Wszystko idzie w dobrym kierunku

Jeszcze nie tak dawno apelowałem o opamiętanie i w tekście "Mniej emocji, więcej rozsądku" przekonywałem, aby ludzie przestali rzucać na rynek kolejne partie owoców. Nie ma i nie było podstaw do tak niskich cen owoców. Żadne znaki na niebie i ziemi nie wskazują, że trzeba tanio sprzedawać. Nawet przedstawicielka dużej grupy producentów mówiła o zainteresowaniu polskimi owocami (Wysoki popyt na polskie jabłka) przez zagranicznych odbiorców, nasz rynek nie jest też zalewany przez tańszy produkt zagraniczny (ciekawe skąd niby miałby przyjechać?), więc jedynym powodem aktualnych cen jest granie na emocjach sadowników przez handlarzy, którym darmowe jabłko po prostu bardzo ładnie pachnie. Ku uciesze pośredników producenci ulegają tym emocjom i "trzeba sprzedawać". Od początku września było mi żal sadowników rozgrywanych przez firmy handlowe, uważałem, że jest to nie fair. Jednak dziś dochodzę do wniosku, że nie tylko tak musi być, ale też jest to dobre dla nas, dla profesjonalnych producentów, którzy chcieliby związać swoją przyszłość z sadownictwem.

Niektórzy nawoływali do ograniczenia produkcji, do wyrywania, do dopłat za karczowanie, itd. To wszystko jest nierealne. Jedynym realnym sposobem poradzenia sobie z ludźmi oderwanymi od realiów jest wolny rynek. On zweryfikuje wszystkie decyzje i wybory. Ludzie sprzedający jabłka za 0,7 zł/kg wypadają z rynku. W naszym kraju szaleją podwyżki, drożeje wszystko a patrząc na skalę dodruku pieniądza to dopiero początek podwyżek. Do tego dochodzą podwyżki systemowe, jak te dla pracowników, które nie mają związku z inflacją czy radosną twórczością rodzimych polityków, ale są efektem siły ssącej gospodarki. Skala wzrostów cen nawozów jest oszałamiająca, czas oczekiwania na dostawy liczony jest w miesiącach a najwięksi ich dostawcy nie przyjmują zamówień, bo nie wiedzą w jakiej cenie będą mogli je oferowali za kilka miesięcy. Plotka głosi, że czekają nas kolejne podwyżki cen środków ochrony roślin. Olej napędowy drożeje z dnia na dzień i nikt nie wie, gdzie jest górna granica tych podwyżek. Drożeje wszystko, co jest potrzebne do produkcji owoców, od ludzkiej pracy po skrzyniopalety, o prądzie już nie wspominając. Dlatego śmiem twierdzić, że duża część producentów, którzy dziś sprzedają jabłka za grosze, nie będzie w stanie uruchomić produkcji w następnym sezonie. Aby być precyzyjnym, oni zaczną sezon, lecz będą musieli prowadzić bardzo oszczędną ochronę, będzie im brakowało na cięcie letnie czy retardanty wzrostu. Nie, nie upadną w jeden sezon. To będzie trwało jeszcze dwa, trzy lata, może nawet pięć, ale sprzedając dziś jabłka za grosze już weszli na tę równie pochyłą, bez dopływu kapitału z zewnątrz albo decyzji o silnej restrukturyzacji ich los jest przesądzony. Najśmieszniejsze jest to, że to właśnie ta część producentów jest najwierniejszym dostawcą jabłek dla pośredników, to z nich żyją te sortownie. Ich właściciele, zażynając dostawców, zażynają swoją przyszłość. Wątpię, aby ktoś, kto dziś sam eksportuje jabłka albo chociaż wstawia je na market, nagle za 3-5 lat, przerzucił się na współpracę z sortowniami. Taki sezon lub nawet dwa byłyby katharsis dla naszej branży. Ja nie wierzę, że jakaś duża grupa sadowników wypadnie całkowicie z rynku, bo przecież wiadomo, że sadownik to krwi sobie upuści, ale traktor zatankuje, aby opryskać, jednak co raz mniejsze środki na rozpoczęcie sezonu, co raz droższa praca i brak dostępu do siły roboczej sprawią, że rynek się rozłamie całkowicie. Będzie garść dość silnych, dobrze prosperujących gospodarstw oraz rzesza producentów, dostarczających na sortownie towar bardzo słaby, niedopryskany i niewybarwiony. Ci drudzy długo będą tak żyć. Będą mieć drugą pracę gdzieś na etacie, z doskoku doglądać sadu. Przecież każdy wie, że tak produkować dobrego towaru się nie da, więc będą produkować byle co. Sortownie będą narzekać na wysoki udział przemysłu i brak jakości dla dalekich wysyłek.

Na rynku prawdziwego deseru przetrwają ci sadownicy, którzy mają łeb na karku i nie dają się ponieść emocjom jak licealistki. Jakie jest realne uzasadnienie sprzedawania Red Jonaprince'a + 70 mm, na sortowanie, za 80 groszy, kiedy zagraniczna obieralnia płaci 70 groszy od 65 mm? No przecież to się kupy nie trzyma. Chociaż może nie, może jedyne czego ta cena się trzyma, to właśnie kupa, bo koło logiki to nawet nie stało, nie wspominając o jej trzymaniu.

Powiązane artykuły

Rewolucja w sadownictwie. Nowe trendy konsumenckie, cz. I

Polskie jabłka nadal najtańsze w UE...

Handel drugą klasą jabłek – Holandia vs. Polska

X