O azocie mówi się jako o jednym z najważniejszych czynników plonotwórczych. Chociaż na początku wegetacji jabłonie korzystają w głównej mierze z azotu zmagazynowanego w poprzednim sezonie, nie można zapomnieć o jego doglebowym podaniu. Jaką formę wybrać? Jaka pozwoli na najszybsze przyswojenie, a jaka będzie najefektywniejsza? Chociaż z nawożeniem trzeba jeszcze poczekać, wielu sadowników zaopatruje się w nawozy zawczasu.  Warto więc dobrze przemyśleć swój wybór. Wskazówki podsuwa specjalista ds. sadownictwa Timac Agro, Pan Mateusz Nowacki.

Nawożenie jest jednym z najważniejszych czynników plonotwórczych roślin, a jednocześnie zabiegiem dosyć kosztochłonnym. Dlatego też nawozy muszą być stosowane umiejętnie. Aplikacja  nawozów w potrzebnej ilości, we właściwym czasie i w odpowiedni sposób, powinna zapewnić ich dobre wykorzystanie przez rośliny, co decyduje o wysokiej efektywności i opłacalności nawożenia. Ze składników pokarmowych najbardziej mobilny w glebie jest właśnie azot. Podlega on ciągłym przemianom i jednocześnie narażony jest na ogromne straty. W czasie deszczowej jesieni oraz wilgotnej ciepłej zimy z częstymi odwilżami, znaczna część tego składnika może zostać wymyta w głąb profilu glebowego i utracona. Dzieje się tak, gdyż w okresie tym ilość opadów przeważa nad parowaniem. Woda przemieszcza się swobodnie w głąb profilu, zabierając ze sobą do wód podziemnych (i dalej) część składników pokarmowych. Dla sadownika ma to konkretny wymiar finansowy (średnio strata 1 kg składnika kosztuje dziś rolnika ponad 4 zł). Można więc łatwo policzyć, że przy dawce azotu równej 80 kg N/ha (potrzebnej do wyprodukowania 80 ton jabłek z ha) i jego wykorzystaniu na poziomie 50% (średnie wartości w polskim rolnictwie), z 1 ha sadu tracimy aż 40 kg N/ha czyli ok. 160 zł.

Jak zauważa Pan Nowacki, chociaż jabłonie magazynują azot i we wczesnych fazach wegetacji korzystają głównie ze składników pokarmowych zmagazynowanych w roku poprzednim, nie jest to ilość wystarczająca, aby móc zrezygnować z nawożenia doglebowego. – Poza tym, warto też zwrócić uwagę na warunki atmosferyczne panujące w końcówce roku 2017, kiedy mieliśmy rekordową ilość opadów atmosferycznych. Mogło to wpłynąć na wypłukanie tego składnika. Azot jest głównym element budulcowym białek, z których składają się wszystkie tkanki. Roślina cierpiąca na jego niedobory spowalnia rozwój, kwitnie mniej obficie, zawiązane owoce są mniejsze i dojrzewają szybciej, w efekcie plony są niższe i gorszej jakości. Azot uważany jest za kluczowy czynnik plonotwórczy i powinniśmy go podać przed kwietniem, tak żeby wspomóc roślinę. Jeśli podamy pierwszą dawkę dopiero po kwitnieniu, to składniki będą gotowe do pobrania dopiero w późniejszym okresie wegetacji, a wtedy może być już za późno. Zwróćmy uwagę, że największy przyrost masy zawiązka następuje zaraz po kwitnieniu – mówi specjalista.

