W markecie po 8, u sadownika po 1,40 zł/kg

Spadła cena śliwek. Lamenty w internecie. W sklepach 5-8 złotych a w skupach 1,4-2 zł/kg. Gdy od dłuższego czasu powtarzam, że sadownicy muszą wreszcie przestać skupiać całe swoje siły na produkcji a zacząć więcej interesować się handlem swoim towarem, to jestem wyszydzany i wyśmiewany. Wszyscy powtarzają w kółko, że rolnik to jest od produkowania a handlarz od handlowania. No to właśnie mamy efekty takiego układu.

Nasze środowisko jest całkowicie oderwane od realiów handlu, nikt z sadowników nie wie po ile markety czy importerzy płacą za śliwki, jaka jest realna cena tego towaru na rynku i czy spadki cen skupu są odbiciem realnych ruchów rynkowych czy też "widzi mi się" pośredników. Zresztą dotyczy to nie tylko śliwek, także innych owoców. Stworzyliśmy sobie system, w którym producent jest uzależniony od sprzedaży przez pośredników. W zasadzie to cena tej śliwki może spaść nawet do 1 zł/kg a i tak ludzie będą dostarczać pośrednikom towar, bo co innego mają zrobić? Jaką mają inną alternatywę? Nie zbierać. Dlaczego sami godzimy się na system, w którym jesteśmy tylko parobkami w czyimś folwarku? Jaki jest problem z olaniem tych pośredników i samodzielną sprzedażą swoich śliwek czy innych owoców, do sklepów lub hurtowni? To jest jak syndrom sztokholmski u sadowników. Czujemy się ofiarami (abstrahując od tego czy naprawdę nimi jesteśmy), ale jednak nie chcemy się uwolnić od tych swoich "oprawców". Rozumiem, że ktoś, kto ma wsadzone 35 arów śliwek za domem, nie ma zamiaru szukać jakiegoś poważnego klienta na swój towar, ale jeśli ktoś zbiory śliwek liczy w dziesiątkach albo setkach ton, to jeśli czuje się zawiedziony współpracą z pośrednikami, czuje się przez nich wyzyskiwany, to dlaczego nie spróbuje ich omijać w tym łańcuchu dostaw? Czytam te utyskiwania w internecie, celne i mniej trafne komentarze, jednak nikt realnych działań nie chce podjąć. Wszyscy narzekają, ale nic a nic nie próbują zmienić w swojej sytuacji. Nie wiem dlaczego cena śliwek spadła w skupie. Może jest to rzeczywiście tak duża presja podaży na rynku a może jednak chciwość pośredników? Żeby się tego dowiedzieć, to trzeba spytać tego Lidla czy Dino, po ile oni płacą pośrednikom za te owoce. Co stoi na przeszkodzie aby to zrobić? Dlaczego tak wiele sadownicy są gotowi zainwestować w produkcję, ale gdy przychodzi do sprzedaży owoców swojej pracy, to są gotowi przyjąć byle jaką ofertę? Jak ktoś wybierał traktor do gospodarstwa, to odwiedził 20 dealerów, przeczytał setki broszur, zasięgnął kilkudziesięciu opinii w internecie i u sąsiadów, ale jak przychodzi do sprzedaży produkt swojej całorocznej pracy, od czego zależy pomyślność jego samego i jego rodziny, to jest gotowy zaakceptować pierwszą lepszą ofertę od pośrednika, która – o dziwo – nie różni się zbyt bardzo od ceny na innym skupie. Naprawdę, traktor jest ważniejszy niż cena za jaką sprzedaje się własną produkcję? No właśnie mam wrażenie, że w całym tym naszym sadownictwie, to ważniejsze jest absolutnie wszystko niż handel owocami. W internecie, na spotkaniach towarzyskich, to można się nasłuchać o przewagach jednych opryskiwaczy nad drugimi, o takich bądź innych rozwiązaniach w traktorach, o sposobach budowy konstrukcji wspierających. Sadownik jest ekspertem od wszystkiego i wcale nie piszę tego z ironią! Wiedza techniczna znacznej części naszych kolegów po fachu jest imponująca. Jak rozmawiam z sadownikami w Zachodu, to bardzo często, oni nie mają połowy naszej wiedzy. Jednak mają jedną, gigantyczną przewagę nad nami: wiedzę o rynku. Sadownik z Holandii orientuje się jaka jest cena, po której markety kupują owoce, jaka jest cena na rynkach sąsiednich, bardzo często oni nawet znają cenę owoców w Polsce! Gdy dziś pytasz przeciętnego sadownika po ile pojechał na market jego Piros, którego właśnie oddał na sortowanie, to na 90% nie będzie tego wiedział. Tak bardzo przykładamy się do produkcji, tak wiele sił i pieniędzy inwestujemy w nasze sady, ale z taką łatwością odpuszczamy sprzedaż. W ogóle handel owocami sadowników nie interesuje. Tak jak w PRL zdawało się produkty rolne na rampie GS-u, tak teraz też sadownicy "zdają" towar. Cena transakcji nie jest negocjowana, żaden sadownik nie wie z czego ona wynika, po prostu ma oddać towar. Najwyżej może pomstować sobie w internecie. A gdyby tak zmienić ten układ? Gdyby zacząć się interesować handlem?

Powiązane artykuły

Nie wszyscy gramy do tej samej bramki

Zabrakło śliwek w Polsce?

Patron sadowników

Sadownicy polują

X