Stan naszych sadów

Z racji dużej ilości wyjazdów po sadowniczych rejonach oraz sporej liczby rozmów z sadownikami, chcę się z Państwem podzielić osobistymi wrażeniami ze stanu naszych sadów jabłoniowych. Mówiąc krótko: jest słabo.

Generalnie na drzewach jest sporo owoców, choć miejscami bywają kwatery pozbawione ich w ogóle przez wiosenne przymrozki. W sporej części sadów są owoce uszkodzone przez przymrozki, zarówno obrączki jak i siatki szpecą tam jabłka. Ordzawienia są również następstwem powszechnego używania węglanu potasu i cieczy kalifornijskiej, w skali dawno u nas niewidzianej. Jest pewna liczba sadów zniszczona przez grad, jednak nie odbiega to jakoś statystycznie od innych lat. Natomiast bardzo, bardzo in minus od średniej odbiega stan sanitarny naszych sadów oraz generalnie agrotechnika. Pewna część sadów była nie obcięta od zimy i tak została do teraz. Całkiem pokaźna ilość sadów była cięta po macoszemu, przy jak najniższych kosztach, z wykorzystaniem niewykwalifikowanej kadry, nieumiejętnie, wbrew sztuce. W efekcie czego jest problem z doświetleniem owoców i drzew, przewiewnością oraz konkurencją o wapń ze strony wilków. W bardzo wielu sadach są oszczędności na koszeniu międzyrzędzi i zwalczaniu chwastów, jednak mniemam, że ten rodzaj zaniechań, będzie miał najmniejszy wpływ na drzewa, owoce i ich jakość. Natomiast już dużo większe znaczenie będą miały choroby owoców i drzew.

ordzawienia

Parch okazał się dość trudnym przeciwnikiem w tym sezonie i nawet przy dość ścisłej ochronie w sadach, można teraz znaleźć ślady tego grzyba na owocach czy liściach. Jednakże była ogromna ilość sadów, w których ochrona była prowadzona w sposób bardzo oszczędny, przy dużej minimalizacji zabiegów i użyciu mniej skutecznych preparatów, ale za to tańszych. Efekty tego są naprawdę tragiczne. Widziałem sady gdzie połowa liści jest pokryta plamami parcha, podobnie wyglądają owoce. Szkody, na jakości owoców, wyrządzone przez patogen, są olbrzymie. Nie sądzę też aby to był ich koniec i zniszczenia powodowane przez parcha wtórnego jeszcze się pogłębią. Wśród chorób należy też wspomnieć o nekrotycznej plamistości liści na Goldenie głównie. Choroba ta dała o sobie znać w tym sezonie dość silnie, tym bardziej, że wycofano mankozeb jako substancję aktywną a był to bardzo tani i efektywny sposób jej ograniczania. Pozostałe, dość skuteczne preparaty, dostępne w ochronie należą raczej do tych droższych i jako takie nie były chętnie używane przez sadowników. W okresie letnim, po ustaniu wysiewów pierwotnych Venturia inaeaqualis, olbrzymia część sadowników zaniechała jakiejkolwiek ochrony fungicydowej na jabłoniach. Natomiast w tym czasie dochodziło do bardzo częstych infekcji ze strony grzyba Neonectria, który powoduje raka jabłoni. Efekty ograniczeń zabiegów będziemy raczej widzieli w następnym sezonie, ale patrząc na ilość infekcji, a przede wszystkim na całkowite zaniechanie opryskiwań drzew, możemy się spodziewać silnych, negatywnych tego następstw.

parch.jpg

Wśród szkodników największe straty spowodowały mszyce, szczególnie gatunek jabłoniowo-babkowy. Widać wiele gron niewyrośniętych owoców i poskręcanych pędów. Jednakże straty te nie będą tak duże jak po parchu. O dziwo układ pogody nie dał pola do popisu dla pierwszego pokolenia owocówki jabłkóweczki. Osobiście sądziłem, że gatunek ten będzie gwoździem do trumny wielu zaniedbanych sadów, ponieważ w sprzyjających okolicznościach może on porazić nawet do 90% owoców w sadzie (dwa pokolenia). Jednak tak się nie stało i chyba już nie stanie, choć przed nami jeszcze drugie jego pokolenie. Natomiast doniesienia ze sklepów wskazywały, że Coragen był jednym z tych preparatów, z którego sadownicy rezygnowali najczęściej. Nie widać tragicznych następstw ograniczenia wiosennego nawożenia. Być może na efekty redukcji użycia nawozów trzeba będzie trochę poczekać, bo jednak drzewa owocowe to uprawy wieloletnie, aczkolwiek nie można dziś definitywnie wskazać, że liczba owoców w sadach nawożonych jest wyższa niż w sadach nienawożonych. Ciut inaczej może wyglądać sytuacja z nawożeniem dolistnym wapniem, bo to również zostało silnie ograniczone a jego efekty będą widoczne już jesienią.

mszyca 1

Podsumowując: możemy się spodziewać znacznego wzrostu procentowego udziału jabłek przemysłowych w ogólnej masie tych owoców. Również jakość jabłek deserowych będzie pozostawała wiele do życzenia i jeszcze trudniej będzie o dobry towar na wymagające rynki. Nie wiemy jak potoczy się układ pogody przed samymi zbiorami, lecz mamy duży potencjał do pojawienia się strat przechowalniczych (gorzka zgnilizna, parch przechowalniczy, gorzka plamistość podskórna), jeśli tylko trafią się spore opady we wrześniu, to będzie ciężko o dobre owoce z chłodni. Oczywiście moja ocena jest bardzo subiektywna i dość mocno generalizuję. Widziałem też sady pozbawione tych problemów, gdzie nikt nie oszczędzał i nie oszczędza na kolejnych zabiegach, lecz udział takich gospodarstw jest relatywnie mały w porównaniu z latami ubiegłymi. Ograniczenia w nawożeniu i w ochronie mogą się dość mocno odbić na potencjale owocowania w kolejnym sezonie.

Powiązane artykuły

Sadownicy polują

X