Wpływ prognoz zbiorów na ceny owoców

GUS orzekł – będzie 3,6 mln ton jabłek. Artykuły o publikacji prognoz GUS-u obiegły internet i rozgorzała krytyka ze strony sadowników. Prawie wszyscy jęczą, że takie publikacje szkodzą rynkowi i są przyczynkiem do niskich cen. Według tego modelu myślenia najlepiej by było ogłosić, że będzie może 1 mln ton, no może 1,5 mln. Abstrahujmy na chwilę od metodologii GUS i innych wieszczów oraz wiarygodności tych wyników. Pomyślmy przez chwilę czy podawanie przewidywań zbiorów może mieć aż taki wpływ na rynek jak sądzi to wielkie grono komentujących. Oczywiście absolutnie nie.

Latem 2020 GUS rzucił w eter liczbę 3,2 mln ton. Oczywiście też nie wiemy, czy była ona wiarygodna czy nie. Sezon handlowy zaczął się wysokimi cenami. Można było naprawdę dochodowo sprzedać owoce większości odmian. Do połowy zimy ceny były wysokie, później zaczęły stopniowo spadać, aż sięgnęły dna na koniec sezonu. Wielu sadownikom wręcz nie udało się sprzedać owoców jako jabłka deserowe. Skoro od początku sezonu wiedzieliśmy, ile jest jabłek, to dlaczego ceny aż tak się wahały? Odpowiedź: bo rzucanie liczbami nie ma wielkiego przełożenia na rynek. Ceny są kształtowane przez aktualną podaż i popyt a nie przez wiedzę o potencjalnych zapasach. Ktoś, kto chce kupić jabłka, to chce je kupić tu i teraz, najdalej za tydzień. Jego interesuje podaż w danym tygodniu a nie w całym sezonie. Liczy się ilość jabłek dostępna aktualnie a nie potencjalnie w sezonie.

Przeprowadźmy intelektualny eksperyment: mamy 5 mln ton jabłek, każdy sadownik ma wystarczająco skrzyń i chłodni, aby pomieścić swoje zbiory, każdy ma kasę z poprzedniego sezonu i nie jest na finansowym "musiku", wszyscy zamykają cały zbiór w chłodniach. Cena jabłka w Europie wynosi 4 zł/kg DAP Polska. Jaka będzie wówczas cena na polskie jabłko? Mimo gigantycznych zbiorów będzie bardzo wysoka. Markety chcą mieć owoce na półce, ludzie jeść jabłka będą, więc cena będzie wysoka. Dlaczego? Bo skoro nikt nie chce sprzedawać to następuje przewaga popytu nad podażą i cena rośnie. Niezależnie od tego, ile jabłek jest w chłodniach, to cena będzie wysoka, bo o cenie decyduje relacja popytu do podaży tu i teraz a nie ogólnie w sezonie! Cena załamie się dopiero gdy wszyscy zaczną otwierać chłodnie i podaż zacznie przewyższać aktualny popyt (jak wiosną 2021). Mimo 5 mln, to jeśli podawalibyśmy na rynek ilości nie przekraczające aktualnego popytu, udałoby się utrzymać dobrą cenę do końca sezonu. Oczywiście przy 5 mln ton pewnie sporo jabłek zostałoby w chłodniach i zasiliło przetwórnie latem, ale to już inna kwestia. No i odwrotna sytuacja – zbieramy 2 mln ton, lecz wszyscy sadownicy sprzedają towar prosto z drzewa. Jakie byłby efekt? Mimo katastrofalnie niskich zbiorów ceny by się załamały. Ponieważ nasze zdolności handlowe nie pozwalają nam na upłynnienie takiej ilości owoców, w tak krótkim czasie.

Dla cen jabłek nie ma znaczenia ogólna produkcja oraz jej podaż, ale relacja podaży do popytu w danej chwili. Przecież gdyby było odwrotnie to cena byłaby praktycznie stała przez cały sezon. Wszyscy uczestnicy rynku znają wyniki "badań" GUS-u przed startem sezonu i na tej podstawie mogliby ustalić relację między podażą o popytem i cenę równowagi dla tej relacji. Ale tak nie jest! Ceny w sezonie się przecież zmieniają! Liczy się tu i teraz a nie bilans popytu i podaży w ciągu 12 miesięcy. Liczy się to ile w danym tygodniu upłynniamy z naszych zapasów, ile owoców kupują markety i ile wyeksportujemy. Te czynniki wpływają na cenę w danej chwili a nie ilość jabłek jakie zebraliśmy.

O cenie decydujmy my – producenci, poprzez tempo upłynniania swoich zapasów. Nie GUS swoim wróżbiarstwem.

Powiązane artykuły

Przyspieszenie

Niemcy: Niższe zbiory jabłek i śliwek

X

Publish the Menu module to "offcanvas" position. Here you can publish other modules as well.
Learn More.