Zimowe pryskanie staje się powoli standardem. Należy je kalkulować w cyklu sezonowym

Zima odpuściła. Po zeszłotygodniowym ochłodzeniu mamy okres trochę cieplejszy, który pozostanie z nami na dłużej, w zasadzie do końca stycznia nie widać zimy. Może być trochę cieplej lub trochę zimniej, ale dalej mówimy o dodatnich temperaturach w ciągu dnia i ewentualnych opadach deszczu, a nie mrozach i śniegu. Ostatnimi laty nasadziliśmy Gali i Red Deliciousa, odmian bardzo podatnych na Neonectrię a właśnie takie warunki w połączeniu z brakiem ochrony chemicznej, dają rakowi szansę na nieskrępowany rozwój i degradację naszych sadów. Zresztą nawet inne odmiany sadzone na M9 padają ofiarami raka drzew owocowych, bo siła wzrostu nie podkładki nie daje im szans na przezwyciężenie ran rakowych.

Do dziś pokutuje w naszej branży odstawiania opryskiwacza do garażu, gdzie spuszcza się resztki wody z pompy i zbiornia, i cierpliwie czeka na pierwsze wiosenne pryskanie. Już wiele lat temu doradca sadowniczy Adam Fura ostrzegał przed taką praktyką i zwracał uwagę, że do raka należy podchodzić jak do parcha, czyli pryskać prewencyjnie jak tylko przychodzą okresy krytyczne, z tą różnicą, że okresy krytyczne dla raka występują cały rok, a nie tylko w okresie wegetacji.

Pryskanie zimowe nie jest łatwe, bo pryskać trzeba wówczas kiedy przychodzi odwilż, w sadzie robi się miękko i grząsko, wyrabiają się koleiny, a błoto lepi się do maszyn. Poza tym potem może przyjść ponownie zima, mróz i trzeba będzie ponownie spuszczać wodę z opryskiwacza, zakręcać zawory w studni itp. Jednak prawda jest taka, że bez pryskania Gali czy Red Deliciousa zimą ich produkcja jest naprawdę obarczona dość dużym ryzykiem wczesnego zakończenia życia danej kwatery. Do tego dochodzi kwestia kosztów tych zimowych zabiegów. Nie mamy tutaj wielkiego wyboru jeśli chodzi o fungicydy, a te które mamy nie są też najdroższe, ale sam fakt dodatkowych 5 zabiegów w sezonie już jakieś koszty generuje. Oczywiście Gala czy Red Delicious to potencjalnie najbardziej dochodowe odmiany, więc powinny na siebie zarobić, ale tak jak pisałem wcześniej, w zasadzie już każda odmiana na podkładce karłowej powinna być zimą chroniona przed Neonectrią, więc koszty nam się mnożą, a zyski ze sprzedaży Szampiona czy Red Jonaprince'a są jednak inne niż z Gali. Klimat mamy jaki mamy, wpływu na niego nie mamy żadnego i to my musimy się dostosować do warunków jakie on nam narzuca, a nie on do naszych oczekiwań.

Zimowe pryskanie staje się powoli standardem i należy je kalkulować w cyklu sezonowym. Rak to poważny przeciwnik, bo wpływa na podstawowy koszt prowadzenia gospodarstwa sadowniczego, czyli wymianę nasadzeń. W czasach wysokich kosztów w relacji do przychodów należy minimalizować ryzyko degradacji kwatery do minimum.

Komentarze  

0 #3 Nawiedzony. 2024-02-05 17:30
Nie wybiegajmy przed. Nie panikujmy. Sadżmy odmiany dostosowane do naszego klimatu. Możemy też poczekać na znaczącą zmianę klimatu. Gdyby tak stosować się do wszystkich zaleceń, chociaż wszystkie są ważne, to sadownik w krótkim czasie stał by się gołodupcem(określenie typowe, każdemu znane).
Z poważaniem JM
Cytować
0 #2 Artur 2023-12-14 21:55
Jak prof. K.T. mówił
Pryska - to olej z patelni
Wykonywanie zabiegów chemicznych na plantacjach to opryskiwanie.
A jeździć w zimie nie zaszkodzi. Przed świetami nawet pasuje to wieszanie firanek można ominąć
Cytować
+4 #1 Guest 2023-12-14 20:34
Zima to jest od wypoczynku po całym sezonie pełnym roboty
Cytować

Powiązane artykuły

Innowacja w fungicydowej ochronie sadów

Czy czeka nas parchowy rok?

Po co przechowywać jabłka po gradzie?

X