Słowa, słowa, słowa...

Ceny większości odmian jabłek deserowych w tym momencie wynoszą od 70 do 80 groszy, ile sadownik otrzymał za jabłka sprzedawane w francuskiej sieci supermarketów po 99 groszy? Zapewne jeszcze mniej… Niestety oprócz pełnych goryczy komentarzy samych sadowników, cisza... Nikt szczególnie się tym nie przejmuje, przecież nadprodukcja, rekordowe plony, zła jakość itp. Wszyscy dobrze znamy powody, od początku sezonu powtarzane jak mantra przez handlowców i eksporterów. A co z szumnymi zapowiedziami o zapobieganiu łobuzerce w handlu jabłkami? I konsekwencjach działań na szkodę sadowników? „Gala Must po 0,99PLN w grójeckim Inter Marche. Drodzy Związkowcy, wystarczy by zareagować, czy czekamy jak cena spadnie jeszcze niżej?” – pyta doradca Robert Sas, który przytacza słowa wypowiedziane przez Prezesa Związku Sadowników RP, Mirosława Maliszewskiego podczas pikiety pod Biedronką:

„My będziemy analizować ceny na półce sklepowej i jeżeli będziemy widzieli, że dany dostawca, nawet nasz kolega, nawet polski sadownik, zgodzi się na tak haniebne warunki i zobaczymy jego jabłka na półce sklepowej, które będą kosztowały karygodnie niskie pieniądze to i wobec nich też skierujemy swoje działania. Chcę, żeby wszyscy mieli tego świadomość. Nie ważne będzie czy to jest nasz kolega, znajomy, firma, grupa, której któryś z nas jest udziałowcem. Takiej łobuzerce w handlu jabłkami trzeba zapobiec i trzeba więcej odwagi w tym zakresie”.

Może właśnie dlatego sadownicy niechętnie biorą udział w podobnych pikietach i protestach, skoro wiedzą, że to tylko puste słowa, słowa bez pokrycia…  

 fot. screenshot IPSAD/ Facebook

Powiązane artykuły

Lewica domaga się uruchomienia interwencyjnego skupu jabłek

Załamanie na rynku jabłek przemysłowych i deserowych

Bolonia vs. Bronisze – nie tylko wyższe ceny...

X