomagają nas profesjonalne firmy doradcze. Jednak ich usługi kosztują a treść komunikatów oraz przede wszystkim niezależność, budzą wątpliwości co niektórych producentów. Czy rzeczywiście warto korzystać z doradztwa? Czy to się opłaci?

Najpierw oddzielmy dwie formy doradztwa: to właściwe oraz doradztwo prowadzone przez firmy handlowe. To drugie nie jest złe, często sporo tańsze. Jednak jego wadą jest wąskie spektrum rozwiązań polecanych w komunikatach, ponieważ ogranicza się tylko do produktów sprzedawanych przez dystrybutora. Oczywiście mając tego świadomość możemy wyciągnąć meritum z komunikatu dystrybutora i podjąć decyzję o zabiegu innym, aczkolwiek równie odpowiednim środkiem, niż polecany. Dochodzi też wątpliwość co do ilości zabiegów sugerowanych w komunikatach: czy na pewno tyle trzeba pryskać? Czy zagrożenie jest aż tak duże? Czy też może dystrybutor zachęca nas do zabiegu, aby zwiększyć swoją sprzedaż? Niestety, na to pytanie nie znajdziemy odpowiedzi. Wadą tych komunikatów jest również ich lakoniczność. Zawierają one opis zagrożenia i sposób przeciwdziałania. Dla znacznej części najbardziej świadomych producentów jest to zbyt mało, oni chcą pogłębionej analizy zagrożenia, opisu biologii, mechanizmów działania agrofagów itd.

Natomiast doradztwo właściwe prowadzone jest przez wyspecjalizowane podmioty świadczące takie usługi i nie oferujące sprzedaży środków ochrony czy nawozów. Tutaj komunikaty są znacznie bardziej rozbudowane, często opisy zjawisk i zagrożeń to kilka stron A4 drobnego druku, opatrzone dużą ilością dobrych jakościowo zdjęć. Czasem wręcz tekst opatrzony jest przypisami do wyników badań naukowych nad danym problemem lub publikacji, w których możemy zgłębić temat. Oczywiście nie każdy komunikat tak wygląda, lecz kluczowe zjawiska (jak przymrozki) są zwykle opisywane w ten sposób. Poza tym firmy doradcze przesyłają informacje nie tylko dotyczące zabiegów chemicznej ochrony, ale także całościowej produkcji: wskazówki przygotowania gleby pod sad, doboru materiału, techniki cięcia, itp. Niektóre z podmiotów doradczych prowadzą również testy różnych rozwiązań, środków i ich wyniki rozsyłają subskrybentom.

Ogromnym plusem korzystania z doradztwa jest dostęp do systemów wspomagania decyzji, czyli komputerowych modeli chorobowych oraz zagrożenia ze strony szkodników. Często jest to dla sadowników najistotniejszy składnik oferty podmiotu doradczego: bliskość stacji meteo oraz ilość i marka oferowanych modeli chorobowych.

Jeśli chodzi o koszty korzystania z doradztwa to wahają się one od kilkuset do tysiąca kilkuset złotych. W skali wydatków na ochronę sadu nie są to wielkie kwoty. Natomiast oferta doradztwa od dystrybutorów dla stałych klientów często jest gratisowa. 

No i ostatnia, ale nie mniej ważna kwestia – niezależność.  Temat często podejmowany przez sadowników, którzy obawiają się, że doradca poleca takie bądź inne rozwiązanie, ponieważ został zachęcony przez jego producenta bądź dystrybutora. O ile w komunikatach firm handlowych sprawa jest klarowna, tam promowane są tylko rozwiązania, na których firma zarabia, o tyle w przypadku firm stricte doradczych sadownicy mają wątpliwości. Nie budzą wątpliwości komunikaty doradcze, w których padają sformułowania, np.: „Polecamy zastosowanie środka opartego na substancji XYZ”.  Wtedy sadownik może sięgnąć po dowolny produkt z tą substancją, lecz jeśli w komunikacie pada: "Sugerujemy zastosowanie środka ABC", to może to budzić nieufność.  Oczywiście jeśli dany środek jest jedynym zawierającym daną substancję to nie ma o czym mówić, ale jeśli tę substancję zawiera kilka produktów? Dlaczego doradca wskazał akurat ten? Czy w naszym interesie? Czy może w interesie dystrybutora środka? Niektórzy doradcy, chcąc rozwiać wątpliwości sadowników, wprost piszą dlaczego ten a nie inny środek polecają. Często doradcy również opisują plusy i minusy różnych środków, pozostawiając decycję o ich wyborze sadownikowi. W jakiś sposób to uwiarygadnia ich propozycje ochrony i zmniejsza obawy sadowników. Oczywiście pewnych wątpliwości nie da się rozstrzygnąć, lecz czy naprawdę trzeba jest roztrzygać? Szkodniki i choroby musimy zwalczyć, musimy więc wybrać takie bądź inne rozwiązanie. Czy naprawdę ma to takie znaczenie jeśli rozwiązania są podobne kosztowo? Gdyby sugerowane decyzje nie sprawdzały się, to przecież sadownicy by masowo rezygnowali z tych uług, a jednak podmioty doradcze funkcjonują już kilka lat i mają się całkiem dobrze. Sceptycy wysuną zaraz argument, że funkcjonują właśnie dzięki "sponsorom". Nie jesteśmy w stanie autorytatywnie rozstrzygnąć dylematu niezależności doradców. Niech każdy dokona własnej oceny i podejmie decyzję. W skali wielkości nakładów na produkcję jakie ponosimy w ciągu roku, kwoty przeznaczane na doradztwo nie są wielkie. Jeśli natomiast nasza produkcja ma naprawdę zdobywać światowe rynki i jabłko w klasie extra ma dopływać do Indii, Wietnamu czy Tajwanu, to produkcja takich owoców bez wsparcia merytorycznego jest po prostu szalenie trudna.

Powiązane artykuły