Nie tylko PIORiN planuje kontrole w gospodarstwach

Z nieukrywanym rozbawieniem przeczytałem komentarze do artykułu o planowanych kontrolach PIORIN w gospodarstwach. Jako człowiek o wolnościowych inklinacjach jestem daleki od wszelkich urzędowych kontroli produkcji. Jednak mój uśmiech budzi oburzenie środowiska na informację o możliwych kontrolach, wszak prawo je przewidywało i do tej pory one się przecież zdarzały. Nie byliście Państwo nigdy kontrolowani przez PIORIN? No pewnie spora część nie, bo tych kontroli było tyle, co kot napłakał – urzędu po prostu nie stać na większą ich ilość. Czy za zapowiedziami kontroli pójdą środki na ich drastyczne zwiększenie? Zobaczymy, choć szczerze wątpię. Osobiście się ich nie boję, bo choć nie widzę sensu większości z tych kontrolowanych punktów, to są one naprawdę banalnie łatwe do spełnienia, wiem, bo dość regularnie takową kontrolę mam. Jednak przy okazji zdradzę Państwu, że ptaszki w urzędach ćwierkają o tym, że kontrole gospodarstw będzie również prowadził Sanepid.

Otóż teoretycznie i do tej pory Sanepid miał taką możliwość, choć były rozbieżne interpretacje konieczności rejestrowania gospodarstw i brak było odgórnych wytycznych do kontroli. Teraz, podobno, ma się to zmienić, bo opracowano takowe wytyczne, czyli rozpiskę co i jak kontrolerzy z PSSE mają badać, czego szukać i jak oceniać gospodarstwa. Oczywiście pewnie na pierwszy ogień pójdą już zarejestrowani rolnicy, najpewniej producenci owoców miękkich. Jak wspominałem wcześniej daleki jestem od popierania administracyjnych kontroli produkcji, ale naprawdę niejednemu z polskich rolników, z sadowników, przydałby się mandat za warunki sanitarne w gospodarstwie. Kiedyś już o tym pisałem artykuł. Ludzie naprawdę nie dbają o czystość, a my przecież produkujemy żywność. Jeśli wytyczne Sanepidu będą podobne jak wytyczne dla skupów czy mroźni, to bardzo wielu sadowników będzie miało problem. Ile to razy widziałem drewniane skrzynie, które nigdy nie doświadczały mycia i dezynfekcji, a na ich dnie były przylepione zgniłki z ubiegłego roku. Kontrola gryzoni. Ilu ją uczciwie prowadzi albo chociaż ma rozłożone karmiki deratyzacyjne? Nie wspomnę już o ogólnej czystości naszych obejść, wszechobecnego błota czy walających się niedopałków papierosów. Toalety dla pracowników na plantacjach? Wyznaczone miejsca do palenia? Instrukcja BHP? Wiem, że spora część z nas nie wpisuje się w ten obraz, że dba o estetykę, porządek i higienę w swoich gospodarstwach ale to mniejszość. Naprawdę, jeżdżąc po gospodarstwach mam dość szeroki obraz sytuacji i akurat czystość nie jest najmocniejszą stroną polskich sadowników. Mam awersję do idei kontroli produkcji przez urzędników, z resztą widzę, że one niewiele dają, ale jednocześnie widzę jak bardzo potrzeba podnieść standardy higieniczne w naszych gospodarstwach. Czy naprawdę standardy czystości i bezpieczeństwa produkcji muszą być na nas wymuszane od góry?

Powiązane artykuły

Sadownicy polują

X