– Dokąd zmierza polska produkcja jabłek? – zapytano reprezentującego nasz kraj Pana Dominika Woźniaka podczas obrad na kongresie Prognosfruit w kontekście zbiorów szacowanych dla naszego kraju na poziomie 4,5 mln ton. Zdaniem Pana Woźniaka, nie należy panikować, ponieważ mieliśmy już zbiory na podobnym poziomie. Reprezentanci innych krajów widzą jednak sytuację inaczej. – Każdy kraj wybiera ścieżkę swojej produkcji/odmiany, ale warto poszukiwać równowagi, która powinna być zachowana. Żebyśmy sobie w kółko nie przeszkadzali! – zauważył przedstawiciel Włoch.

Podczas konferencji, która odbyła się 9 sierpnia w Warszawie, wielokrotnie podkreślano, że Polska jest nieprzewidywalna pod względem produkcji – prognoza wskazuje bowiem, że w 2018 zbierzemy 4,480 mln ton jabłek, czyli 23% więcej w porównaniu do średniej z ostatnich 3 lat. Pytano, co zamierzamy zrobić z nadwyżką, pojawiały się również ostrzejsze komentarze co do sytuacji, jaką stwarzamy na europejskim rynku jabłek.

Podczas obrad okrągłego stołu nasz kraj reprezentował Dominik Woźniak (Rajpol). Na pytanie zadane przez prowadzącego dyskusję Philippe Binarda dokąd zmierza polska produkcja odpowiedział, że nie należy panikować. – Przede wszystkim nie obawiajcie się naszych zbiorów. Kiedy przestaniemy produkować więcej, trudno powiedzieć, bo nowe nasadzenia wciąż się powiększają. Jakość jabłek jest zadowalająca – powiedział. – Jedyne czego obawiamy się, to zdolności magazynowania – dodał.

 – Owszem, w Polsce mamy największe zbiory, ale to są te same zbiory, które mieliśmy 4 lata temu. W 2014 mimo, że produkcja była równie wysoka, wiosną 2015 udało się uzyskać zadowalające ceny. Dlaczego nie miałoby być tak w tym roku – zauważył. Odniósł się także do konsumpcji jabłek w Polsce i poinformował, że markety chcą promować polskie jabłka i organizowane będą akcje zachęcające do ich spożywania.

Owszem 2,8 mln ton przeznaczone jest do przemysłu, jednak nie jest to spowodowane jakością jabłek – podyktowane będzie to niedostatecznymi zdolnościami przechowalniczymi. Zdaniem Pana Woźniaka, nie będzie łatwo jednak osiągnąć eksportu w wysokości 1 mln ton. Jak przypomniał, w Rosji, czyli na naszym tradycyjnym rynku, nie mamy już możliwości sprzedaży. Poza tym, w tym kraju powstają nowe nasadzenia, przez co  nie jest zainteresowany pozyskiwaniem dużej ilości towarów. – O eksport będzie naprawdę trudno. Być  może czynnikiem sprzyjającym będzie sytuacja w Chinach (przymrozki wiosenne), jednak musimy zdawać sobie sprawę, że eksport tam nie będzie wynosił setek tysięcy ton – zauważył.

Wypowiedzi pozostałych uczestników obrad przedstawimy w osobnym artykule, jednak dla zobrazowania przebiegu dyskusji przytaczamy wystąpienie eksperta z Włoch, Pana Georga Kösslera (Marlena).

Jak zauważył na wstępie, sytuacja we Włoszech jest zgoła odmienna niż w Polsce. – Włochy to kraj historycznie związany z sadownictwem – podkreślił. Sytuacja od wielu lat jest na stabilnym poziomie – produkcja od 2,1 mln do 2,3 mln ton. Areał również jest na stabilnym poziomie – wymieniał. Produkcja w większości zlokalizowana jest w górach na terenie Alp, dlatego ma inne (lepsze) cechy jakościowe, niż jabłka w pozostałych krajach. – Oferujemy nowoczesną jakość, także pod względem odmianowym. Oferujemy Galę i inne popularne odmiany, także klubowe – powiedział. Włoska produkcja w tym roku osiągnie 2, 2 mln ton – będą to owoce niezwykłej jakości. Sady są nawadniane, posiadają sieci przeciwgradowe. – Jesteśmy dumni ze swoje produkcji – zaznaczył.

Sytuacja w naszym kraju jest stała, daje poczucie stabilność, także na rynku – mówił. Zdaniem przedstawiciela Włoch, sytuacja w UE jest zdecydowanie inna. Nie jest sprawiedliwym, żeby wspierany był rozwój nowych nasadzeń, a w momencie osiągnięcia pełnej produkcji, trzeba było zastanawiać, co zrobić z olbrzymią nadwyżką. – Każdy kraj wybiera ścieżkę swojej produkcji/odmiany, ale warto poszukiwać równowagi, która powinna być zachowana. Żebyśmy sobie w kółko nie przeszkadzali! – podsumował.