Naprawdę nie każdy musi być sadownikiem

Pod ostatnim artykułem pt.: "Czy każdy musi być sadownikiem?", rozgorzała dyskusja i ciekawa polemika. Z zainteresowaniem przyglądałem się temu zjawisku i padającej argumentacji. Od początku wiedziałem, że będzie wiele głosów krytycznych wobec prezentowanego przeze mnie stanowiska, nie roszczę sobie pretensji do bycia pupilem większości. Mam nawet wrażenie, że zbyt szerokie stało się nasze środowisko. Jednak nie sądziłem, że aż tak dużym poparciem będą cieszyły się komentarze takie jak:

#3Marcin2021-05-29 19:36

Mamy przecież najpotężniejsze Państwo i najlepiej zarządzane, więc jesteśmy najlepsi!!! Czy naprawdę autor zastanowił się -jeśli uda mi się wyprodukować odpowiednie jabłka o określonych przez kupującego parametrach czy Ja uzyskam taką cenę jaką ja skalkuluję za wyprodukowanie takiego jabłka? Wątpię bo kupujący powie tam mam taniej i wcale twoje wyliczenie mnie nie obchodzi. Powiedzmy wszystko było w porządku zaczynamy sezon kupujący przez politykę nagle ma zamkniętą drogę zbytu a Ja niestety muszę sprzedać poniżej kosztów lub wysypać bo muszę zmienić odbiorcę.

Tak drodzy Państwo, ten komentarz zebrał aż 17 plusów, co jest najlepszym wynikiem. Miałem nadzieję, że argumenty z tego komentarza zostały wyjaśnione w tekście artykułu, ale chyba nie wyraziłem się w nim zbyt precyzyjnie. A więc po kolei.

Co ma państwo co produkcji jabłek? Czy Najjaśniejsza Rzeczypospolita ma pilnować dochodowości produkcji owoców? Czy autor tego komentarza i wszyscy plusujący słyszeli kiedyś o zjawisku ryzyka gospodarczego? Ludzie, każdy kto podejmuje jakąkolwiek formę biznesu naraża się na to, że mu się nie uda! Każdy ryzykuje a premią za ponoszenie tego ryzyka jest stosunkowo wyższy zarobek niż u pracownika etatowego. Drogi Marcinie, idź na etat. Tam nie ma ryzyka, wypłata jest taka, jak na umowie, co miesiąc. Wpływu na sytuację geopolityczną nie mamy, to dużo większe siły rządzą ruchami tych tektonicznych płyt niż jakikolwiek rząd w Warszawie. Nie ważne czy będzie tu rządził Tusk czy Kaczyński – nie mają oni wpływu na konfrontacje mocarstw. Poczytaj Bartosiaka, Sykulskiego czy Budzisza. Sytuacja jest jaka jest i do niej musimy się przystosować. Musimy liczyć koszty wobec obecnych warunków rynkowych i zapomnieć o tym co było. Boisz się, że klienci znajdą tańsze jabłka niż Twoje? To dobrze! Na tym polega rozwój gospodarczy. Strach przed bankructwem jest motorem napędowych rozwoju gospodarczego ludzkości. Ludzie nie pracują dlatego, że lubią, tylko dlatego, że boją się głodu. Możesz produkować tańsze jabłka, w czym problem? Klient zawsze szuka najlepszej jakości za najniższą cenę. Czy Ty zachowujesz się inaczej kupując nawozy, środki ochrony roślin czy cokolwiek innego? Kupujesz droższe zamiast tańszych? Ty jesteś biznesmenem i Twoim zadaniem jest znaleźć najlepszego klienta na swoje produkty. Masz stawać na rzęsach, żeby dobrze sprzedać jabłka. Ryzykujesz, że Ci się nie uda, że wyprodukujesz za drogie, nie taki rozmiar, nie taki kolor, nie taką jędrność i nie taką odmianę. Za ponoszenie tego ryzyka dostajesz jednak wynagrodzenie lepsze niż pracownik etatowy. To jest Twoja premia. Jeśli stosunek premii do ryzyka spada, to należy ograniczać swoje zaangażowanie.