Przede wszystkim musimy pamiętać o tym, że aby roślina mogła pobrać składniki pokarmowe z gleby, musi się ona ogrzać do temperatury 12–15 st. C. –  Azot musimy podać wcześnie, aby miał on czas na dotarcie do systemu korzeniowego. Nie można ustalić z góry dokładnego terminu wysiewania, ze względu na nieprzewidywalność warunków pogodowych. Przyjmijmy, że w okolicach weekendu majowego mamy pełnię kwitnienia (tak jest najczęściej). Uważam, ze pierwszą dawkę azotu, w postaci nawozów wieloskładnikowych, powinniśmy podać na przełomie pękania pąków/zielonego pąka. Nie możemy jednak opóźniać podania azotu, ze względu chociażby na wilgotność gleby. Jeśli nie podamy dawki azotu przed kwitnieniem, a będziemy chcieli zrobić to jednorazowo po kwitnieniu, to musimy mieć świadomość, że w tym okresie wilgotność gleby jest zdecydowanie mniejsza niż wiosną, co może utrudnić pobranie azotu przez roślinę. Przemiany azotu będą trwały dużej i roślina będzie musiała dłużej czekać na możliwość pobrania tego składnika – wyjaśnia Pan Nowacki. 

Jeśli chodzi o najszybciej dostępną dla roślin formę azotu, to jest nią forma saletrzana, która występuje między innymi w saletrze amonowej oraz saletrze wapniowej. –  Trzeba jednak zwrócić uwagę, że jest to forma na uzupełnienie, a nie podanie dużej ilości na raz, ponieważ działa szybko, ale krótko. Na start polecam nawozy wieloskładnikowe o wysłużonym działaniu, chociażby Sulfammo 23 N-Process. W naszym nawozie posiadamy dwie formy: amidową i amonową. Forma amonowa wykorzystywana jest szybciej – „na start”, natomiast forma amidowa zamknięta jest w siateczce organiczno-wapiennej, i dopiero pod wpływem wilgoci przekształca się ona stopniowo w formę amonową, dzięki czemu dla rośliny dostępna jest w dłuższej perspektywie czasowej – wyjaśnia Pan Nowacki. Wydłużamy dzięki temu czas dostępności azotu dla rośliny. Dodatkowo dzięki siateczce organiczno-wapiennej zapobiegamy stratom azotu.

Najdłużej rozkłada się forma mocznikowa. Tutaj forma amidowa musi się przekształcić w formę amonową, która jest bardziej mobilna. W niskich temperaturach gleby forma mocznikowa działa wolno, musi więc być zastosowana odpowiednio wcześniej. – Niestety, przy wyborze formy mocznikowej trzeba być świadomym, że podczas przekształcania w formę amonową następują ogromne starty azotu, zwłaszcza na stanowiskach o pH powyżej 6,5, na glebach świeżo zwapnowanych oraz gdy jest sucho, i w warunkach wyższych temperatur. Z tego powodu odchodzi się od wiosennego nawożenia mocznikiem. Także przy stosowaniu popularnego saletrzaku, gdzie forma amidowa i amonowa występuje w proporcjach pół na pół, dochodzi do start – wyjaśnia Pan Nowacki. – Jeśli chodzi o formę saletrzaną, proponowałbym podać ją tuż przed kwitnieniem, jeśli chcemy zastosować to w jednej dawce, ale podkreśla, że jego zdaniem lepszym wyborem jest podawanie mniejszych dawek, a częściej. – Radziłbym nawożenie azotem podzielić na 2,3-krotne zabiegi, w zależności od stosowanych nawozów.

– Przyjmuje się, że cały plan nawożenia azotem powinien opierać się na plonowaniu. Szacuje się, że na jedną tonę plonu powinniśmy podać jeden kilogram czystego azotu. Jeśli plon przewidujemy na poziomie 80 ton, to powinniśmy dostarczyć 80 kg czystego składnika. Oczywiście, trzeba zwrócić uwagę na uwarunkowania glebowe. Gleby przepuszczalne potrzebują więcej azotu, a gleby cięższe z dużą zawartością próchnicy będą potrzebowały go mniej.  No i najważniejsza sprawa - forma w jakiej ten azot podamy. Trzeba ją koniecznie dostosować do czasu i warunków pogodowych panujących w danym momencie. Możemy oczywiście skorzystać z produktów bardziej uniwersalnych. Wybór jest duży, ja polecam nasze produkty – jedyne dostępne na rynku nawozy granulowane do posypowego stosowania z biostymulacją! Zawierają kompleks z substancjami biostymulującymi N-process, który zawiera też system chroniący azot przed nadmiernymi stratami w glebie – podsumowuje na zakończenie Pan Nowacki.