Wyjaśnię to na przykładzie ryzyka lokaty bankowej. Jest to produkt bardzo bezpieczny, bo pieniądze na niej ulokowane są gwarantowane przez Bankowy Fundusz Gwarancyjny a on jest gwarantowany przez państwo. Nie raz mieliśmy już przykłady zadziałania tego mechanizmu gwarancji i się sprawdzał. Jednak oprocentowanie lokat bankowych jest śmiesznie niskie! Niskie ryzyko=niska premia za ryzyko. Natomiast na rynku akcji nie mamy żadnych gwarancji, możemy stracić wszystkie zainwestowane pieniądze. Jednak też jednego dnia możemy stać się milionerami. Duże ryzyko=duża premia.

Drogi Marcinie i ci wszyscy, którzy kliknęli plusa pod jego komentarzem, po co inwestujecie w bardzo ryzkowany biznes (sadownictwo takim jest), skoro się tego ryzyka aż tak boicie? Czy nie lepiej zgłosić się do Austria Juice i podpisać kontrakt na dostawę jabłek przemysłowych? Tam będziecie mieli GWARANCJĘ ceny minimalnej (pokrywa ona w 100% koszty produkcji a nawet coś zostaje) i GWARANCJĘ odbioru wyprodukowanego towaru. Wszystkie Wasze obawy odejdą w niepamięć. Po co produkować tanio i byle jak (bo porządnie i tanio się nie da) jabłka deserowe? Nikt takiego szrotu nie chce. Aktualna sytuacja z jabłkami nam to uwydatnia aż nadto. Mieliśmy przymrozki wiosną 2020 r, wyprodukowaliśmy mniej towaru, Zachód też stracił sporo jabłek i co? Nie ma komu sprzedać tych komór Idareda i Glostera, nikt nawet palcem nie chce tego tknąć. Dziś nawet Białoruś chce kupować porządne owoce! Spytajcie tych, którzy tam eksportują – największe sieci smagały dostawców reklamacjami dotąd aż zaczęły tam dojeżdżać porządne dostawy. Kraj, który jeszcze 2 lata temu kupował drugą klasę dziś chce owoców tanich, ale w pierwszej klasie jakościowej. Temat zmiany mentalności Białorusinów jest szerszy i należy mu się osobne omówienie.

Drugi komentarz z największą liczną plusów (14):

#1Kazio2021-05-29 18:42

Myślę że głosów w dyskusji będzie wiele a taki jest mój...I co mi po tym moim liczeniu kosztów do którego namawia autor skoro prawie wszystko już wyliczył i podał Dohler ?

Szanowny Kaziu, czy produkujesz owoce przemysłowe czy deserowe? Domyślam się, że deserowe, bo skomentowałeś artykuł o produkcji deserowej. To pytam: co Cię obchodzi cena przemysłu? No i teraz wiem – padnie koronny argument "cena przemysłu wpływa na cenę deseru". Jest na tym portalu artykuł pt: To nie przemysł rządzi rynkiem a brak alternatywy. Tam jest to wyłożone. Jeśli natomiast Twój odbiorca, wykorzystuje Ciebie i ustawia cenę zakupu deseru według ceny przemysłu, to go po prostu zmień. Nie daj się wykorzystywać. Olej tą grupę, tą sortownię i zadzwoń gdzieś indziej. Do zbiorów jeszcze 3 długie miesiące, nie czekaj aż zerwiesz jabłka i będziesz na gwałt szukał odbiorcy, bo się nie pomieścisz w skrzynie lub do chłodni, lub pieniędzy będziesz potrzebował na wypłaty dla ludzi. Już teraz szukaj potencjalnych odbiorców, dzwoń, pisz maile, przeszukuj internet i rozmawiaj z innymi sadownikami.

Co to jest za biznesmen, który potrafi najwyżej obdzwonić 3 sortownie wokół i najwyżej płakać, bo nikt mu nie chce dać więcej. Prowadzenie gospodarstwa sadowniczego to prowadzenie firmy. Tak jesteście biznesmenami i macie firmy! Integralną częścią biznesu jest płynność, tutaj nic nie jest stałe. Raz jest lato deszczowe i producenci parasoli trzepią kasę a raz słońce świeci prawie cały rok i gryzą oni paznokcie, bo towar nie schodzi a kasa na produkcję poszła. W biznesie ciągle trzeba iść do przodu, ciągle trzeba ponosić ryzyko, ciągle trzeba coś zmieniać i dostosowywać się do rynku. Nie chcesz tego robić? Nie umiesz? Idź na etat, bo naprawdę nie każdy musi być sadownikiem.

Powiązane artykuły

Przerzedzanie chemiczne zawiązków 2021

Późne zwalczanie chwastów i prowokatorów

Chcę być sadownikiem, ale chcę też godnie żyć